Sprawdź jaki laptop Intel Evo jest najlepszy dla Ciebie Więcej
Moje przemyślenia

Wildstar – WoW killer, na którego czeka pół świata MMO?

Filip Żyro
31

Wildstar ten tytuł pewnie nie jest znany szerszej publice w Polsce. Choć Carbine Studio prowadzi przemyślaną politykę marketingową, to na pewno pod tym względem nie może równać się z Elder Scrolls Online czy Diablo III, produkt zatem będzie musiał obronić się sam. Czy mu się uda? Na gry mam coraz...

Wildstar ten tytuł pewnie nie jest znany szerszej publice w Polsce. Choć Carbine Studio prowadzi przemyślaną politykę marketingową, to na pewno pod tym względem nie może równać się z Elder Scrolls Online czy Diablo III, produkt zatem będzie musiał obronić się sam. Czy mu się uda?

Na gry mam coraz mniej czasu. Taka już kolej rzeczy w życiu. Wciąż jednak z uwagą śledzę co słychać w świcie MMO, gatunku w którym zakochałem się jeszcze w czasach WoWa i Burning Crusede’a. Dziś nie mogę sobie pozwolić na przesiadywanie przed komputerem przy grach. Trzymam jedynie rękę na pulsie, gdyby na horyzoncie miała pojawić się gra, która zabije WoWa, chciałbym wtedy w tym uczestniczyć. Wypatruję legendarnego WoW-killera, który moim zdaniem niedługo nadejdzie. Czy będzie nim zatem Wildstar?

O Wildstarze usłyszałem pewnego razu na streamie na Twitchu od Kungenga. To jeden z tych gości który po premierze Diablo potrafią ciurem spędzić 72h. Jeżeli mam się czymś kierować przy wyborze gry, to na pewno zdaniem ludzi, którzy praktycznie całe życie spędzili na hardcorowym „grindowaniu”. Kungen, z niewiadomych mi wówczas względów, grą się bardzo podekscytował, zresztą jak duża część środowiska najbardziej zagorzałych graczy MMO. Dało mi to do myślenia. Pomyślałem sobie, że coś musi być na rzeczy. Od tego czasu bacznie śledzę poczynania developerów Carbine Studio, spółki córki NC Soft odpowiedzialnego za takie tytuły jak: Guild Wars 2, Lineage 2 czy Aion. Takie pokrewieństwo zobowiązuje. Co więcej w skład studia wchodzi dość duży odłam pracowników z dawnego Bllizarda, tych samych odpowiedzialnych za World of Warcraft.

Od pewnego czasu zbierałem się do napisania kilku zdań o Wildstarze, jednak ciągle przekładałem to na później. I całe szczęście. Pod koniec zeszłego tygodnia udało mi się zdobyć klucz do otwartego beta-weekendu, który skończył się nieco ponad dobę temu. Jakie są zatem moje pierwsze wrażenia z gry?

Świat

Jednym z większych plusów Wildstara, jest to, że nie kopiuje znanych światów. Twórcy postawili na oryginalność i wymyślili własne uniwersum, które w skrócie jest połączeniem sci-fiction, magii i baśniowej grafiki.

Twórcy w dużej mierze postawili na sprawdzone rozwiązania gatunku, znane chociażby z WoWa. W skrócie chodzi o to, żeby wbić postać na maksymalny poziom, a następnie skupić się na grze w grupie na raidach albo na potyczkach PVP. Oczywiście jeżeli starczy komuś czasu, to może poświęcić się obydwu.

Gracze do wyboru dostaną dwie frakcje i kilka ras, o których nie ma sensu szczegółowo pisać. Do wyboru będzie sześć klas postaci: Warrior, Spellsinger (kowboj z pistoletami), Esper (mag używający telekinezy), Engineer, Stalker (rogue), Medic. Wszystko wskazuje zatem, że podział świętej trójcy MMO zostanie zachowany. W grze oczywiście będzie chodziło, o wyposażenie naszej postaci w jak najlepszy ekwipunek, ewentualnie pochwalenie się innymi zdobyczami, jak specjalne tytuły czy achivementy. Wiadomo, nie chodzi o to żeby złapać króliczka, ale żeby go gonić.

Stare nowe MMO

Wildstar nie stara się zdefiniować gatunku na nowo. On jest jedynie naturalną jego ewolucją. Gra nie chce rzucić graczy na kolana innowacyjnością, ona chce po prostu zrobić rzeczy znane, w znacznie lepszym stylu, wprowadzając jednocześnie powiew świeżości.

Jednym z najmocniejszych jej elementów, który podczas beta weekendu zrobił na mnie największe wrażenie, był system walki, który od pewnego czasu w różnych MMO ulega zmianie. W Wildstar potyczki z wrogiem są bardziej dynamiczne. Mamy więc odskoki, znane chociażby z Guild Wars’a, a także podwójny skok czy sprint dostępny dla każdej postaci. Wszystkie te zdolności mają służyć uciekaniu rozmaitym atakom wrogów i otocznia, które zazwyczaj pojawiają się na ziemi w postaci obszaru zaznaczonego na czerwono. Jeżeli nie wydostaniemy się poza ten obszar otrzymamy obrażenia, które mogą doprowadzić do naszej śmierci. Taka mechanika walki wymusza ciągłe poruszanie się gracza. Pojedynki typu zaznacz przeciwnika, a następnie wciskaj „1” aż padnie, zaczynają odchodzić do lamusa. Jakby tego było mało, to umiejętności s naszej postaci same nie namierzają wroga. My również dysponujemy atakami, które uderzają w konkretny fragment terytorium.

http://youtu.be/kjQLsE02OPg
http://youtu.be/-qo5nrkYYI0

System walki to jeden z najmocniejszych elementów tej gry. Sprawia naprawdę dużo frajdy graczowi.

