Apple

Unia chce złupić Apple, bo potrzebuje pieniędzy i sukcesów

EC
Ewa Cieślak

Fanka nowych technologii, zachowująca jednak do ni...

136

Jabłko jest ostatnio na topie. Jak już wcześniej stwierdził Maciek, ta firma ma rzadki talent do zwracania na siebie uwagi i wywoływania zachwytu, nawet jeśli nie ma ku temu specjalnych przesłanek. Ostatnio ma też jednak poważny problem. Komisja Europejska stwierdziła bowiem, że Apple był beneficjentem nielegalnych ulg podatkowych, które można zakwalifikować, jako „pomoc publiczną” od rządu Irlandii, i w związku z tym koncern powinien zapłacić 13 mld Euro „zaległego podatku” wraz z odsetkami.

Momentalnie rozległy się zewsząd wyrazy zadowolenia, że „dokopano pazernym jankesom”. Pojawiły się stwierdzenia, jakoby Apple nie przestrzegał „europejskich zasad”, oraz nawoływania, żeby nie kupować iPhone’a 7, dopóki firma nie zapłaci powyższej kwoty. A ja się pytam – zaraz, zaraz, to w jaki sposób było to do tej pory możliwe? I kto w tym sporze jest tak naprawdę stroną?

Kowal zawinił, a Cygana powiesili…

Takie mam refleksje, kiedy czytam stwierdzenie pani Komisarz ds. konkurencji Margrethe Vestager:

"Państwa członkowskie nie mogą przyznawać korzyści wybranym przedsiębiorstwom. To sprzeczne z unijnymi zasadami pomocy publicznej. Dochodzenie Komisji wykazało, że Irlandia przyznała nielegalne korzyści podatkowe Apple, co pozwoliło przedsiębiorstwu na płacenie przez wiele lat niższych podatków niż inne firmy. W rzeczywistości, to szczególne traktowanie pozwoliło Apple płacić efektywną stawkę podatkową w wysokości 1% od zysków w 2003 roku oraz 0,005% w 2014".

Z powyższego cytatu wynika, że zarzut skierowany jest do… Irlandii. Skoro w oczach KE to państwo członkowskie popełniło wykroczenie przeciwko unijnemu prawu, to to ono powinno zostać ukarane. Może upomniane. Całość operacji dokonała się jednak zgodnie z irlandzkim prawem (co potwierdzają przedstawiciele rządu) . Dlaczego w takim razie próbuje się złupić legalnie działające przedsiębiorstwo? Dla Komisji Europejskiej jest to tymczasem zupełnie naturalne. Dochodzenie skierowane jest tylko przeciwko Irlandii, ale ewentualne płatności egzekwowane będą od Apple. To zresztą nie pierwszy taki przypadek. W sądach toczą się właśnie procesy o podobnym charakterze przeciwko Starbucks’owi i koncernowi Fiat. Obie spółki się odwołały. Wyroki w tych sprawach będą ważną wskazówką dla koncernu z Cupertino.

Double Irish, czyli wszystko zgodnie z prawem

W czerwcu 2014 roku KE rozpoczęła dochodzenie, które wykazało, że dwie „umowy” między Apple a irlandzkim rządem „zaniżyły” w rozumieniu Komisji wielkość należnego podatku. Umowy okazały się być indywidualnymi interpretacjami prawa podatkowego, i jako takie są całkowicie legalnymi dokumentami i zawierają wiążące ustalenia. W Irlandii działały dwie spółki - Apple Sales International oraz Apple Operations Europe. Wszystkie procesy sprzedaży poza granicami USA zorganizowane były tak, że przechodziły przez jedną z tych dwóch firm, a większość dochodów była wewnętrznie przypisywana „siedzibie głównej", istniejącej jedynie na papierze i dlatego nie była opodatkowana w żadnym państwie. Irlandzkie regulacje to dopuszczają. Wg prawa tego kraju firma powinna mieć rezydencję podatkową w państwie, z którego jest zarządzana. Wg USA natomiast, taka rezydencja powinna znajdować się tam, gdzie spółka ma swoją siedzibę i faktycznie działa. Apple Sales International nie ma pracowników ani siedziby, jest skrzynką pocztową. W ten sposób nie spełnia żadnej z definicji, a prawie cały zysk, wypracowany na sprzedaży produktów i usług Apple poza Stanami Zjednoczonymi pozostaje legalnie nieopodatkowany.

