Moje przemyślenia

Tylko u nas fragment książki Webshows Krzyśka Gonciarza

GM
Grzegorz Marczak
7

Krzysztof Gonciarz to znany spec od Video w sieci. Publikuje jako producent swoje materiały na tvgry.pl oraz na Youtube. Przede wszystkim jednak Krzysiek pilnie śledzi trendy, wiem bardzo dużo o polskiej scenie vlogerów oraz bacznie obserwuje rozwój tej formy przekazuj w sieci. Jego książka pod...

Krzysztof Gonciarz to znany spec od Video w sieci. Publikuje jako producent swoje materiały na tvgry.pl oraz na Youtube. Przede wszystkim jednak Krzysiek pilnie śledzi trendy, wiem bardzo dużo o polskiej scenie vlogerów oraz bacznie obserwuje rozwój tej formy przekazuj w sieci. Jego książka pod tytułem Webshows ma ukazać się pod koniec października a specjalnie dla czytelników Antyweb mam fragmenty wraz z pełnym rozdziałem książki do pobrania. Tak więc zapraszam do krótkiej zajawki i do pobierania.

Ciekawy jestem jak się wam spodoba - dla mnie to tytuł który na pewno z przyjemnością przeczytam ponieważ niewiele tak naprawdę wiem jak się robi dobre programy video i z czym się to je.

Oto fragment książki (większy fragment możecie pobrać tutaj):

Format sieciowego wideo

FORMAT JAKO PRODUKT

Format telewizyjny należy rozumieć jako pewnego rodzaju szablon, według którego można tworzyć kolejne odcinki programu bądź też jego adaptacje – w świecie telewizji przez zakup formatu rozumie się np. wykupienie praw do realizacji polskiej wersji Dancing with the Stars, czyli Tańca z gwiazdami. W skład formatu wchodzą takie elementy, jak ogólna kompozycja programu, estetyka obiektów graficznych i muzycznych czy określenie zasad rządzących show.

W internetowym wideo, zwłaszcza w Polsce, formaty dopiero zaczynają się pojawiać. Jest Matura To Bzdura, Ogarnij Się, Lekko Stronniczy czy Zapytaj Beczkę – łatwo jest sobie wyobrazić, że twórcy tych programów sprzedają licencje do innych krajów na realizację tamtejszych odpowiedników. Oczywiście to jest sytuacja czysto teoretyczna, praktycznie nierealna, ale pozwala nam wyraźnie oddzielić programy oparte o określony format od internetowej twórczości stawiającej na spontaniczność, takiej jak vlogi (jest to skrót myślowy, ponieważ vlog to też pewnego rodzaju format, jednak bardzo słabo zdefiniowany – możliwe jest za to stworzenie vloga-formatu, tak jak zrobił to Remigiusz „Rock” Maciaszek cyklem Moja Tuba). Format możemy też odróżnić od innych form webowej twórczości na tej płaszczyźnie, że jesteśmy w stanie sobie wyobrazić zmianę jego autora z zachowaniem przynajmniej części jakości programu. Gdyby Kuba Dębski zrezygnował z prowadzenia Ogarnij Się i udzielił komuś licencji na format, nowy program prawdopodobnie by ucierpiał w swej początkowej fazie, ale z czasem być może mógłby funkcjonować dalej. Nie możemy tego samego powiedzieć o osobistym vlogu Patryka „ROJO” Rojewskiego, który w ogromnym stopniu bazuje na osobowości sa-mego twórcy – ROJO sam w sobie jest produktem i raczej wątpliwe, by mógł udzielić komukolwiek licencji na bycie ROJEM.

Między innymi z tego powodu programy oparte o oryginalny format mają większy potencjał komercyjny niż wideo robione od okazji do okazji, są produktami w pełnym tego słowa znaczeniu. Kiedy program ma ręce i nogi – własną oprawę graficzną, wyraźnie zarysowaną kompozycję – fani chętnie do niego wracają, twórczość zaś sprawia profesjonalne wrażenie i powoduje, że łatwiej jest o pozyskanie sponsorów. Jestem zdania, że sieciowe wideo niekoniecznie musi się rozwijać w tym kierunku – podążanie torem telewizyjności rzadko wychodzi w Internecie na dobre. Na ten moment „formatowe” podejście do wideo jest jednak bardzo dobrym sposobem sformalizowania procesu twórczego. Kusząca jest spontaniczność właściwa vlogosferze, możliwość robienia programów nisko sformalizowanych, pogrążonych w formatowej anarchii – jednak takie podejście będzie skuteczne w Internecie dopiero za jakiś czas.

Internauci często błędnie rozumieją rolę formatu, utożsamiając go z właściwą treścią programu. Format jest schematem, we dług którego budujemy treść – niczym więcej. Nie jest więc uczciwe umniejszanie zasług Niekrytego Krytyka na mocy stwierdzenia, że zaczerpnął on swój sztandarowy format z twórczości Douga Walkera, znanego jako ThatGuyWithTheGlasses. Szkielet to jedno, wypełnienie go własną zawartością to coś kompletnie innego – prawdopodobnie niewiele osób byłoby w stanie osiągnąć na tym polu sukces porównywalny do Macieja Frączyka, czyli Niekrytego Krytyka, najpopularniejszego autora webvideo w Polsce.

Przykład Niekrytego Krytyka pokazuje dość ciekawą prawidłowość: opłaca się podpatrywać sprawdzone formaty u innych. Nie wolno tego wniosku sprowadzać do „kradzieży” pomysłów, częstego zarzutu stosowanego przez młodych internautów, którzy jeśli tylko zobaczą nutkę inspiracji jednym autorem u drugiego, rzucają na oślep oskarżeniami o plagiat i najchętniej widzieliby proces sądowy. Tymczasem po prostu nie zawsze opłaca się wymyślanie prochu od nowa, kiedy gotowe, ciekawe rozwiązania leżą na ulicy. Kiedy powstał TVN, tamtejsze Fakty były mniej więcej tym samym formatem, co ówczesne Wiadomości na TVP – a konkurencja na rynku zwykle odbywa się z korzyścią dla odbiorców, czasami nawet dla nadawców treści. Powinniśmy tu zastosować podobny schemat myślenia, co ten zaprezentowany w rozdziale na temat praw autorskich w Internecie w drugiej części książki – w tworzeniu sieciowego wideo trzeba mieć dość liberalne podejście zarówno na „wejściu”, jak i „wyjściu”. Jawna inspiracja istniejącymi na rynku formatami nie jest zła, ale jeśli się tego dopuszczamy, nie powinniśmy też awanturować się, jeśli ktoś interpretuje nasze własne pomysły do własnych celów.

Warto jest podkradać dobre pomysły! Historia zna wiele przypadków, gdy sukces osiągnął nie pionier, tylko jego sprytniejszy naśladowca. W tym właśnie tkwi sekret – zamiast daną koncepcję bezmyślnie kopiować, należy się inspirować: udoskonalić i nadać jej swój własny charakter. Póki internetowych twórców nie wiążą setki stron restrykcyjnych umów, warto na tym skorzystać i podglądać najlepsze rozwiązania. Później wystarczy je tylko odpowiednio wykorzystać, chociaż właśnie to jest w tym wszystkim najtrudniejsze.
Kamil ‘.qam’ Przybysz, chranie.qam.pl

Wśród twórców sieciowego wideo rzadko słyszy się o animozjach wynikających ze ściągania od siebie pomysłów – widzowie poszczególnych twórców bardzo ochoczo ruszają za to na wojnę o „podróbki”. Swobodny obrót formatów jest jednak procesem, na którym korzystają wszyscy, szczególnie właśnie odbiorcy. Nikt nie powiedział, że jeśli ktoś „wymyślił” (cudzysłów bierze się stąd, że w Internecie praktycznie żaden pomysł nie wynika z próżni, ale jest kolażem rozwiązań podpatrzonych u innych, nawet dokonanym nieświadomie) improwizowany show komediowy polegający na odpowiadaniu na pytania widzów i nadał mu wyraźnie zwarty format, to musi on mieć monopol na realizację tego typu programu. Czym innym jest oczywiście kopiowanie cudzej treści: od tekstów, tytułów, przez obiekty graficzne, muzykę (jeśli jest autorska) i tak dalej. Takie wypadki są jednak ekstremalnie rzadkie, ponieważ twórcy sieciowego wideo, wbrew szukającej sensacji opinii publicznej, darzą się nawzajem sporym szacunkiem.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu