Xiaomi MiBand to fenomen na rynku wearables. Dzięki niskiej cenie połączonej z satysfakcjonującymi możliwościami, Chińczycy odnieśli niesamowity sukces. Kwestią czasu było pojawienie się drugiej generacji urządzenia. Od kilku dni mamy ją u siebie.

MiBand 2 to solidny krok na przód w porównaniu z pierwszą generacją i sporo ulepszeń w stosunku do modelu 1S. Opaska przeszła duże zmiany, choć pudełko, w którym do mnie przyjechała, wcale tego nie sugeruje. Wewnątrz znajdziemy standardowy zestaw: silikonowy pasek, główny moduł („pastylka”) oraz dedykowany kabelek do ładowania. Jest on bardzo krótki i ewidentnie zaprojektowany z myślą o podłączaniu do komputera – z jednej strony mamy złącze USB 2.0, a z drugiej specjalne złącze, w którym umieszczamy pastylkę po wypięciu z opaski.

Sam pasek na pierwszy rzut oka nie różni się jakoś szczególnie mocno od poprzednika. Diabeł tkwi jednak w szczegółach. Przede wszystkim zmieniono nieco design zapięcia – niestety w dalszym ciągu jest ono plastikowe. Zmienił się też delikatnie sposób mocowania głównego modułu. Mam wrażenie, że teraz jest on lepiej i dokładniej otoczony gumą, co powinno zapobiegać jego zgubieniu. To niestety było wadą pierwszego MiBanda – znam kilka osób, które się borykały z tym problemem. Niestety w dalszym ciągu główny moduł wciska się od wierzchniej strony opaski, zatem jakieś pewnie ryzyko jest. Trudno mi powiedzieć po tych kilku dniach spędzonych z opaską. W każdym razie pasek robi ogólnie niezłe wrażenie – jest przyjemny w dotyku, ma duży zakres regulacji i wygląda przyzwoicie.

xiaomi mi band 2

Najważniejszą zmianą w MiBand 2 jest oczywiście wyświetlacz. Zastosowanie znalazł tutaj monochromatyczny panel OLED, na którym wyświetlana jest godzina oraz inne informacje. Mamy dość szerokie spektrum możliwości i możemy w aplikacji aktywować i dezaktywować informacje o liczbie kroków, dystansie, kaloriach, pulsie oraz stanie naładowania baterii. Między wszystkimi tymi danymi przełączamy się za pomocą dotykowego przycisku pod ekranem – co ciekawe, wygląda on identycznie jak opisywana wcześniej spinka na opasce. Do działania guziczka nie mam najmniejszych zastrzeżeń – działa sprawnie i jest responsywny. Problemem może być jednak błyszcząca powierzchnia wokół. Zastosowany plastik nie jest zabezpieczony żadną powłoką ochronną i niestety to czyni go bardzo podatnym na zarysowania. U mnie pojawiły się już po kilku dniach noszenia opaski. Inna kwestia to czytelność ekranu w pełnym słońcu, która jest praktycznie zerowa. Warto mieć to na uwadze.

Opaska jest oczywiście wodoodporna, co poświadcza zgodność z normą IP67. Nie przeprowadzałem aż tak agresywnych testów, ale łatwo się domyślić ich finał – MiBand 2 nie ma żadnych zewnętrznych złącz, nie licząc dwupinowego styku ładowarki.

Co z baterią? Zastosowanie znalazło tutaj ogniwo o pojemności 70 mAh, a więc zdecydowanie większe niż w modelach wypuszczonych na rynek wcześniej. Zostało to oczywiście podyktowane zastosowaniem wyświetlacza. Efekt jest bardzo zadowalający. Noszę MiBanda 2 już piąty dzień i mam ciągle na liczniku 63 proc. naładowania. Podejrzewam, że spokojnie wystarczy to na kolejne pięć dni (jeśli nie dłużej).

Oprogramowanie nie rzuca na kolana. Aplikację MiFit znajdziemy w sklepie Google Play. Dostępna tam wersja jest jednak przestarzala i lepiej rozejrzeć się np. na APK Mirror za aktualną. Znajdziemy tutaj ogrom funkcji związanych zarówno z samą opaską jak i monitorowaniem naszej aktywności fizycznej. Problemem jest spolszczenie, które pozostawia miejscami wiele do życzenia – widać wyraźnie, że przygotowali je fani.

Jeśli chodzi o funkcje służące do konfiguracji urządzenia, możemy tutaj dostosować m.in. powiadomienia. Na ekraniku nie widzimy ich treści, a jedynie ikonki. Mamy też możliwość określenia zachowania opaski po podniesieniu nadgarstka – może ona wówczas automatycznie się wybudzać i pokazywać godzinę. Spośród funkcji fitness warto wyróżnić m.in. system określania celów i stawiania sobie wyzwań. Aplikacja potrafi też przesyłać raporty do serwisów społecznościowych oraz posiada system dodawania znajomych oparty na kodach QR. Nie zabrakło też trybu treningu, w trakcie którego pulsometr na bieżąco monitoruje nasze tętno. W nocy natomiast MiBand monitoruje nasz sen – niestety inteligentny budzik został usunięty z aplikacji i trudno powiedzieć, czy kiedykolwiek wróci.

Jak na razie MiBand 2 wypada bardzo dobrze. Nie jest to oczywiście gadżet idealny, ale też jego cena w pełni to usprawiedliwia. Będę przez najbliższe tygodnie bliżej się przyglądał działaniu opaski  – dziś zabieram ją ze sobą w góry. Przekonamy się, czy po dłuższym czasie moja opinia nie ulegnie zmianie. Oczywiście jeśli macie jakiekolwiek pytania lub wątpliwości – piszcie w komentarzach. Postaram się na bieżąco odpowiadać (choć w najbliższych dniach będę na Słowacji, więc może być różnie – ostrzegam).

Cenę MiBanda 2 ustalono na niespełna 40 dolarów. Jeżeli jednak chcecie zamówić urządzenie w Polsce, możecie skorzystać z oferty sklepu Xiaomi (sklepxiaomi.pl) – tu wyceniono go drożej, bo na 199 zł. To właśnie dzięki ich uprzejmości otrzymaliśmy opaskę do testów. Co więcej, przygotowano też promocję na MiBanda 2 dla czytelników Antyweba – jeżeli podczas zamawiania wpiszecie kod „antyweb” obniżycie jego cenę o 10 złotych. Kod jest ważny do 30 czerwca.