15

Wspieram.to, czyli kolejna polska platforma crowdfundingowa. Kiedy skończy się era żebro-projektów?

Finansowanie społecznościowe na świecie święci sukcesy. Kickstarter, będący o ile się dobrze orientuję, największą w tej chwili platformą crowdfundingową na świecie, tylko w zeszłym roku zebrał 320 milionów dolarów i pomógł ufundować 18109 projektów. W Polsce crowdfunding to wciąż egzotyka, w dodatku torpedowana przez sceptycyzmem, podsycany przez różnego rodzaju nieudane akcje. Wspomnę tutaj tylko o […]

Finansowanie społecznościowe na świecie święci sukcesy. Kickstarter, będący o ile się dobrze orientuję, największą w tej chwili platformą crowdfundingową na świecie, tylko w zeszłym roku zebrał 320 milionów dolarów i pomógł ufundować 18109 projektów.

W Polsce crowdfunding to wciąż egzotyka, w dodatku torpedowana przez sceptycyzmem, podsycany przez różnego rodzaju nieudane akcje. Wspomnę tutaj tylko o bezdomnym Jasiu czy animatorze Reksia. Na szczęście moda na pozyskiwanie środków w ten sposób, pomimo przeciwności losu, znajduje sobie powoli drogę do serc Polaków. Nowo otwartą, rodzimą platformą crowdfundingową jest wspieram.to.

Szczerze mówiąc, nie widzę powodu, dla którego wspieram.to nie miało by się wybić i nie zostać wiodącą platformą w Polsce. Z drugiej strony nie mogę znaleźć argumentu, który wskazywał by, że mają wyraźną przewagę nad konkurencją. PolakPotrafi.pl, Beesfund.pl i Wspieram.to na dobrą sprawę oferują praktycznie to samo. Pierwszy z wymienionych ma najdłuższy staż, najbardziej uznaną markę, drugi oferuje finansowanie udziałowe, a trzeci z niewiadomych mi powodów… ma najwięcej polubień na Facebooku. Śmiejcie się, ale nawet taka kwestia może zaważyć na przyszłości rynku finansowania społecznościowego w Polsce.

Póki co oblicze finansowania społecznościowego w Polsce mnie nie urzeka. Nie mogę zaprzeczyć, że jeszcze rok temu było o wiele gorzej, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że za mało powstaje projektów faktycznie godnych uwagi. Dominują projekty regionalne, albo żebro-projekty, z których fundatorzy prawie nic nie mają. Wchodząc na stroną Kickstartera czy Indiegogo widać zdecydowaną różnicę – crowdfunding anglojęzyczny to sposób prowadzenia biznesu, rodzaj złożenia oferty. U nas to zbiórka „co łaska”. Oczywiście nie mówię o wszystkich projektach, ale za każdym razem kiedy wchodzę na PolakPotrafi czy na Beesfund mam wrażenie, że to portale, za pośrednictwem których mogę zrobić coś dobrego, a nie zainwestować i otrzymać coś fajnego.

Nie chcę na koniec nadawać wpisowi tak negatywnego wydźwięku, także zamknę tekst inaczej.

Życzę powodzenia ekipie wspieram.to i wierzę, że wraz z biegiem lat, polski crowdfunding będzie coraz lepszy.