8

Ot, takie czasy, że komunikator droższy od firmy produkującej wysokiej klasy urządzenia

Ot, znak naszych czasów - tymi słowami jeden z Czytelników podsumował wczorajszy wpis poświęcony przejmowaniu firmy Kuka przez Chińczyków. Przejmowaniu zachodzącemu w rzeczywistości, w której to wydarzenie nie cieszy się szerokim zainteresowaniem i nie jest komentowane przez masy: ludzie wolą pisać i czytać o komunikatorze, który posłużył tu za przykład. Faktycznie - sytuacja kuriozalna. Ale z drugiej strony: czy wszyscy muszą wiedzieć o istnieniu niemieckiego producenta robotów przemysłowych i interesować się jego akcjonariatem?

Pamiętacie, ile uwagi media, nie tylko technologiczne, poświęcały przejęciu WhatsApp przez Facebooka? pisano o powodach przejęcia, o prognozach, o wielkich sumach, jakie towarzyszyły tej transakcji i zdecydowanie nie był to temat na jedno popołudnie. A jaką lawinę wywołało przejmowanie korporacji Kuka? Na Zachodzie nie było jeszcze tak źle, w Polsce to temat niszowy. Wina mediów? Cóż, te odpowiadają na zapotrzebowanie odbiorców (niektórzy będą się kłócić i mają trochę racji – to działa w obie strony). A zapotrzebowanie jest mizerne, na AW sprawa nie była hitem odsłon i komentarzy. Tekst o porno w VR cieszył się znacznie większym zainteresowaniem.

Można zatem dojść do wniosku, że to wina odbiorców: czytelników/słuchaczy/widzów. To oni interesują się głupotami, zamiast poświęcić czas kwestiom naprawdę ważnym. Rozwiązanie proste, ale też chrome. Bo trzeba sobie zadać pytanie: co przeciętnego zjadacza chleba może interesować producent robotów przemysłowych? Owszem, ta firma może mieć wpływ na rozwój naszego świata, jeśli wierzyć prognozom, weźmie udział w rewolucji, która wywróci naszą rzeczywistość do góry nogami. Tyle, że ludzi interesują efekty, a nie to, co dzieje się z tyłu. A i efekty nie są istotne, jeśli nie dotyczą ich osobiście.

Sam zainteresowałem się losem firmy Kuka, bo pracuję w redakcji, którą takie tematy powinny interesować. Z zawodowego punktu widzenia temat wydał się ciekawy. Ale czy zwróciłbym na to uwagę, gdybym pisał o sporcie, edukacji albo polityce? Albo gdybym pracował poza mediami i poza sektorem technologii? Pewnie nie. Tak, jak dzisiaj nie zwracam uwagi na to, co dzieje się w rolnictwie, medycynie, transporcie i przetwórstwie rybnym. A pewnie i tam dochodzi do wielkich przejęć, wprowadzane są nowoczesne rozwiązania, dochodzi do wydarzeń, które branżowcy uznają za małe (czasem pewnie wielkie) rewolucje.

Zastanawiając się nad tym, spojrzałem na kolejny tekst: doniesienia dotyczące postępów w misji Juno. I znowu: zainteresowanie niewielkie. Różnica taka, że w tym przypadku media były już aktywne. Temat z gatunku „kosmicznych”, przypomniałem sobie, że kiedyś dziwiłem się, iż ludzkość wydaje takie same pieniądze na piłkarzy, co na badania kosmosu. Szukam i znajduję, tekst sprzed blisko roku. Dzisiaj mógłbym napisać to samo: misja Juno pochłonie miliard dolarów, na komunikator wydano kilkanaście miliardów. Kuka wyceniana jest na kilka miliardów dolarów, dwa razy droższy okazał się Supercell – fińskie studio produkujące kilka gier mobilnych. A wycena niektórych startupów przynoszących ciągłe straty jest równa łącznej kapitalizacji setek firm zarabiających duże lub bardzo duże pieniądze. Świat stanął na głowie?

Możliwe, że dzieje się coś dziwnego, że nasze czasy należy uznać za zwariowane lub nielogiczne. Trzeba mieć jednak na uwadze, że przywołana przeze mnie giełda z logiką ma często niewiele wspólnego. I należy uczciwie napisać, że wspomniany Supercell czy podobne mu firmy tworzące popularne aplikacje zarabiają na swoich produktach setki milionów dolarów. Kuka może być wyceniana niżej, bo po prostu ma gorsze wyniki. Nie powinno dziwić nas to, że większym zainteresowaniem cieszą się póki co zabawy na smartfony niż roboty przemysłowe. W ten sposób można też wytłumaczyć mniejsze środki na eksplorację kosmosu: misja sondy Juno kokosów raczej nie przyniesie żadnej firmie, trudno byłoby odzyskać miliard dolarów w oparciu o zdjęcia i dane dostarczone przez sondę. Tymczasem kasa wydana na aplikację może się zwrócić z nawiązką.

Czasy można uznać za dziwne, ale w przeszłości było pewnie podobnie – zainteresowaniem inwestorów cieszyły się projekty, które przynosiły zyski. Najlepiej jak najszybciej. A i ludzi bardziej interesowała rozrywka oraz prywatne życie niż badania naukowe czy ważne wydarzenia w gospodarce czy nauce. Skoro za komunikator zapłacono kilkanaście miliardów dolarów, to najwyraźniej ktoś uznał, że to mu się opłaci. Wszak to ów komunikator, z pozoru błahe narzędzie, ma w swoim zasięgu setki milionów użytkowników i tworzy z nich potencjalne poletko do zarabiania kasy. Tak, jak zarabia się kokosy na grze mobilnej. Czasy nie są dziwne – zazwyczaj rządziła kasa…