Windows

Jeżeli "Windows 11" nie będzie tego mieć, poważnie się wścieknę

JS
Jakub Szczęsny
44

We wczorajszym meczu Volvo vs FSO, choć mieliśmy jednego genialnego konstruktora - szwedzkie czołgi dobiły nas na boisku w Sankt Petersburgu. Dzisiaj przed nami też są spore emocje, bo Microsoft opowie nieco więcej o projekcie "Windows 11" - według mnie po prostu sporej aktualizacji. Jeżeli nie będzie ona mieć tych kilku rzeczy, będę nie tyle niepocieszony. Po prostu się wścieknę.

Dlaczego? Słuchajcie, też jestem po prostu użytkownikiem Windows i chociaż coraz bardziej zazdrośnie spoglądam na Macbooki, to jednak do oficjalnego przejścia nie dochodzi. Projekt "Windows 11" (bo nie mamy jeszcze ostatecznego potwierdzenia, że jest to całkowicie odrębny produkt) nieco zaskoczył branżę, bo mało kto spodziewał się tego, że Microsoft w niespodziewanym momencie wyskoczy z tego typu rzeczą. Samo zapowiedzenie konferencji poświęconej Windows było już niespodzianką. Pogłoski, a następnie przecieki wskazały jasno: istnieje coś takiego jak Windows 11. Tylko...

Nie wiemy czym na dobrą sprawę jest Windows 11

Aktualizacja? Wersja rozwojowa? Odrębny produkt? Trudno powiedzieć, czym w zamyśle Microsoftu jest Windows 11 w momencie, gdy cały czas w głowach mamy słowa Jerry'ego Nixena, byłego Senior Technical Evangelist w Microsofcie, który powiedział:

Teraz przygotowujemy się do wypuszczenia na rynek Windows 10, a ponieważ Windows 10 jest ostatnią wersją systemu Windows, wszyscy wciąż obecnie pracują nad Windows 10. (i niczym innym - przyp. red.)

Mówi się jednak, że tylko krowa nie zmienia zdania, a korporacjom bardzo łatwo przychodzą takie rzeczy. Czysto biznesowe argumenty potrafią wyprzeć choćby najtwardsze przekonania, w których okopują się nierzadko giganci branży technologicznej. Niemniej, tego stwierdzenia nikt nie prostował, nikt nie przywoływał jego autora do porządku. Uznano zatem, że jest ono obowiązujące i nic innego niż Windows 10 lub jego aktualizacja znajdująca się choćby duchowo "w serii" się zwyczajnie nie pojawi. Stąd niespodzianka i zaskoczenie. Trudno też znaleźć bezpośrednie argumenty za tym, by Microsoft wprowadzał coś odrębnego od Windows 10 - pod nazwą Windows 11.

Ale nie będę rozprawiał zbyt długo o tym. Ze względu na to, że mam pewne przypuszczenia dotyczące "Windows 11" - będę nazywał to wydanie zamiennie: aktualizacją / OS-em / systemem lub bezpośrednio: po prostu Windows 11. Skupmy się na rzeczach, których zabraknąć nie może - po prostu dlatego, że nie tylko ja ale i inni użytkownicy - bylibyśmy solidnie niepocieszeni.

Dlaczego? Słuchajcie, też jestem po prostu użytkownikiem Windows i chociaż coraz bardziej zazdrośnie spoglądam na Macbooki, to jednak do oficjalnego przejścia nie dochodzi. Projekt "Windows 11" (bo nie mamy jeszcze ostatecznego potwierdzenia, że jest to całkowicie odrębny produkt) nieco zaskoczył branżę, bo mało kto spodziewał się tego, że Microsoft w niespodziewanym momencie wyskoczy z tego typu rzeczą. Samo zapowiedzenie konferencji poświęconej Windows było już niespodzianką. Pogłoski, a następnie przecieki wskazały jasno: istnieje coś takiego jak Windows 11. Tylko...

Nie wiemy czym na dobrą sprawę jest Windows 11

Aktualizacja? Wersja rozwojowa? Odrębny produkt? Trudno powiedzieć, czym w zamyśle Microsoftu jest Windows 11 w momencie, gdy cały czas w głowach mamy słowa Jerry'ego Nixena, byłego Senior Technical Evangelist w Microsofcie, który powiedział:

Teraz przygotowujemy się do wypuszczenia na rynek Windows 10, a ponieważ Windows 10 jest ostatnią wersją systemu Windows, wszyscy wciąż obecnie pracują nad Windows 10. (i niczym innym - przyp. red.)

Mówi się jednak, że tylko krowa nie zmienia zdania, a korporacjom bardzo łatwo przychodzą takie rzeczy. Czysto biznesowe argumenty potrafią wyprzeć choćby najtwardsze przekonania, w których okopują się nierzadko giganci branży technologicznej. Niemniej, tego stwierdzenia nikt nie prostował, nikt nie przywoływał jego autora do porządku. Uznano zatem, że jest ono obowiązujące i nic innego niż Windows 10 lub jego aktualizacja znajdująca się choćby duchowo "w serii" się zwyczajnie nie pojawi. Stąd niespodzianka i zaskoczenie. Trudno też znaleźć bezpośrednie argumenty za tym, by Microsoft wprowadzał coś odrębnego od Windows 10 - pod nazwą Windows 11.

Ale nie będę rozprawiał zbyt długo o tym. Ze względu na to, że mam pewne przypuszczenia dotyczące "Windows 11" - będę nazywał to wydanie zamiennie: aktualizacją / OS-em / systemem lub bezpośrednio: po prostu Windows 11. Skupmy się na rzeczach, których zabraknąć nie może - po prostu dlatego, że nie tylko ja ale i inni użytkownicy - bylibyśmy solidnie niepocieszeni.

Obsługa kont lokalnych musi zostać

Osoby, które zdecydowały się zainstalować wczesną wersję Windows 11 (która nie zawiera rzecz jasna wszystkich funkcji, które zostaną zapowiedziane już dzisiaj) zauważyły, że "niemożliwe" jest założenie konta lokalnego po instalacji OS-u. Dlaczego użyłem cudzysłowu? Bo da się to obejść za pomocą kombinacji ALT+F4 i wcale nie jest konieczne spięcie naszej lokalnej identyfikacji z kontem Microsoft (MSA). Na tej kanwie uznano, że być może Microsoft szykuje się do "ubicia" kont lokalnych. Spokojnie, Microsoft nie jest samobójcą.

To byłoby dziwne, gdyby Microsoft absolutnie żądał założenia / podpięcia konta MSA do systemu. W niektórych miejscach, gdzie panują konkretne zasady bezpieczeństwa wykluczające użycie takich usług jak MSA oznaczałoby to, że podczas konfiguracji, administratorzy musieliby naruszyć reguły obowiązujące w danej organizacji. Oczywiście, nikt by się na coś takiego nie zgodził, choćby za cenę potoków złota lejących się z ekranu po zainstalowaniu Windows 11. Microsoftowi zależy na jak najlepszej adopcji OS-u na rynku - a ten czynnik z pewnością by nie pomógł.

Stąd też, obsługi kont lokalnych zabraknąć nie może. I w mojej opinii nie zabraknie, bo istnieją solidne argumenty za tym, że te zostaną. Trzymajmy kciuki, bo wprowadzenie przymusu skorzystania z MSA w Windows 11 byłoby bezgranicznie głupie.

Czytaj również: Windows 11 może popełnić najgorszy błąd Windowsa 10

Zachowanie systemu po aktualizacji

Ten punkt podzielę na dwie części. Pierwsza będzie dotyczyć bezpośrednio tzw. "user experience" (co oznacza ogół doświadczeń użytkownika w trakcie obcowania z oprogramowaniem i/lub sprzętem). Druga natomiast już funkcjonowania (lub "niefunkcjonowania") Windows.

Punkt pierwszy - wspomniany user experience. Wiecie o tym, że po każdej dużej aktualizacji Windows, niektóre ustawienia wracają do ustawień "fabrycznych"? Dajmy na to, Twoją domyślną przeglądarką jest Chrome. Robisz aktualizację. I pyk, po jej przeprowadzeniu Chrome już nią nie jest, ale za to stał się nią Edge. Dlaczego? He, he, he - no nieintencjonalny błąd. Czego nie rozumiecie? ;)

"Nietrzymanie" pewnych ustawień przez system jest istotnym problemem. Dlaczego? Bo po każdej dużej aktualizacji wszystko powinno być dokładnie tak, jak przed jego przeprowadzeniem. To brzmi jak "oczywista oczywistość" - tak powinien zachować się intuicyjny software. W świecie Windows niektóre rzeczy nie należą do w pełni oczywistych i z tego rodzą się istotne problemy. Użytkownik, zgadzając się (lub nie) na aktualizację, czekając na pojawienie się odświeżonych okienek musi mieć pewność, że nic mu nie zginie, wszystko będzie działać i nie będzie musiał robić nic ponad zapoznanie się z nowościami. Bo gdy przychodzi mu robić de facto za system ostatnie szlify, wynikające wprost z niezrozumiałego zachowania OS-u, przechodzi mu ochota na kolejne uaktualnienia. A przecież Microsoftowi chodzi o to, by każdy okienka aktualizował, prawda?

Punkt drugi - funkcjonowanie systemu. Microsoft musi znaleźć jakiś sposób na to, by awarie systemu zdarzały się rzadziej tuż po zaktualizowaniu okienek. Gigant zaliczył parę brzydkich wpadek z zapętlającymi się bez końca maszynami, błędami lub niedziałającymi urządzeniami. Niektóre wynikały wprost z niedopatrzeń po stronie Microsoftu, a inne to efekt opieszałości / niedokładności dostawców sprzętu, którzy nie przygotowali lub przygotowali wadliwe sterowniki dla komponentów. Windows 11, aby zostać ciepło przyjętym oraz dobrze ocenianym w przyszłości OS-em, musi być jeszcze bardziej niezawodny. Ale umówmy się - na tak duży projekt jakim jest Windows 10... i tak jest naprawdę dobrze. Jeden raz Windows 10 kompletnie mi się wysypał po uaktualnieniu. I to wszystko na przestrzeni sześciu lat. Usprawnienie tego aspektu jest o tyle istotne, że Windows to już nie produkt, który bierzemy z półki i jest on generalnie niemal taki sam przez cały okres życia. To produkt - usługa, która z roku na rok otrzymuje nowe funkcje i mogą zmienić się nawet jego szaty. Aktualizuje się go znacznie częściej (kilka uaktualnień w miesiącu to żaden problem) i jest to szalenie istotny, potrzebny proces.

Użytkownicy oczekują lepszych aplikacji multimedialnych

Owszem, wszystko w Windows możesz sobie zainstalować. Ale dlaczego to, co jest dostarczane z systemem nie może być naprawdę dobre? Aplikacja do obsługi materiałów wideo - słaba. Podstawowy program graficzny - trywialny jak budowa cepa z uwzględnieniem przedcepia, pocepia i śródcepia. Moduł do tworzenia i modyfikowania zrzutów ekranowych? Chciałbym w tym momencie użyć mema z Panem z TV Marketu, gdzie mówi on: "Panie, idź pan w ch**". Sądziłem, że narzędzie "Wycinanie" zostanie zastąpione czymś naprawdę dobrym. Tyle, że "Wycinek i szkic" nie pozwala mi zrobić prostej linii. Postawić obiektu - strzałki wskazującej na konkretne miejsce, część tekstu. Brakuje tego. A sądziłem, po raz pierwszy uruchamiając ten moduł że to oczywiste, że ludzie robiący screenshoty na komputerach bez dotyku będą potrzebowali wskaźników, strzałek, dymków, czegokolwiek.

Funkcje multimedialne absolutnie nie są mocną stroną Windows. I generalnie umówmy się, nigdy nie były. W tym zakresie prym wiedzie macOS, w którym mnóstwo rzeczy z grafikami, zrzutami zrobisz za pomocą dostarczanych wraz z OS-em programów. Czynność odnosząca się do multimediów, użycia części ekranu lub szeroko pojętej przenikalności interfejsów - między telefonem a komputerem na Windows (to ostatnie w konfiguracji Android < -> Windows / iOS < -> Windows) trwa zauważalnie dłużej niż to samo realizowane w macOS / iOS < -> macOS. Kwestia komunikacji smartfona z komputerem wynika w dużej mierze z tego, że Apple działa w obrębie własnego ekosystemu. Jednak kwestie multimedialne powinny być rozwiązane znacznie lepiej w Windows. Od zawsze. I miejmy nadzieję, że to "Windows 11" poprawi.

Nie mam zbyt wiele życzeń, bo sam nie wiem czego dokładnie się spodziewać. Wiadomo natomiast, że Windows 11 ma przynieść zmiany (na lepsze) w obsłudze hybrydowych procesorów, gigant istotnie przyłoży się do kwestii zmiany interfejsu i być może nawet poprawy stosów odpowiedzialnych za komunikację Windows z interfejsami bezprzewodowymi. Wszystkiego dowiemy się już dzisiaj. Czekamy!

Obsługa kont lokalnych musi zostać

Osoby, które zdecydowały się zainstalować wczesną wersję Windows 11 (która nie zawiera rzecz jasna wszystkich funkcji, które zostaną zapowiedziane już dzisiaj) zauważyły, że "niemożliwe" jest założenie konta lokalnego po instalacji OS-u. Dlaczego użyłem cudzysłowu? Bo da się to obejść za pomocą kombinacji ALT+F4 i wcale nie jest konieczne spięcie naszej lokalnej identyfikacji z kontem Microsoft (MSA). Na tej kanwie uznano, że być może Microsoft szykuje się do "ubicia" kont lokalnych. Spokojnie, Microsoft nie jest samobójcą.

To byłoby dziwne, gdyby Microsoft absolutnie żądał założenia / podpięcia konta MSA do systemu. W niektórych miejscach, gdzie panują konkretne zasady bezpieczeństwa wykluczające użycie takich usług jak MSA oznaczałoby to, że podczas konfiguracji, administratorzy musieliby naruszyć reguły obowiązujące w danej organizacji. Oczywiście, nikt by się na coś takiego nie zgodził, choćby za cenę potoków złota lejących się z ekranu po zainstalowaniu Windows 11. Microsoftowi zależy na jak najlepszej adopcji OS-u na rynku - a ten czynnik z pewnością by nie pomógł.

Stąd też, obsługi kont lokalnych zabraknąć nie może. I w mojej opinii nie zabraknie, bo istnieją solidne argumenty za tym, że te zostaną. Trzymajmy kciuki, bo wprowadzenie przymusu skorzystania z MSA w Windows 11 byłoby bezgranicznie głupie.

Czytaj również: Windows 11 może popełnić najgorszy błąd Windowsa 10

Zachowanie systemu po aktualizacji

Ten punkt podzielę na dwie części. Pierwsza będzie dotyczyć bezpośrednio tzw. "user experience" (co oznacza ogół doświadczeń użytkownika w trakcie obcowania z oprogramowaniem i/lub sprzętem). Druga natomiast już funkcjonowania (lub "niefunkcjonowania") Windows.

Punkt pierwszy - wspomniany user experience. Wiecie o tym, że po każdej dużej aktualizacji Windows, niektóre ustawienia wracają do ustawień "fabrycznych"? Dajmy na to, Twoją domyślną przeglądarką jest Chrome. Robisz aktualizację. I pyk, po jej przeprowadzeniu Chrome już nią nie jest, ale za to stał się nią Edge. Dlaczego? He, he, he - no nieintencjonalny błąd. Czego nie rozumiecie? ;)

"Nietrzymanie" pewnych ustawień przez system jest istotnym problemem. Dlaczego? Bo po każdej dużej aktualizacji wszystko powinno być dokładnie tak, jak przed jego przeprowadzeniem. To brzmi jak "oczywista oczywistość" - tak powinien zachować się intuicyjny software. W świecie Windows niektóre rzeczy nie należą do w pełni oczywistych i z tego rodzą się istotne problemy. Użytkownik, zgadzając się (lub nie) na aktualizację, czekając na pojawienie się odświeżonych okienek musi mieć pewność, że nic mu nie zginie, wszystko będzie działać i nie będzie musiał robić nic ponad zapoznanie się z nowościami. Bo gdy przychodzi mu robić de facto za system ostatnie szlify, wynikające wprost z niezrozumiałego zachowania OS-u, przechodzi mu ochota na kolejne uaktualnienia. A przecież Microsoftowi chodzi o to, by każdy okienka aktualizował, prawda?

Punkt drugi - funkcjonowanie systemu. Microsoft musi znaleźć jakiś sposób na to, by awarie systemu zdarzały się rzadziej tuż po zaktualizowaniu okienek. Gigant zaliczył parę brzydkich wpadek z zapętlającymi się bez końca maszynami, błędami lub niedziałającymi urządzeniami. Niektóre wynikały wprost z niedopatrzeń po stronie Microsoftu, a inne to efekt opieszałości / niedokładności dostawców sprzętu, którzy nie przygotowali lub przygotowali wadliwe sterowniki dla komponentów. Windows 11, aby zostać ciepło przyjętym oraz dobrze ocenianym w przyszłości OS-em, musi być jeszcze bardziej niezawodny. Ale umówmy się - na tak duży projekt jakim jest Windows 10... i tak jest naprawdę dobrze. Jeden raz Windows 10 kompletnie mi się wysypał po uaktualnieniu. I to wszystko na przestrzeni sześciu lat. Usprawnienie tego aspektu jest o tyle istotne, że Windows to już nie produkt, który bierzemy z półki i jest on generalnie niemal taki sam przez cały okres życia. To produkt - usługa, która z roku na rok otrzymuje nowe funkcje i mogą zmienić się nawet jego szaty. Aktualizuje się go znacznie częściej (kilka uaktualnień w miesiącu to żaden problem) i jest to szalenie istotny, potrzebny proces.

Użytkownicy oczekują lepszych aplikacji multimedialnych

Owszem, wszystko w Windows możesz sobie zainstalować. Ale dlaczego to, co jest dostarczane z systemem nie może być naprawdę dobre? Aplikacja do obsługi materiałów wideo - słaba. Podstawowy program graficzny - trywialny jak budowa cepa z uwzględnieniem przedcepia, pocepia i śródcepia. Moduł do tworzenia i modyfikowania zrzutów ekranowych? Chciałbym w tym momencie użyć mema z Panem z TV Marketu, gdzie mówi on: "Panie, idź pan w ch**". Sądziłem, że narzędzie "Wycinanie" zostanie zastąpione czymś naprawdę dobrym. Tyle, że "Wycinek i szkic" nie pozwala mi zrobić prostej linii. Postawić obiektu - strzałki wskazującej na konkretne miejsce, część tekstu. Brakuje tego. A sądziłem, po raz pierwszy uruchamiając ten moduł że to oczywiste, że ludzie robiący screenshoty na komputerach bez dotyku będą potrzebowali wskaźników, strzałek, dymków, czegokolwiek.

Funkcje multimedialne absolutnie nie są mocną stroną Windows. I generalnie umówmy się, nigdy nie były. W tym zakresie prym wiedzie macOS, w którym mnóstwo rzeczy z grafikami, zrzutami zrobisz za pomocą dostarczanych wraz z OS-em programów. Czynność odnosząca się do multimediów, użycia części ekranu lub szeroko pojętej przenikalności interfejsów - między telefonem a komputerem na Windows (to ostatnie w konfiguracji Android < -> Windows / iOS < -> Windows) trwa zauważalnie dłużej niż to samo realizowane w macOS / iOS < -> macOS. Kwestia komunikacji smartfona z komputerem wynika w dużej mierze z tego, że Apple działa w obrębie własnego ekosystemu. Jednak kwestie multimedialne powinny być rozwiązane znacznie lepiej w Windows. Od zawsze. I miejmy nadzieję, że to "Windows 11" poprawi.

Nie mam zbyt wiele życzeń, bo sam nie wiem czego dokładnie się spodziewać. Wiadomo natomiast, że Windows 11 ma przynieść zmiany (na lepsze) w obsłudze hybrydowych procesorów, gigant istotnie przyłoży się do kwestii zmiany interfejsu i być może nawet poprawy stosów odpowiedzialnych za komunikację Windows z interfejsami bezprzewodowymi. Wszystkiego dowiemy się już dzisiaj. Czekamy!

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: