Felietony

Reinstalacja systemu kiedyś, a dziś to niebo a ziemia

KK
Konrad Kozłowski

Pozytywnie zakręcony gadżeciarz, maniak seriali ro...

87

Do odświeżenia systemu operacyjnego na moim laptopie zabierałem się od dłuższego czasu. I nie mam tu na myśli dwóch czy trzech tygodni, a raczej 3-4 miesięcy. Praca z ociężałym i pełnym zbędnych dodatków, aplikacji, bajerów itp. komputerem była drogą przez mękę, ale przecież wcale w tej kwestii Amer...

Do odświeżenia systemu operacyjnego na moim laptopie zabierałem się od dłuższego czasu. I nie mam tu na myśli dwóch czy trzech tygodni, a raczej 3-4 miesięcy. Praca z ociężałym i pełnym zbędnych dodatków, aplikacji, bajerów itp. komputerem była drogą przez mękę, ale przecież wcale w tej kwestii Ameryki nie odkrywam - większość z Was z pewnością zna to uczucie.

Dlaczego podjąłem decyzję o sformatowaniu dysku i instalacji systemu “na świeżo”? Dlaczego nie zdecydowałem się skorzystać z narzędzi oferowanych przez Windows 8? Głównym powodem była właśnie wcześniejsza obecność “ósemki”, którą zaktualizowałem do wersji 8.1. Wielu użytkowników nie ukończyło tego procesu, a jeśli udało im się dobrnąć do końca to nie mogło być mowy o “szczęśliwym zakończeniu”. W moim przypadku nie odnotowano żadnych tego typu problemów, ale mając na uwadze różne takie “przygody” wolałem nie ryzykować. Tym razem postanowiłem nie ryzykować i wziąć sprawy we własne ręce, nie dać pechowi żadnych szans na wzięcie udziału w tym procesie. A jeśli nie wyeliminować, to maksymalnie te szanse zredukować.

Odwlekanie przeprowadzenia reinstalacji systemu wynikało przede wszystkim z braku chęci personalizowania systemu na nowo, instalacji wszystkich aplikacji i tak dalej. Krótko mówiąc - przerażało mnie to. Spoglądając na listę zainstalowanych aplikacji nie byłem przygotowany na spędzenie większości dnia przy biurku w celu doprowadzenia komputera do ładu. To, że doprowadziłem go do takiego stanu wynika oczywiście tylko i wyłącznie z moich działań, więc pretensje mógłbym mieć tylko do siebie.

Jednak stało się. Kilka dni temu przygotowałem bootowalny dysk USB, przeniosłem swoje dane z partycji systemowej na dysk zewnętrzny i uruchomiłem ponownie komputer. Po przejściu kilku pierwszych kroków instalatora (ten nadal wygląda tak samo jak w Windows 7!) mogłem rozsiąść się w fotelu i przygotować na najgorsze - przecież wszystko dopiero przede mną.

Dopiero gdy przywitał mnie ekran z wyborem konfiguracji nowego komputera lub przywróceniem tego z kopii zapasowej w chmurze przypomniałem sobie, że wcale nie będzie tak źle. Lista aplikacji ze Sklepu Windows, które były wcześniej zainstalowane czekała już na mnie, a jednym kliknięciem mogłem zdecydować o tym, które pobiorę od razu, później albo wcale. Większość ustawień komputera została przywrócona, podobnie jak konfiguracje aplikacji pogody, poczty i innych. Jedyny element, który pozostał nietknięty to naturalnie programy otwierane w trybie pulpitu. Tam, wszystko musimy instalować i niemal wszystko personalizować manualnie. Nie dotyczy to oczywiście aplikacji wspierających funkcję synchronizacji z chmurą, jak chociażby przeglądarka Chrome, która w kilka minut po instalacji była w pełni gotowa - aplikacje, zakładki, hasła i rozszerzenia pojawiły się jak po machnięciu zaczarowaną różdżką. Po kilkudziesięciu minutach miałem za sobą co najmniej 2/3 całego procesu.

Obecność takich funkcji w systemie Windows 8(.1) i przeglądarce Chrome nie jest dla mnie żadną nowością. Przy okazji premiery Windows 8 powtarzane były one jak mantra, zaś w przypadku Chrome’a korzystam z niej na co dzień używając kilku urządzeń z przeróżnymi systemami.

Dlaczego więc o tym wszystkim piszę? Ta sytuacja zwróciła moją uwagę na to jak bardzo przyzwyczajamy się do produktów, usług i funkcji z których korzystamy na co dzień i które stają się dla nas tak zwanym “pewnikiem”. Do “niedawna” (co jest pewnym nadużyciem, bo mowa oczywiście o okresie sprzed 10-15 lub więcej lat) trudno byłoby sobie wyobrazić realia, w których tak duża część wykonanych przez nas czynności odbywałaby się automatycznie - przy naszym minimalnym udziale lub nawet bez niego. Wraz ze zmianą potrzeb użytkowników, którzy dysponują coraz większą liczbą urządzeń, dostęp do naszych danych z każdego z nich stał się największym wyzwaniem. Dziś wystarczy wypełnienie dwóch pól i niemal wszystko będzie “tip top”.

O tym jak bardzo zmieniła się rzeczywistość rynku IT i oferowanych nam produktów można przekonać się dziś instalując system operacyjny. Sama świadomość o dostępnych możliwościach to jedno, a doświadczenie tego co oferują to drugie. Wsród najczęściej wymienianych zalet Windows 8.(1) ciężko doszukać się tej, która uprzyjemniła mi czynność wzbudzającą u wielu niechęć i zdenerwowanie. A ona w każdej chwili jest do naszej dyspozycji.

Grafika.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu