6

Wyłączenie internetu w Libii bez wpływu na Bit.ly (a przynajmniej na razie)

Ludność krajów północnoafrykańskich walczy z swoimi rządami. Libia, z nadziejami na udany przewrót, jaki udało się dokonać Egipcjanom i Tunezyjczykom, również walczy. BBC informuje, że w protestach zginęły już 84 osoby. Władza nakazała z tego powodu blokadę internetu, zupełnie tak jak to miało miejsce w Egipcie i Algierii. Przyczyna jest ta sama – rząd totalitarny […]

Ludność krajów północnoafrykańskich walczy z swoimi rządami. Libia, z nadziejami na udany przewrót, jaki udało się dokonać Egipcjanom i Tunezyjczykom, również walczy. BBC informuje, że w protestach zginęły już 84 osoby. Władza nakazała z tego powodu blokadę internetu, zupełnie tak jak to miało miejsce w Egipcie i Algierii. Przyczyna jest ta sama – rząd totalitarny obawia się fali protestów, które znacznie łatwiej organizuje się za pomocą sieciowych narzędzi takich jak Facebook. Wyłączenie internetu spowodowało jednak falę paniki dotyczącą działania dotychczasowych serwisów internetowych, gdyż domena .ly należąca do tego kraju, jest niezwykle popularna. Okazuje się jednak, że wszystko jest pod kontrolą, a przynajmniej na razie.

Libijski rząd nie tylko zablokował konkretne serwisy internetowe, jak rząd egipski na początku rewolucji, a od razu rzucił się na cały internet w kraju. Z tego powodu nie udaje się uzyskać połączenia nawet przez takie usługi do obchodzenia zabezpieczeń jak OperaTor, HideMyAss czy HotSpotShield. Zablokowane są nawet połączenia PPTP VPN, co niesamowicie utrudnia funkcjonowanie filii międzynarodowych firm działających w Libii, które za pomocą tego protokołu utrzymują kontakt „z centralą”.

Domena należąca do Libii – .ly – jest bardzo często wykorzystywana jako sufiks, nie tylko w przypadku serwisów anglojęzycznych, np. sil.ly, ale także i polskich, np. Ma.ly. Jest to tak zwany domain hack. Trzy najpopularniejsze serwisy służące do skracania hiperłączy – bit.ly, ow.ly i 3.ly – korzystają właśnie z domeny libijskiej. Nic zatem dziwnego, że wśród internautów pojawiło się wiele obaw – bit.ly jest masowo wykorzystywany przez użytkowników Twittera oraz w wielu innych przypadkach. Zatem gdyby domena kompletnie zniknęła z sieci, jak to miejsce miało w przypadku domeny północnokoreańskiej .kp, ogromna liczba skróconych hiperłączy po prostu przestałaby działać.




Na szczęście taka sytuacja nie ma miejsca. Wyłączenie internetu w Libii, czyli również odłączenie reszty świata od serwerów DNS tamtego kraju, nie ma teoretycznie wpływu na funkcjonowanie serwisów działających w domenie .ly, o czym poinformował prasę i użytkowników prezes bit.ly, John Borthwick. Domena .ly jest utrzymywana nie tylko przez dwa serwery DNS Libii, ale także trzy inne, z czego dwa działają w stanie Oregon, a trzeci w Holandii. Libijskie serwery DNS mają wyższy priorytet, te działające w Stanach Zjednoczonych i Holandii są jedynie „kopią zapasową”, tzn. aktualizują swój stan w stosunku do serwerów głównych, a nie w drugą stronę. Oprócz tego, są oczywiście wykorzystywane przy zapytaniach DNS generowanych przez internautów, którzy znajdują się bliżej Stanów Zjednoczonych lub Holandii, niż Libii.

Istnieje jednak pewien problem. Te trzy serwery są serwami podległymi i w przypadku, gdy nie są w stanie uzyskać aktualizacji od któregoś z serwerów głównych, przestają dostarczać informacje na temat domen .ly. Maksymalny czas oczekiwania na połączenie z serwerem głównym został ustalony na 28 dni – wartość SOA ustawiona została na maksymalną zalecaną przez RFC, czyli 2419200 sekund. Egipt zniknął z sieci na tydzień, wszyscy mają nadzieję, że Libia powróci do stanu on-line przed czterema tygodniami, w przeciwnym wypadku serwery DNS mogą przestać odpowiadać na zapytania dotyczące domen .ly.