18

Wiatrowe… wibratory zamiast wiatraków? Startup zbudował prototypy i szuka sponsora

Odnawialne źródła energii to temat rzeka, jedni uważają je za remedium mogące pozbyć się elektrowni na paliwa kopalne, dla innych, w tym autora, poza skrajnymi przypadkami jak Norwegia, mogą pełnić co najwyżej pomocniczą dla atomu rolę. Największe kontrowersje spośród wszystkich OZE budzą chyba elektrownie wiatrowe, które są drogie w budowie i użytkowaniu, skomplikowane konstrukcyjnie, ich elementy takie jak śmigła są trudne w utylizacji, a farmy wiatrowe są sporym problemem dla ptaków. Odpowiedzią na te wady może być wielki wiatrowy... wibrator.

Erotyka wszystko sprzeda?

Patrząc na wizualizacje i prototypy bezłopatkowych turbin wiatrowych opracowanych przez hiszpański startup Vortex Bladeless, człowiek zastanawia się, czy jego twórcy nadali mu taki kształt z przyczyn technicznych, czy też bardziej marketingowych. Projekt wygląda wypisz wymaluj jak wielki wibrator i tak też się zachowuje. Z pewnością prowadzenie viralowych kampanii reklamowych nie będzie specjalnie trudne.

Jednocześnie wydaje się, że wybrany kształt nie należy do najbardziej optymalnych. Starsze prototypy miały kształt odwróconego stożka i tak na pierwszy rzut oka, przy takim kształcie rozkład sił powinien być efektywniejszy dla wywołania mocnego rezonansu. Oczywiście możliwe, że bardziej opływowy kształt na całej powierzchni urządzenia wynika z konieczności znalezienia złotego środka pomiędzy siłami oddziałującymi na nie, a przewidywaną wytrzymałością. Tak czy inaczej, skojarzenia ze słynną seks-zabawką twórcom raczej na pewno nie przeszkadzają.

Po co tak wibruje?

Użytkownicy Reddita nadali już urządzeniu sympatyczną nazwę Skybrator i w sumie jest ona dość celna. Urządzenie składa się z nieruchomej, umocowanej do podłoża podstawy z umieszczonym pośrodku prętem z włókien węglowych. Na to nałożony jest lekki i elastyczny cylinder, który pod wpływem opływającego go powietrza wpada w wibracje, przenoszone następnie na pręt, a z niego na turbinę. Twórcy określają powstające ruchy mianem wirów wibracyjno-rezonansowych, mających umożliwiać bardzo wydajną produkcję prądu.

Z filmów zamieszczonych w internecie wygląda, że prace nad tym rozwiązaniem trwają już 6 lat i firma chce przejść od etapu badań do budowy biznesu. Ma już pierwsze sukcesy, pod koniec grudnia norweski państwowy koncern naftowy Equinor uznał go za jeden z 10 najbardziej ekscytujących startupów energetycznych. Firma twierdzi, że zaletą tego rozwiązania jest fakt, że działają przy znacznie mniejszych prędkościach wiatru, są ciche i proste konstrukcyjnie. Mogą być też stawiane w wielu miejscach, dla których wiatraki są zbyt duże.

Firma twierdzi, że chciałaby stawiać generatory wysokie nawet na 140 metrów, które według ich szacunków produkowałyby 1 MW energii. Na dziś firma testuje szereg mniejszych, kilkumetrowych modeli w terenie, oraz miniaturki w laboratoriach. Mówiąc już zupełnie serio, projekt wygląda bardzo ciekawie, choć oczywiście pozostaje pytanie, czy efektywność tego rozwiązania „zepnie” się biznesowo. Firma zabrała się energicznie za poszukiwanie inwestorów, więc niedługo powinniśmy się przekonać, czy ktoś zdecyduje się zainwestować w to większe pieniądze. Kto wie, może inwestorzy pojawią się z zupełnie niespodziewanej strony…

Źródło: [1]