Kable, dużo kabli
29

Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie te pajęczyny z kabli

XXI wiek. Komputery skrywane w kieszeni potrafią zdziałać cuda, telewizory 4K to za mało, gry wideo z realistyczną grafiką stają się standardem. Ale co z tego, skoro wszystkie potrzebują kabli, a w tych przy kilku urządzeniach po prostu zaczynamy tonąć.

Jestem gadżeciarzem — i nawet przez chwilę nie będę ukrywał, że jest inaczej. Z różnych powodów dookoła mojego telewizora stoi kilka urządzeń. Konsole do gier, odtwarzacze wideo, czasami zdarza się nawet tuner tv. Jak tylko mogę staram się ograniczać i elementy z których aktualnie nie korzystam na co dzień — chować do kartonu. Wiecie, żeby nie musieć ścierać z nich kurzu, nie płacić większych rachunków za prąd, czy też najzwyczajniej w świecie, żeby jakoś zorganizować tę przestrzeń dookoła. Bo prawdą jest, że nie korzystam z nich wszystkich tu i teraz, ale prędzej czy później każde z urządzeń staje się potrzebne. Czy to żeby odtworzyć film w innym regionie, czy przejść grę do recenzji. I nie ważne jak bardzo się staram — po jakimś czasie w kablach zawsze panuje chaos.

Chaos. Pomocy, kable są wszędzie!

Nieśmiało odsuwam biurko. Poza zasilaczem do komputera w listwie wpięte jest zasilanie do głośników, odbiornika Bluetooth i jeden awaryjny kabel micro USB, którym ekspresowo mogę podładować telefon, czytnik książek czy pada od konsoli. Niby zachowuję umiar — ale w praktyce nie jest wcale tak różowo, bo kabelek do jednego głośnika, kabelek do drugiego, do sufbuoofera, połączenie tego wszystkiego w całość — i nagle robi się niezły bałagan. Uporządkowane, przygwożdżone do biurka jakoś jeszcze wyglądają, ale puszczone same sobie — po kilku dniach od segregacji zaczynają żyć własnym życiem.

Duże ilości kabli podłączonych

Ostatnie lata w kwestii telewizorów są bardzo łaskawe. Rozmaite złącza na które składały się całe pakiety małych kabli zostały zastąpione komfortowymi rozwiązaniami. Ale przy trzech podpiętych urządzeniach — znowu — sprawy zaczynają się komplikować. Bo przecież każde z nich potrzebuje jeszcze zasilania. A niektóre dodatkowo mają jeszcze antenę, podłączenie za pośrednictwem kabla Ethernet żeby działać jak należy, albo system nagłośnienia. I z trzech kabli, robi się ich kilkanaście. A za szafką z telewizorem pajęczyna kabli, których nie powstydziłby się naprawdę obrotny pająk.

W oczekiwaniu na nowe rozwiązania

Z porównaniem do tego z czym musieliśmy zmagać się jeszcze kilka- kilkanaście lat temu, teraz niewątpliwie jest nieco lżej. Jednak do ideału wciąż nam daleko — mówi się, że technologia 5G ma szansę przynieść chociaż odrobinę poprawy w tej kwestii. Samsung swoim modułem One Connect też próbuje zaserwować nam małą rewolucję. W końcu z nim do telewizora będzie szedł tylko jeden kabel, a resztę można jakoś solidnie ukryć. Na rynku mamy coraz więcej modułów pozwalających nam naprawdę komfortowo i atrakcyjnie dla oka układać okablowanie, ale to wciąż obchodzenie problemu dookoła, a nie jego rozwiązanie. Technologia pędzi w zastraszająco szybkim tempie, elementy które dotychczas pokazali nam rozmaici twórcy wyglądają naprawdę obiecująco — dlatego mam cichą nadzieję, że już niebawem doczekamy się jakieś małej rewolucji. I to nie tylko we wnętrzach laboratoriów, ale przede wszystkim w naszych domach. Bo przecież to nie jest tak, że jestem jedynym który może dyskutować o kablach w codziennym życiu wyliczając je… na kilogramy. Prawda?