3

„Ważne jest to, w jakim otoczeniu znajdują się projekty” – Wspieram.to o polskim crowd-fundingu

Finansowanie społecznościowe to w zdecydowanie segment, który będzie w najbliższych latach rosnąć. Dzięki wyrastającym,  jak grzyby po deszczu, platformom społecznościowym, kontakt twórcy i odbiorcy jest bliższy niż kiedykolwiek. O crowd-fundingu rozmawiam z twórcami polskiego serwisu Wspieram.to. Kamil Ostrowski: Może nie będziemy bawić się w podstawy, nie będziemy opowiadać o tym czym jest crowd-funding, bo to […]

Finansowanie społecznościowe to w zdecydowanie segment, który będzie w najbliższych latach rosnąć. Dzięki wyrastającym,  jak grzyby po deszczu, platformom społecznościowym, kontakt twórcy i odbiorcy jest bliższy niż kiedykolwiek. O crowd-fundingu rozmawiam z twórcami polskiego serwisu Wspieram.to.

Kamil Ostrowski: Może nie będziemy bawić się w podstawy, nie będziemy opowiadać o tym czym jest crowd-funding, bo to chyba każdy wie, ale może zarysujcie temat swojej firmy – jak długo już działacie, ile osób u Was pracuje?

Marcin Galicki (CEO, na zdjęciu po prawej): Działamy od pięciu miesięcy, po około roku przygotowań. Obecnie nasz team liczy cztery osoby.

Maciej Monkiewicz (dyrektor ds. IT, na zdjęciu po lewej): Poza tym suport IT, ale tutaj wspieramy się outsourcem. Ci, którzy są zatrudnieni na umowę o pracę, zajmują się stricte contentem.

wspieramto2

KO: Właśnie z tą zawartością. Wiem, że mocno wspieracie każdego pomysłodawcę. Wynika to z tego, że wydaje Wam się, że polski crowd-funding potrzebuje takiego kopa? Sam nie wyjdzie, nie rozwinie się?

MG: Poza tym, że wzięliśmy na siebie prowadzenie portalu, czy też platformy, zdajemy sobie sprawę z tego, że ludzie po pierwsze nie wiedzą, że istnieje coś takiego jak finansowanie społecznościowe, a po drugie, nie wiedzą jakie mogą mieć z tego korzyści. W związku z tym mocno angażujemy się w działalność informacyjną.

Inną sprawą jest, że ludzie nie wiedzą jak skonstruować taki projekt, aby był atrakcyjny. (…) Nasz zespoł pracuje wraz z projektodawcami nad tym, aby ich przyciągały wizualnie czy kontekstowo.

KO: Gdybym był polskim projektodawcą, to jakbyś mnie przekonał do tego, żebym poszedł do Wspieram.to, a nie konkurencji? Umówmy się, że Wasz portal nie jest najpopularniejszy w Polsce.

MM: Dodajmy – „jeszcze”.

KO: Ok, haha, umówmy się, że „jeszcze”.

MM: Wszystkie serwisy mają podobne warunki prowizyjne. (…) Jak dla nas najważniejszą rzeczą, jest aby pracować nad tym, w jakim otoczeniu projektowym znajdą się projekty. Walczymy o to, żeby te projekty były konkretne, ciekawe, miały pewną „lotność”. W tej chwili mamy ponad 200 projektów roboczych, a odpalonych około 20. „Puszczone” jest zaledwie 10%! Stąd osoba zainteresowana finansowaniem społecznościowym ma pewność, że jej inicjatywa nie utonie wśród dwudziestu projektów dotyczących założenia szkółki brydżowej w małych miejscowościach czy zbiórce na wyjazd kilku chłopaków, którzy nazywali siebie „Brazzyllakami” do Brazylii.

MG: Poza pracownikiem, który pomaga zbudować projekt, pomagamy w reklamie. Nasz pomysł na spopularyzowanie Wspieram.to opiera się głównie na marketingu poprzez konkretne projekty, stąd zbieżność interesów. Współpracujemy z wieloma serwisami branżowymi.

KO: Dużo u Was jest muzyki i gamedevu. Dlaczego akurat te tematy?

MG: W muzyce od zawsze, zanim jeszcze pojawiły się jakieś platformy crowd-fundingowe, działały aktywne grupy fanów, które wspierały rozmaite zespoły. W tym przypadku jest to naturalne rozwinięcie tej idei. Natomiast polski gamedev bardzo szybko się rozwija, podobnie jak w przypadku muzyki jest to grupa, która dobrze wie czego chce.

MM: W przypadku gamedevu wystarczy obserwować Kickstartera, żeby wiedzieć, że warto się tym tematem zainteresować. Gry są bardzo łatwym towarem do powielenia i dystrybuowania w formie nagród, w związku z czym ta kategoria jest wyśmienita dla crowd-fundingu. Nie trzeba było wyważać otwartych drzwi – to dla nas naturalne środowisko.

KO: A jak się zapatrujecie na to, że rynek gier jest, chyba mogę użyć takiego słowa, mocno kosmopolityczny? Każdemu się wydaje, że najlepiej jest iść na Kickstartera, albo Indiegogo i od razu zrobić furorę. Tym bardziej że, nie oszukujmy się, rynek polski też jest ograniczony.

MG: Jednym z problemów jest dodatkowa weryfikacja, powodująca niejednokrotnie długie przestoje, albo problemy z wypłatą pieniędzy.

MM: Dodatkowo problem jest taki, że te projekty zazwyczaj słabo się finansują. Wynika to prawdopodobnie z jakości budowy projektów. Gry są pewnie fajne, ale jeżeli chodzi o prezentację pomysłu, to nie jest ono do końca takie jak powinno być. Amerykanie mają inne poczucie estetyki i wizualizacji, pokazywania siebie – trochę bardziej na luzie, z zupełnie innym „flow”. Często zdarza się, że projekty które wychodzą z naszego kraju na Kickstartera albo Indiegogo są poprawne merytorycznie, ale brakuje im tej lekkości ducha.

Nie wspominając o tym, że u nas w tej chwili są gry dwie, a na Kickstarterze jest ich dwieście – wpada się do dużego wora.

KO: Może kilka porad, dla osób które chcą stworzyć swój projekt i chcą żeby się sprzedał?

MG: Osobiście poszedłbym za radą, którą oferują twórcy Kickstartera – najczęściej projekty, które kończą się sukcesem, są opatrzone filmikiem promocyjnym. Kwestia uwiarygodnienia się i pokazania, jest bardzo ważna.

Polacy są chętni do wspierania takich inicjatyw, ale bardzo wyczuleni na nadużycia.

KO: No, z tym ostrożni to bym nie przesadzał. Głośna była przecież akcja, w związku z którą tysiące dolarów przeznaczone dla rzekomego twórcy kultowej kreskówki Reksio, rozpłynęły się w powietrzu. Nie wiem jak Wy się na to zapatrujecie. Moim zdaniem ten projekt mógł na wiele miesięcy definiować postrzeganie crowdfundingu w Polsce.

MG: Prawda, takie sytuacje bardzo psują rynek. Ludzie, którzy dali się naciąć na coś takiego, na pewno będą ostrożniejsi i sceptyczni.

MM: Moim zdaniem też trochę przesadzasz mówiąc „zdefiniował”.

KO: To dlatego, że był bardzo medialny.

MM: Prawda, ale bardzo medialny był też projekt stworzenia Warszawy.

MG: Zgadza się, podchwyciły je wszystkie większe media, a przecież ten projekt był niemożliwy. Koszta zostały zupełnie niedoszacowane. Moim zdaniem to raczej kiepska reklama. (według informacji ze strony projektu na Facebooku prace wciąż trwają, może to dzięki temu że zebrano ponad 110 000zł – dop. Kamil Ostrowski)

KO: To i tak lepiej niż poprzednia sytuacja. Tutaj przynajmniej prezentowano crowd-funding jako sposób robienia bizensu, a nie zbiórki publicznej na cele charytatywne (zob. żebro-projekty).

MM: Bardzo pilnujemy tego, żeby coś takiego się u nas nie trafiło. Raczej na pewno tego nie będzie, co zresztą widać po fakcie, że przesiewamy projekty przez bardzo drobne sito.

KO: To może na koniec, żeby nieco zmienić negatywny wydźwięk ostatniej wymiany zdań – najfajniejsze projekty jakie widzieliście.

MG: Żeby nie było, że tylko siebie promujemy w tym wywiadzie – z naszego podwórka bardzo mi się podoba projekt urządzenia monitorującego dla cukrzyków. Z serwisów o zasięgu światowym – nowa gierka w świecie Planescape’a.

MM: Ja jednak zdecyduję się na autopromocję. Powiem o wsparciu dla The Few, które było pierwszym projektem gamedeveloperskim na naszej platformie. Zresztą to pierwsza zbiórka związana z grami, organizowana w polskiej części crowd-fundingu w ogóle. Poza tym to był bardzo dobrze zaplanowany i zbudowany projekt.

*Dodam od siebie, że wkrótce w serwisie Wspieram.to zadebiutuje zbiórka, która ma umożliwić powstanie sequela kultowej gry z czasów Amigi  – Franko. Poniżej krótki teaser.