Google

To był dobry rok dla Google Docs. Czy pakiet Google’a jest już w stanie zastąpić Office’a?

TP
Tomasz Popielarczyk
59

Google podsumowuje na swoim blogu nowości, jakie udało się w minionym roku wprowadzić do pakietu biurowego Google Docs. Okazuje się, że jest tego cała masa. Od stycznia do grudnia aplikacje Docs, Sheets i Slides stały się znacznie bardziej wszechstronne i funkcjonalnie - na tyle, by u mnie stać się...

Google podsumowuje na swoim blogu nowości, jakie udało się w minionym roku wprowadzić do pakietu biurowego Google Docs. Okazuje się, że jest tego cała masa. Od stycznia do grudnia aplikacje Docs, Sheets i Slides stały się znacznie bardziej wszechstronne i funkcjonalnie - na tyle, by u mnie stać się częściej używanymi programami niż desktopowy Office.

To był zdecydowanie dobry rok dla Google Docs. Największą nowością, jakiej na przestrzeni ostatnich miesięcy doczekały się aplikacje wchodzące w skład "chmurowego" pakietu biurowego jest efektywne wsparcie dla formatów Office'a, które teraz mogą być z powodzeniem nie tylko otwierane, ale również edytowane. Nie bez znaczenia są również znaczące usprawnienia na polu działania offline, dzięki czemu zniknęło podstawowe ograniczenie, z powodu którego tak wiele osób wzbraniało się przed Google Docs.

Ale ewoluował również wachlarz dostępnych funkcji. Pakiet stawał się coraz bardziej kompletny. W tym roku twórcy zadbali o wprowadzenie systemu sugestii, dzięki czemu recenzowanie dokumentów stało się mniej inwazyjne. Dodano również edytor grafiki, dzięki któremu podstawowa obróbka zdjęć i grafik osadzanych w treści nie wymaga już posiłkowania się zewnętrznymi aplikacjami. Wprowadzono też masę ułatwień, jak np. generowanie list w oparciu o symbol gwiazdki wstukany z poziomu klawiatury, poprawiona edycja tabel czy dodawanie miniaturowych wykresów (sparkles) w komórkach arkuszy kalkulacyjnych. Szeregu usprawnień doczekały się też formularze, które teraz nie tylko dobrze spełniają swoją rolę, ale też mogą przyzwoicie wyglądać. Tempo rozwoju robi wrażenie. Dosłownie kilkadziesiąt minut temu poinformowano o kolejnych nowościach - tym razem o wsparciu dla formatów Open Document (ODT, ODS oraz ODP). Wprowadzono również kolejne poprawki w obsłudze formatów Office'a (w tym m.in. bardziej kompleksowe wsparcie dla SmartArt ze starszych typów prezentacji).

Google Docs to jednak przede wszystkim kompatybilność z zewnętrznymi narzędziami i twórcy się tym chwalą na każdym kroku. Ogólnodostępne API sprawiło, że w sklepie Chrome Web Store znajdziemy coraz więcej webaplikacji, które potrafią zintegrować się z pakietem i stać naszymi dodatkowymi narzędziami. W ten sposób Google szybko nadrobił braki w stosunku do znacznie bardziej rozbudowanego Office'a - komu brakuje niektórych funkcji, sięgnie po dodatkowe narzędzia, a reszta pozostanie przy domyślnym zestawie.

Mój przypadek jest dość osobliwy, bo od dawna jestem dość mocno zintegrowany z portfolio usług Google'a. Mam smartfona i tablet z Androidem, korzystam z przeglądarki Chrome, a od niedawna również jestem szczęśliwym posiadaczem Chromebooka. Nawet do telewizora (obok Xboksa) podpiąłem przystawkę pracującą pod kontrolą systemu Google'a. Korzystanie z usług firmy również przychodzi mi łatwo: bez Gmaila i kalendarza nie wyobrażam sobie dnia. Pliki trzymam na Google Drive, a wartościowe treści najchętniej wrzucam na Google+. Amerykanie wiedzą o mnie prawdopodobnie wszystko i jestem tego w pełni świadomy. Przez długi czas jednak nie mogłem przestawić się na edycję dokumentów w chmurze. Przełom nastąpił dopiero po zmianie komputera. Nie mogłem się zebrać do zainstalowania Office'a i przez dobrych kilka tygodni korzystałem z GDocs, jako alternatywy. I może zabrzmi to jak cytat z tandetnej reklamy płynu do mycia naczyń, ale okazało się, że bez Office'a da się żyć.

Do podstawowych zastosowań Google Docs w zupełności wystarczają. Jasne, nie ma tutaj aż tak wielu funkcji, a działanie niektórych rozwiązano w sposób znacznie mniej intuicyjny niż zrobili do posiadający na tym polu wieloletnie doświadczenie inżynierowie Microsoftu. Mamy jednak rozbudowane mechanizmy formatowania tekstu wraz z obsługą stylów. Są też tabele, równania, przypisy i inne. Wszystko to dopełnia fantastyczny mechanizm komentowania i recenzowania. Na pewno dwa razy zastanowiłbym się przed pisaniem tutaj swojej pracy magisterskiej (którą na szczęście mam już dawno za sobą), ale odczytywanie komunikatów prasowych, pisanie recenzji, tworzenie prostych pism jest tutaj szalenie wygodne. Szczególnie, że potem za pomocą dwóch kliknięć mogę to puścić dalej.

Naturalnie to wszystko można uzyskać też w webowej wersji Office'a działającej w analogiczny (a nawet lepszy, bo wykorzystującej dorobek desktopowego wydania) sposób. Równie dobrze zatem tytuł artykułu mógłby brzmieć "nie taki webowy pakiet biurowy straszny, jak go malują". Wybór odpowiedniego narzędzia jest w dużej mierze uzależniony od tego, do którego ekosystemu nam bliżej. Ja ciągle czuję się, jakby stał w rozkroku między dwoma światami, bo do tego wszystkiego, co napisałem muszę dodać też system Windows 8.1 na laptopie i Xboksa One pod telewizorem. A to dwa mocne argumenty, które przemawiają za korzystaniem z rozwiązań MS. Jednak to już wywód na inną okazję.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu