9

Twitterowa odtwórczość nie jest tak dużym problemem, robią to wszystko po prostu o dwa lata za późno

Teraz nowością są strony firmowe na Twitterze (ja ich jeszcze nie widzę, tak samo jak nie widzę nowej wersji). Problem w tym, że to wszystko już było, to wszystko już znamy i niestety to wszystko jest odtwórcze. Nie chodzi o to, że jestem fanatykiem nie wiadomo jakich innowacji. Nie jestem, natomiast nie rozumiem dlaczego Twitter […]

Teraz nowością są strony firmowe na Twitterze (ja ich jeszcze nie widzę, tak samo jak nie widzę nowej wersji). Problem w tym, że to wszystko już było, to wszystko już znamy i niestety to wszystko jest odtwórcze.

Nie chodzi o to, że jestem fanatykiem nie wiadomo jakich innowacji. Nie jestem, natomiast nie rozumiem dlaczego Twitter ze wszystkim budzi się tak późno – wygląda to jakby proces decyzyjny przechodził przez olbrzymią korporacje a nie firmę, która jedyne co robi to trzyma przy życiu serwis do pisania internetowych SMS-ów.

No ale na szczęście odkryli chociaż, że duże marki i firmy potrzebują czegoś więcej niż pasek na 140 znaków i lista znajomych. Jak tak dalej pójdzie to w przyszłym roku wdrożą jakiś Timeline, a później nawet zrobią video rozmowy.

Tylko to wszystko już mamy i znamy. Odtwórczość nie jest problemem kiedy dobre zmiany sprawdzone u konkurentów wdraża się na czas. Świetnym przykładem jest Facebook i Google+ które nawzajem „zgapiają” od siebie pomysł. Robią to jednak szybko i sprawnie. Tymczasem Twitter potrzebował aż 3 lat aby zrozumieć, że strony firmowe są dobrym i pomocnym dużym markom rozwiązaniem.

200 milionowy Twitter nie potrafi więc, czy też nie umie szybko dostosować się do tego co w obecnej chwili jest hot. Marcin Sierant (z pejcz.pl) rzucił dzisiaj na Google+ hasło, że Twitter przypomina mu nieco Nokię – i kto wie czy to nie jest najlepsze podsumowanie rozwoju tego serwisu. Nie tak dawno mieli wszystko (naprawdę rządzili w internecie) łącznie z planami sięgnięcia po miliard użytkowników. Dziś muszą nadrabiać a perspektywy nie są nie tylko różowe, ale muszą się wręcz bronić przed tymi mniej optymistycznymi scenariuszami.

Ps. Co by nie być tak krytycznym powiem, że z aplikacją na iOS zrobili naprawdę dobrą robotę – aż chce się używać.