Jak trafnie opisuje to Dziennik Internautów:

„Dochód Apple Sales International i Apple Operations Europe podlegający opodatkowaniu w Irlandii ustalany jest w oparciu o interpretację indywidualną prawa podatkowego wydaną przez Irlandię w 1991 r. Tę interpretację w roku 2007 r. zastąpiła kolejna podobna interpretacja indywidualna. Przestała ona obowiązywać wraz ze zmianą struktur obu spółek w 2015 r.

Wspomniane dwie interpretacje dotyczyły wewnętrznego przydziału dochodów w ramach Apple Sales International. W szczególności zatwierdzono w nich podział dochodów do celów podatkowych w Irlandii: w ramach uzgodnionej metody większość dochodów była wewnętrznie przypisywana w ramach Apple Sales International „siedzibie głównej” poza Irlandią. Wspomniana „siedziba główna” nie była ulokowana w żadnym kraju, nie miała pracowników ani biur. Jej działalność polegała jedynie na sporadycznych posiedzeniach zarządu. Jedynie niewielka część dochodów spółki była przypisywana irlandzkiemu oddziałowi i objęta podatkiem w Irlandii. Pozostała przeważająca część dochodów była przypisywana „siedzibie głównej” i pozostawała nieopodatkowana.

Dochód Apple Sales International i Apple Operations Europe podlegający opodatkowaniu w Irlandii ustalany jest w oparciu o interpretację indywidualną prawa podatkowego wydaną przez Irlandię w 1991 r. Tę interpretację w roku 2007 r. zastąpiła kolejna podobna interpretacja indywidualna. Przestała ona obowiązywać wraz ze zmianą struktur obu spółek w 2015 r.

Mały odsetek dochodów Apple Sales International był opodatkowany w Irlandii. Pozostałe zyski nie były objęte podatkiem w żadnym kraju. ”

Źródło: zerohedge.com

Apple nie jest jedyny. Giganci Doliny Krzemowej już dawno dostrzegli tę rozbieżność i chętnie z niej korzystają.

Droga Komisjo Europejska, nie masz podstaw….

Prawo państw członkowskich oraz brak jednego, spójnego międzynarodowego systemu podatkowego pozwalają na taki obrót pieniędzmi. Oczywiście, chcielibyśmy wszyscy, żeby te miliardy w Unii zostały, ale trudno wymagać od globalnych korporacji, żeby dotowały budżety państw, w których działają skoro nie muszą tego robić. Temat jest znany nie od dziś, i wciąż oficjalnie nierozwiązany, więc dopóki się to nie zmieni – nie możesz tego oczekiwać. Z punktu widzenia wielkiego koncernu to nie byłby podatek, tylko akt dobroczynności, rodzaj jałmużny. Nie można karać firm za legalne działania ani czynić zarzutu z wykorzystywania istniejących możliwości. Apple zapłaciło wszystkie podatki, jakie musiało. Czemu takie niskie? Bo mogło. Legalnie. Do tej pory wszystkie działania jabłkowego koncernu podejmowane były w granicach prawa i polegały na sprytnym wykorzystywaniu luk podatkowych. Jednak to niespójne prawo istnieje i takie luki posiada, a według starej, lecz wciąż obowiązującej zasady, co nie jest zabronione, jest dozwolone.

Owszem, te 13 mld Euro to tylko kilka procent tego, co koncern posiada na swoich zagranicznych kontach i taka płatność nie zabolałaby go istotnie. Tyle, że tu nawet nie chodzi o tę kwotę. Tu chodzi o zasady i o to, jak te rozliczenia będą miały wyglądać w przyszłości. Oraz o politykę, niestety.

Irlandia nie chce tych pieniędzy

Już wiadomo – rząd Irlandii wesprze Apple w apelacji od decyzji Komisji Europejskiej, oficjalnie stojąc na stanowisku, że koncern prawidłowo uiścił wszystkie należne podatki. Stawka jest niebanalna, ponieważ według danych American Chamber of Commerce in Ireland, amerykańskie przedsiębiorstwa wnoszą duży wkład w rozwój gospodarki tego kraju, żeby wspomnieć tylko o 140 tysiącach miejsc pracy, utworzonych przez filie 700 firm. Dla zagranicznych inwestorów pewność warunków, w których funkcjonują jest kluczowa. Jak mają podejść do sytuacji, skoro nie mogą być pewni, czy oficjalna interpretacja podatkowa lub jakiekolwiek inne ustalenia z rządem danego kraju nie zostaną nagle podważone i to na 10 lat wstecz? Cook ma rację, mówiąc, że „KE postawiła się tutaj ponad irlandzkim ustawodawstwem podatkowym i międzynarodowym systemem podatkowym.” Nie dziwi więc, że minister finansów Irlandii mówi dziś, że nie ma wyboru, ale musi wystąpić przeciwko tej decyzji Komisji, żeby bronić stabilności systemu podatkowego, znaczenia rządowych decyzji i przeciwstawić się ingerencji w suwerenność tego małego państwa. Bądźmy szczerzy. Irlandia nie ma wielu zasobów, na których może zarobić, oprócz whiskey, irlandzkiego piwa i ciekawych widoków. Swoją pozycję ekonomiczną zbudowała na usługach, wiedzy i konkurencyjnym prawie podatkowym i ulgach dla przedsiębiorców. Jest drugim na Świecie eksporterem software’u, swoje siedziby mają tutaj także Google, Microsoft i Facebook. Branża ICT zatrudnia 37 000 osób, a samo Apple ma 6000 pracowników. Oprócz technologicznych potentatów swoje europejskie siedziby mają tu także korporacje farmaceutyczne, i oni wszyscy teraz z zaciekawieniem i pewnie z trwogą przyglądają się temu, co się wydarzy.

Liberałowie i Lewica coś ostatnio słabną po obu stronach oceanu…

Tak wiem, nie lubicie polityki na AntyWeb, ale ta kwestia jest stricte polityczna. Przy tej skali pieniądzy chodzi już o dużo więcej niż tylko o czysty biznes. Tu chodzi o to, gdzie ostatecznie opodatkowane zostanie 230 mld dolarów, które na swoich zamorskich kontach ma firma dowodzona przez Cooka, bo oprócz Unii ma na nie apetyt również Senat USA. Tymczasem wyraźnie widać zmianę społecznych nastrojów, zarówno w Stanach jak i w Europie. Partie liberalne i lewicowe tracą poparcie, a prawica rośnie w siłę. Trump może wygrać wybory prezydenckie w USA, Marie Le Pen osiąga wcześniej nieosiągalne poziomy poparcia, AfD przegoniło CDU – partię Angeli Merkel w wyborach w jej rodzimym landzie, w Holandii PVV - ugrupowanie kontrowersyjnego Geerta Wildersa zajmuje pierwsze miejsce w przedwyborczych sondażach, w Austrii będziemy mieć powtórkę wyborów prezydenckich, a wystawiony przez skrajnie prawicową Partię Wolności Norbert Hofer ma duże szanse na wygraną… Kadencja Europarlamentu trwa do 2019 roku, do tego czasu przydałby się jakiś duży sukces, żeby posiadający większość u sterów UE (głównie) liberałowie mogli jednak utrzymać się przy władzy. Póki co, politycy tej kadencji zostaną zapamiętani głównie z majaczącego na horyzoncie Brexitu i gigantycznego kryzysu imigracyjnego. Co by tutaj…. ? Może by tak na przykład „skroić z kasy” jakiegoś bogatego giganta, i wmówić szerokiej publice, że nielegalnie unikał płacenia podatków? A może by tak kilku…? Wydaje się, że Zarządy Google i Facebook’a też nie mogą dziś spać spokojnie. Tymczasem ta kwestia jest gorąca nie od dziś. Już w 2013 roku po spotkaniu G20 ogłoszono plan reformy i zapowiedziano, że „to koniec bałaganu podatkowego”. Minęły 3 lata, i nic. Coś się w końcu w temacie powinno wydarzyć, żeby nie można było Komisji zarzucić bezczynności.

Nie bronię Jabłka, bronię zasad

Nie jestem fanką Apple i nigdy nie byłam, ale coś się we mnie burzy, kiedy każe się firmie słynącej z przedsiębiorczości i innowacyjności (czy ostatnio słusznie, to zupełnie inny temat) postępować według nieoptymalnych dla niej reguł. Trudno oczekiwać, że taki gigant nie będzie chciał zmaksymalizować swoich zysków, skoro może to legalnie zrobić. To nie jest organizacja charytatywna, tylko międzynarodowa korporacja działająca dla pieniędzy, czego nigdy nie ukrywała. Swoje siedziby osadza i zatrudnia pracowników tam, gdzie jest to najbardziej opłacalne, bo takie ma cele. Nie zmienia się zasad w trakcie gry. A jeśli już, to można kierować oskarżenia pod adresem tego, kto ich nie przestrzega. Droga Komisjo, to postępowanie Irlandii podważasz, nie Apple’a. Jabłkowy koncern postępował tak, a nie inaczej bo było mu wolno. Mam więc nadzieję, że w tym sporze przegrasz, i że będzie to początek procesu, który doprowadzi do uporządkowania podatkowego chaosu i sprawi, że takie działania będą nieopłacalne albo niemożliwe. Na razie jednak wygląda na to, że działasz z czysto politycznych pobudek.

Cover.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

hot