Motoryzacja

Volkswagen strasznie nasmrodził. To będzie się za nim ciągnąć przez lata

MS
Maciej Sikorski
180

Mamy 22 września, a to oznacza, że obchodzimy Dzień bez samochodu. Ciekawa inicjatywa, warto, by miasta, firmy i organizacje pozarządowe wykorzystały ją w celach edukacyjnych. Chichotem losu jest to, że właśnie teraz za naszą zachodnią granicą, konkretnie w Wolfsburgu, miejsce ma motoryzacyjne trzęs...

Mamy 22 września, a to oznacza, że obchodzimy Dzień bez samochodu. Ciekawa inicjatywa, warto, by miasta, firmy i organizacje pozarządowe wykorzystały ją w celach edukacyjnych. Chichotem losu jest to, że właśnie teraz za naszą zachodnią granicą, konkretnie w Wolfsburgu, miejsce ma motoryzacyjne trzęsienie ziemi. Koncern Volkswagen został oskarżony o oszustwo i przyznał się do niego. Można zakładać, że ta sprawa szybko nie ucichnie - zwłaszcza, gdyby okazało się, że wpadka jest czubkiem góry lodowej.

Amerykanie wskazują palcem na oszusta

Sprawa wypłynęła kilka dni temu. Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (EPA) zarzuciła niemieckiemu koncernowi, że fałszuje wyniki emisji spalin samochodów sprzedawanych w USA. W pojazdach instalowano oprogramowanie, które zaniżało wyniki emisji spalin w okresie testów, a po nich, w trakcie normalnego użytkowania, przestawało funkcjonować. Efekt? Podczas testów samochód sprawiał wrażenie "zielonego", emitował tyle trujących spalin, by zmieścić się w normach przewidzianych na amerykańskim rynku. Potem, gdy jeździł nim klient stawał się znacznie bardziej trującą maszyną, ale jednocześnie mógł się pochwalić lepszymi osiągami. Klientowi wydawało się zatem, że ma szybki i mocny wóz, który jednocześnie jest ekologiczny. Niemiecka jakość - pomyślał Jim wsiadając do swojego VW w Los Angeles...

Niemiecka firma nawet nie przekonuje, że zarzuty są nieprawdziwe - CEO korporacji Martin Winterkorn już przeprosił za te machlojki. Sprawa dotyczy blisko pół miliona samochodów wyposażonych w 4-cylindrowe silniki diesla - jest wśród nich jeden model Audi, reszta to samochody z logo VW. Warto podkreślić, że proceder ciągnął się latami i nie ma tu mowy o jakimś wybryku czy niedbałości. Już w poprzedniej dekadzie zaczęto oszukiwać podczas badań, samochody wydawały się znacznie mniej szkodliwe, niż w rzeczywistości były. Jakich konsekwencji należy się spodziewać?

Może ruszyć domino

Trudno stwierdzić, od czego zacząć ten akapit - wpadka Volkswagena może mieć naprawdę duże konsekwencje. Wystarczy spojrzeć na notowania niemieckiego koncernu na giełdzie: tylko w poniedziałek jego akcje potaniały o około 20%. Akcjonariusze rwą sobie włosy z głów, a na tym pewnie się nie skończy. Firma wstrzymała już sprzedaż niektórych modeli na amerykańskim rynku, będzie musiała zapłacić za korekty w już sprzedanych samochodach i prawdopodobnie przyjąć wielką karę. Teraz uwaga - media podkreślają, że wysokość tej ostatniej może sięgnąć 18 mld dolarów. Jednocześnie o odszkodowania mogą występować oszukani kierowcy. Volkswagen może popłynąć...

Na razie mowa o rynku amerykańskim - nie jest pewne, czy tylko tam oszukiwano. Korporacja zarządziła wewnętrzne śledztwo, sprawę badać będą także niemieccy urzędnicy, drążyć powinni Amerykanie. Gdyby wypływały kolejne dowody na matactwa, to firma zatrudniająca setki tysięcy ludzi na całym świecie mogłaby się znaleźć w bardzo trudnym położeniu. Kto wie, może wpadłaby w tarapaty tak duże jak te, z jakimi zmagała się Wielka Trójka z Detroit pod koniec poprzedniej dekady? To kwestia finansowa - możliwe, że zacznie się też szukanie winnych, którzy staną przed sadem. Przecież trzeba wskazać jakichś ludzi odpowiedzialnych za oszustwa. Przetasowania w strukturach władzy są bardzo prawdopodobne.

Kolejny problem dotyczy wizerunku. I nie chodzi tylko o VW - ucierpią wszystkie niemieckie koncerny motoryzacyjne, Mercedes i BMW nie mają się z czego cieszyć. Niemiecka marka została nadgryziona. Pewnie spróbują to wykorzystać Japończycy, swoje mogą ugrać Amerykanie. Nie zdziwiłbym się, gdyby kara nałożona przez urzędników za Oceanem była bardzo wysoka i z jednej strony będzie to przestrogą dla innych, a z drugiej strony pomocą niesioną własnym firmom. Oczywiście nie oznacza to, że umniejszam winę VW - za grzechy trzeba płacić.

A tu mam taki programik do spalin...

Czekam na wyniki przeprowadzanych kontroli i śledztw. Jestem ciekaw, jak mocno firma będzie się spowiadać. Chętnie poznałbym też okoliczności, w jakich ktoś wpadł na ten pomysł i go przepchnął. Przecież to nie jest takie proste i musiał o tym wiedzieć sztab ludzi. Utrzymać to w tajemnicy przez tyle lat? Sztuka. Dziwię się jednocześnie, że Amerykanom tak dużo czasu zajęło znalezienie "wady" w systemie. Przez lata przy okazji testów nie zauważono tego przekrętu? Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym więcej pytań i wątpliwości. Pozostaje zrobić popcorn i czekać na wyjaśnienia.

PS Przypominam, że dzisiaj Dzień bez samochodu. Jadąc autobusem czy tramwajem można się pobujać w rytm popularnego przeboju:

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

USAVolkswagenkarahot