48

Polska energetyka to już nie tylko węgiel – wiatraki ostatnio mocno dały o sobie znać

Przyszłość (ale i teraźniejszość) sektora energetycznego to jeden z najciekawszych i najbardziej kontrowersyjnych tematów w naszym kraju. Trudno się temu dziwić, nie jesteśmy na tym polu wyjątkiem, ale nie oznacza to, że sytuacja powinna nas cieszyć: brak stabilizacji na tym polu, zmiany strategii oraz przepisów mogą być niebezpieczne. Temat powraca, a wszystko za sprawą farm wiatrowych, które w ostatnich dniach pracowały na wysokich obrotach. Jednak przyszłość tego segmentu OZE stoi w naszym kraju pod wielkim znakiem zapytania.

Wiatraki mogą dostarczać sporo energii, przykłady płynęły już z Danii czy z Niemiec, gdzie ten segment OZE przy dobrych warunkach pogodowych robił furorę. O ile można w tych kategoriach rozpatrywać produkcję energii elektrycznej. Do tematu wracam, ale już bez spoglądania na Zachód – tym razem słów kilka o wydarzeniach na rodzimym podwórko. Wczoraj zrobiło się głośno o pracy naszych wiatraków.

Gdy Święta dobiegały końca, 26 grudnia padł w Polsce pewien rekord. Wiatraki zaspokajały 1/3 zapotrzebowania na energię elektryczną w naszym kraju. Wpływ miał na to szereg czynników, jednym z najważniejszych jest oczywiście orkan Barbara, który zwiększył siłę wiatru, głównie na północy Polski (a to tam ulokowana jest znaczna część turbin). W efekcie farmy wiatrowe pracowały prawie pełną mocą. Spadło zapotrzebowanie na energię z konwencjonalnych źródeł, spadły i ceny energii elektrycznej. Ale co najważniejsze: nie doszło do większych awarii – system działał sprawnie przy nieoczywistym dla Polski rozkładzie produkcji energii.

Paradoksalnie wydarzenie to może posłużyć za argument zarówno dla zwolenników, jak i przeciwników pozyskiwania energii z wiatru. Ci pierwsi powiedzą krótko: można. Pakujmy kasę w farmy wiatrowe, bo to zdaje egzamin. Ponad 30% zapotrzebowania pokryły wiatraki. W Polsce! Zacznijmy się pozbywać elektrowni konwencjonalnych, bo to przestarzałe rozwiązanie, bo węgiel jest paliwem przeszłości. Długo nie trzeba będzie czekać na odpowiedź przeciwników: udział był duży, bo mocno wiało. A co się stanie, gdy wiatr ucichnie? Barbara w końcu ustąpi i zostawi po sobie nie tylko zerwane linie energetyczne czy połamane drzewa, ale też słabiej pracujące turbiny przy wyższych oczekiwaniach.

Wiatr to najbardziej niestabilny przedstawiciele OZE, poleganie na nim w większym stopniu może być niebezpieczne. Można go mieszać z tradycyjnymi elektrowniami, tworzyć system hybrydowy, ale to rozwiązanie mało wydajne. Elektrowni konwencjonalnej nie włącza się w ciągu pięciu minut i nie jest to proces tani. Z energią atomową jest podobnie. Do tego dochodzą inne kwestie: wiatraki są oskarżane m.in. o negatywny wpływ na zdrowie ludzi czy środowisko naturalne. Można napisać wprost, że obecne władze wypowiedziały wiatrakom wojnę – przepisy zmieniły się mocno na niekorzyść farm wiatrowych i ich powstawanie w naszym kraju stało się kwestią dyskusyjną. Decydenci nie sprzyjają OZE (nie są na tym polu odosobnieni – ich poprzednicy też byli pod tym względem „sceptyczni”), sytuacja jest niepewna, a to nie sprzyja inwestycjom.

W tym samym czasie płyną do nas wieści, że energia pozyskiwana z OZE staje się tańsza od tej uzyskiwanej w sposób konwencjonalny. Nie dzieje się to za sprawą subsydiów, lecz zmian technologicznych i spadku cen oraz wzrostu wydajności np. paneli fotowoltaicznych. W kolejnych krajach bardziej opłaca się inwestować w energię słoneczną. Podkreślam: opłaca się – prym wiedzie tu czynnik ekonomiczny. Sprawy z pewnością nie można bagatelizować. Ale czy politycy wezmą to pod uwagę planując rozwój sektora energetycznego w naszym kraju? Nie zamierzam przekonywać, że należy zdecydowanie i w pośpiechu odejść od węgla, bo to mogłoby się skończyć tragicznie. Jednak wspomniane rzucanie kłód pod nogi inwestorom zainteresowanym farmami wiatrowymi też jest kontrowersyjne i zbyt radykalne. Najlepszym dowodem sytuacja sprzed kilku dni, gdy wiatraki w znacznym stopniu zaspokajały nasze potrzeby…