Ciężko mi oczywiście odnosić się do tego co oferuje gra pod względem zwartości chociażby na 20-30 poziomie o "end game'ie" nie wspominając. Pokonałem jedynie skromne 8 poziomów z 50, widziałem zatem niewiele. Wiem, że na maksymalnym levelu czekają chociażby 40 osobowe raidy, co już brzmi imponująco.

Jeżeli chodzi o same wrażenia z wbijania postaci na kolejne poziomy, większość zadań to sprawdzone schematy, czyli zabij określoną liczbę wrogów, znajdź coś tam, użyj konkretnego przedmiotu, obroń strefę. Nic co by rzucało na kolana. Do tego dochodzą zadania wynikające z tzw. „ścieżki”, którą na początku możemy wybrać. Te ścieżki to: explorer, soldier, settler, scientist. W zależności od tego którą wybierzemy, na przestrzeni całego świata będą na nas czekały inne niespodzianki.

Grafika, Muzyka, Inferface

Grafika na pewno będzie elementem spornym wśród graczy. Po pierwsze widać dość dużą inspirację WoWem w samym stylu grafiki. Jest mocno baśniowa/rysunkowa, co niektórzy uznają za atut, inny z kolei za duży minus. Mnie osobiście to nie przeszkadza, a wrażenia wizualne były zadowalające, choć widać, że miałem jeszcze do czynienia z betą. To co jednak mogłem zaobserwować to dbałość o detale tekstur, dobrze wykonana animacja i ciekawe efekty specjalne, bez zbędnych wodotrysków, a jednocześnie dość widowiskowe. Jak dla mnie wszystko zdecydowanie na plus.

Dużym atutem, który zapadł mi w pamięci, jest muzyka. Świetnie komponująca się ze światem przedstawionym, bardzo oryginalna, no i oczywiście ładna. Głosy postaci również nie pozostawiają niczego do życzenia. Wszystko na swoim miejscu.

Na sam koniec zostawiłem sobie interface, który sprawił mi nie lada kłopoty. Jestem jednak do tego przyzwyczajony. Niestety w MMO musi on być rozbudowany, bowiem gry tego typu mają bardzo dużo elementów składowych, co przekłada się na dużą ilość różnych opcji, od specjalnego menu odpowiedzialnego za znajomych, po wyszukiwarkę grupy, przez drzewko talentów, na podglądzie postaci skończywszy. Jednak w tym wypadku twórcy chyba przesadzili. UI był mało intuicyjny, a na moim ekranie na okrągło pojawiały się chmurki z podpowiedziami i zbędne napisy. Jednak to wszystko detal, który w finalnej wersji może zostać dopracowany.

Wildsart kontra gigant

Spójrzmy prawdzie w oczy. Każdy twórca MMO bez wątpienia marzy, żeby usunąć króla z tronu. Nie chodzi jedynie o wielkie pieniądze, które wchodzą w grę, ale także o prestiż. Zgromadzenie większej liczby graczy od WoWa bez wątpienia byłoby wydarzeniem historycznym. Jakie zatem ma szanse Wildstar?

Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. Z jednej strony gra sprawiła mi mnóstwo frajdy, pomimo że w dużej mierze powiela znane schematy. Z drugiej zaś strony developerzy z Carbaine Studio podchodzą bardzo zachowawczo do tematu MMO i próbują pokonać hegemona na jego własnym podwórku. Do tego wszystkiego od razu wycinając sobie zasięg wprowadzając opłatę w wysokości 15 dolarów za miesiąc gry. Ile już było tytułów, które zaczynały od płatności abonamentowych, potem przerzucając się na free to play, by ostatecznie popaść w zapomnienie? Chociażby Star Wars: The Old Republic, który co prawda jakoś tam sobie daje radę, ale przecież mówiło się o 200 mln dolarów wpompowanych w produkcję, co nie przełożyło się na duża liczbę graczy.

Chyba nie ma co wróżyć z fusów. Wildstar może znaleźć swoją niszę wśród graczy, ale w kontekście tegorocznej premiery Eleder Scrolls Online, będzie miał bardzo ciężki starty. Jednak nie raz w historii zdarzały się historie niczym z bajki o brzydkim kaczątku. Czasem niewyjaśniony zbieg okoliczności może sprawić, że gra okaże się nagle wielkim hitem. Tym bardziej, że gra ma wiele elementów, które dla graczy World of Warcraft, mogą być bardzo atrakcyjne.

Osobiście mam nadzieję, że Wildstar przynajmniej trochę namiesza. Bardzo nie lubię sytuacji, gdy jedna strona osiąga dominację, która pozwala jej wygodnie rozsiąść się na tronie. Taka sytuacja nie wpływa dobrze na rynek. Z drugiej zaś strony, jeżeli nie można zrzucić WoWa z piedestału, to może rzeczywiście MMO wymyślony 10 lat temu, wciąż pozostaje najlepszą grą RPG w historii?

Tak czy siak, każdy fan gatunku powinien Wildstarowi poświęcić pięć minut, tak aby móc wyrobić własne zdanie, bowiem deweloperzy przewidzieli dla graczy wiele niespodzianek. Chociażby własny dom, który będziemy mogli urządzić według własnego widzimisię.

Źródło grafiki: 1

Oficjalna strona producenta i kanał Youtube: Wildstar-online.com, Youtube

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: