Felietony

Tomasz Lis nie mobbował bo w ankiecie wzięło udział 8 osób?

GM
Grzegorz Marczak
37

Czytam dziś w Rzeczpospolitej o tym, że Państwowa Inspekcja Pracy zakończyła kontrolę w Ringier Axel Springer i szczerze mówiąc - przecieram oczy ze zdziwienia. Po prostu nie wierzę w to co czytam.

Sprawy Tomasza Lisa i podejrzeń o mobbing podczas jego pracy w Newsweeku chyba nie trzeba opisywać. Media zrobiły to bardzo dokładnie — i każda z redakcji w swoim stylu.

Dziś na łamach Rzeczpospolitej ukazało się podsumowanie kontroli Państwowej Inspekcji Pracy związane właśnie z tymi oskarżeniami. I czego się dowiadujemy? Oficjalnie niczego, bo firma złożyła wniosek o utajnienie końcowego protokołu. Podobno taki protokół może ujawnić tajemnice przedsiębiorstwa. I już i po sprawie? Czyli PIP może zrobić kontrolę, ale o jej wynikach już się nie dowiemy, bo nie życzy sobie tego kontrolowany podmiot? To tak państwowe organy walczą z mobbingiem w zakładach pracy?

Owszem sprawdzili, że mają procedury i wszystko na papierze pewnie wygląda ok. Tylko dlaczego w takim razie jest cała ta sprawa, skoro firma zachowuje się w porządku? Dlaczego firma chce utajnić protokół kontroli?

Ankieta to hit tej konstroli

To jednak nie jest jeszcze koniec. Najlepsze przed nami. Otóż jak się dowiedzieli dziennikarze, Państwowa Inspekcja Pracy miała też badać mobbing za pomocą ankiety wśród 30 pracowników. I teraz 22 pracowników odmówiło, 6 nie miało problemów z T. Listem i tylko 2 taki problem zgłosiło.

Ciekawy jestem jakie wnioski wyciąga się z ankiety w której blisko 3/4 ankietowanych nie wzięło udziału a na 8 osób dwie zgłosiły problem. Czy dwa problemy na osiem przypadków to już jest wystarczająco aby stwierdzić mobbing czy jest jakiś inny kalkulator do wyliczania "potencjału mobbingowego"?

Czy naprawdę tak się bada mobbing w przedsiębiorstwie? Anonimowa ankieta, w której bierze udział jedna czwarta pracowników? To ma być ta kontrola, która już się zakończyła. Zbadali procedury, a jeśli chodzi o poszkodowanych — zrobili ankietę. Czy ktoś kiedyś słyszał o jakieś innej państwowej kontroli w spółce, gdzie pracownicy po prostu mogą nie odpowiadać na pytania i to w tak ważnej sprawie? Wyobraźmy, że przychodzi do was kontrola z Izby Skarbowej, a wy odmawiacie udzielenia odpowiedzi?

Zastanawia mnie też, dlaczego z 30 pracowników Newsweeka aż 22 osoby nie wzięły udział w ankiecie? W ogóle nie interesuje ich to, co się działo obok nich, co spotykało ich kolegów? Jeśli tak - to jest chyba najgorszy wniosek z tej kontroli. Solidarność pracowników nie istnieje, dopóki ich samych nie dotknie problem. Ale przy takim podejściu - wtedy może być już za późno.

Hitem jest dla mnie jak dziennikarze zdecydowanie popierający Pana Lisa i jego poglądy interpretują tekst Rzeczpospolitej.

Na zwrócenie uwagi, że przecież taka ankieta niczego nie wnosi Pan Wroński odpowiada, że jakby pracownicy chcieli dokopać szefowi to by to zrobili.

Podkreślę jeszcze raz: po prostu nie wierzę w to co przeczytałem. Tak nie mogą wyglądać naprawdę kontrole Państwowej Inspekcji Pracy w sprawie mobbingu... prawda?

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu