Felietony

Ubuntu - system, który według mnie nie nadaje się do gier... jeszcze nie

RK
Rafał Kurczyński

Fan mobilnych okienek, technologii internetowych o...

193

Ubuntu - jedna z najpopularniejszych dystrybucji Linuksa, będąca jednocześnie najbardziej kontrowersyjnym "wolnym" systemem operacyjnym. System od lat znany jako bezpieczna, ładna i dość prosta w opanowaniu alternatywa dla Windowsa - no chyba, że zachce nam się grać. "Pomarańczowej dystrybucji" u...

Ubuntu - jedna z najpopularniejszych dystrybucji Linuksa, będąca jednocześnie najbardziej kontrowersyjnym "wolnym" systemem operacyjnym. System od lat znany jako bezpieczna, ładna i dość prosta w opanowaniu alternatywa dla Windowsa - no chyba, że zachce nam się grać.

"Pomarańczowej dystrybucji" używam od 2010 roku, kiedy to porzuciłem Windowsa 7, będąc nim po prostu znudzony, mierząc wzrokiem nieznanego mi Linuksa. Przy pomocy dwóch znajomych szybko zaopatrzyłem się w dysk instalacyjny... Debiana, aby się nim zrazić i zainstalować Ubuntu. System był dla mnie dość toporny w poznaniu (Gnome 2), jednak kusił mnie swoim pięknem i alternatywnymi rozwiązaniami, których używało mi się po prostu lepiej niż w przypadku Windowsa.

Były to czasy, gdy moim głównym sprzętem do pracy był komputer oparty o nieśmiertelny procesor AMD Athlon XP 1800+, wspierany dodatkowo 2 GB pamięci operacyjnej RAM oraz kartą graficzną Nvidia Geforce 5200 GT, która po prostu... niedomagała.

Czas mijał, kolejne wydania Ubuntu nadchodziły, a ja usmażyłem płytę główną wraz z jej podzespołami... dwukrotnie, ponieważ dwa razy pod rząd dane mi było posiadać identyczne "bebechy" mojego wysłużonego blaszaka. Gdy kupiłem nowy komputer, coraz większymi krokami nadchodziła premiera Ubuntu 12.04 LTS i o ironio, teraz gdy zbliża się kolejna premiera wydania wspieranego długoterminowo... również rozglądam się za komputerem pod ten właśnie system.

Rozkochany w Unity oraz modyfikacjach systemu, powoli zaczęło wygasać we mnie to, co wcześniej motywowało mnie do zmian systemów operacyjnych - potrzeba modyfikacji. To, co dostałem w Ubuntu 12.04 zaspokoiło moje wszystkie zachcianki systemowe, a każde kolejne wydanie wnosiło coś nowego i unikalnego, aż doszliśmy do Ubuntu 14.04 Beta w którym się po prostu zakochałem. Problemy zaczęły się jednak, gdy postanowiłem pograć w trzy gry...

... niestety, na chęciach się zakończyło

Nie można powiedzieć, że na Ubuntu nie ma gier, czy że Ubuntu nie nadaje się do gier. Odkąd na Ubuntu pojawił się klient platformy Steam, parę ciekawych i popularnych gier zawitało pod strzechami "Linuksowców". Problemy rozpoczęły się, gdy zachciało mi się uruchomić jakąkolwiek grę nie przeznaczoną domyślnie dla dystrybucji Linuksa - w ruch poszła czarna magia, zwana W.I.N.E. i Play on Linux.

Co prawda, kiedyś, jeszcze za czasów Ubuntu 11.04 możliwości uruchomienia gier dla systemu Windows w Ubuntu i innych dystrybucjach Linuksa było ciut więcej, głównie dlatego, że wspierający Gnome 2 projekt Cedega pozwalał nam bardzo wygodnie grać na Linuksie w nasze ulubione gry - jak często robiłem. Gdy jednak aplikacja odcięła się na dobre od Gnome 3, a za tym również Ubuntu, rozpocząłem poszukiwania alternatyw, a W.I.N.E. mnie nie zadowalało. Co prawda, po jakimś czasie odkryłem Play on Linux, jednak nadal nie było to to, o czym marzyłem - pokaźna biblioteka gier, nawet z Windowsa, które bez problemu będziemy mogli uruchomić na naszym komputerze pchniętym przez los "wolnością Linusa".

Będąc jeszcze na IEM, postanowiłem zakupić w serwisie Steam grę Counter Strike: Global Offensive, jednak uruchomienie jej było drogą przez piekło - podczas której spłonąłem. Jak się okazało, pobranie klienta Steam i uruchomienie go za pomocą Play on Linux nie okazało się drogą do sukcesu, ponieważ po pobraniu plików gry, wszystko kończyło się na wciśnięciu przycisku "graj" - dalej nic się nie wyświetlało, nie było nic, niech żyje Kononowicz! a mi nie udało się tego zmienić. Po przestudiowaniu poradnika uruchomienia tej gry w witrynie WineHQ oraz bliźniaczych do niej projektów okazało się, że albo mój komputer jest jakiś dziwny, albo po prostu ktoś zepsuł coś po drodze. Valve co prawda zapowiedziało oficjalne przeniesienie tej gry na mój ukochany system, ale zdaje mi się, że potrwa to tyle, ile trwało zoptymalizowanie Left 4 Dead 2 do pracy w środowisku Unity.

Kolejnym tytułem było League of Legends...

Wielu moich znajomych gra w tą pozornie pustą i bezsensowną grę. Pozornie, gdyż oglądając zmagania graczy na IEM 2014 i reakcje publiki na samą akcję podczas rozgrywki, postanowiłem spróbować samemu. Oczywiście, instalacja LoL trwała jakieś 3 godziny wraz z pobraniem paczek, uruchomienie gry trwało... 4 dni. Okazało się, że albo brakuje bibliotek, albo coś po prostu nie działa, a powinno i koniec końców, gdy udało mi się wreszcie zagrać, okazało się, że nie mam dostępu do jednej z najważniejszych funkcji tej gry - do sklepu.

Uspokojony muzyką Dżemu oraz szklanką melisy, kolejnego dnia spróbowałem posiłować się w rozgrywce ze znajomymi - było dobrze, gra działała bardzo wydajnie, nie miewałem większych problemów do chwili, gdy postanowiłem podłączyć pod laptopa mój monitor za pomocą kabla HDMI. Jak się okazało, od tego momentu gra nie uruchamia się w trybie pełnego okna, a gdy już to zrobi, okno rozgrywki jest tak jakby przesunięte, przez co nie mogę nawigować po świecie gry - wszystko pięknie.

W tej chwili, niezależnie od tego, czy korzystam z wyświetlacza laptopa, czy monitora FullHD, efekt jest taki sam - grać się nie da, koniec kropka. Błędne tekstury w grze po prostu irytują, a gdy jakimś cudem gra uruchomi się poprawnie, mogę zagrać mecz czy dwa.

Na koniec wisienka z tortu - Grand Theft Auto: San Andreas

Mój komputer nie należy do najpotężniejszych, ale koniec końców pozwala mi na płynną rozgrywkę w Crysis II, Grand Theft Auto IV czy Mafia II. Gdy zainstalowałem poprawnie San Andreas okazało się, że gra pozwala mi "wycisnąć" co najwyżej 15 FPS, przez co grać po prostu się nie dało. Niezależnie od tego, na jakich ustawieniach graficznych grałem, było to zajęcie katorżnicze, dlatego też postanowiłem to po prostu rzucić w kąt i zająć się robotą.

Morał tej bajki jest prosty, chociaż najpewniej wszystkim znany - Linux (Ubuntu w moim wypadku) to system dobry, ale nie obeznany z grami. Nie lubi gier pozornie, gdyż znajdą się natywne - gdy chcesz odpalić W.I.N.E. lepiej poważnie się zastanów mały.

Wierzę w to, że dzięki Valve oraz Canonical pozostałe dystrybucje Linuksa zyskają wreszcie obfitą bibliotekę gier oraz możliwość zagrania we wcześniej zakupione produkcje niezależne od systemu z którego korzystają. Na tą chwilę Ubuntu wydaje się być dobrym systemem do gier, które są już dostępne na naszym systemie natywnie oraz do pewnej ilości gier emulowanych - reszta nadal jest tragedią.

Jak sobie z tym poradzić? Nie wiem, ale tak, jak od paru lat nie instalowałem Windowsa obok Ubuntu (zwykle albo Ubuntu, albo Windows) tak w tej chwili instaluję kafelki obok soczewek... CDN.

Grafika: [1]

 

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

GryUbuntusteamCanonicalhot