Apple

Pięć lat temu szefem Apple został Tim Cook. To był słuszny wybór - sprawdził się w roli CEO

Maciej Sikorski
18

Niedawno dotarło do mnie, że Steve Jobs umarł już blisko pięć lat temu - czas naprawdę szybko mija. Człowiekowi wydaje się, że niedawno odpalił laptopa i przeczytał, iż umarła jedna z najważniejszych postaci Doliny Krzemowej, a może współczesnego świata w ogóle, a prawda jest taka, że minęło już kilkadziesiąt miesięcy. W tym biznesie to naprawdę dużo. Tym razem nie zamierzam jednak pisać o Jobsie, może na to przyjdzie czas w październiku - uwagę skupiam na jego następcy. Mija pięć lat od chwili, gdy oficjalnie przejął stery w korporacji. Jak podsumować ten czas?

Tim Cook został CEO Apple pod koniec sierpnia 2011 roku. Najwyraźniej i Jobs i jego otoczenie wiedzieli, że jest już naprawdę źle i trzeba przygotować firmę oraz rynek na informację o śmierci legendy. Gdyby Jobs umarł jako CEO, korporacja mogłaby doznać wstrząsu. Przy przekazywaniu pałeczki nie padło na przypadkową osobę, Jobs wskazał na swoją prawą rękę, człowieka, który w Apple pracował od dawna i widział, jak rozwija się firma. Cook wcześniej sterował już gigantem z Cupertino, miało to miejsce w czasie, gdy Jobs zaczynał się zmagać z chorobą i trafiał do szpitala na dłużej. Rynek nie był zaskoczony tym swoistym namaszczeniem. Od razu zaczęły się jednak pojawiać pytania, czy Jobs postawił na właściwego "konia"? Może przed śmiercią popełnił największy zawodowy błąd w swoim życiu?

Nie wizjoner, lecz księgowy

Najczęściej powtarzany zarzut pod adresem Cooka brzmi następująco: to nie jest wizjoner pokroju Jobsa. Nie posiada nawet namiastki geniuszu, który charakteryzował założyciela Apple. To człowiek dobry do pełnienia funkcji księgowego, urzędnika, ale nie lidera. Mógł być dobrym doradcą Jobsa, mogli się uzupełniać, ale sam firmy nie poprowadzi w spektakularny sposób. Słuszne podsumowanie? Cóż, sam Cook nie ukrywa, że nie jest i nie będzie drugim Jobsem, że nie zamierza ścigać swojego mentora na tym polu, bo nie da rady. Zna swoje ograniczenia, wie, że brakuje mu charyzmy i wizji poprzednika. Nie oznacza to jednak, że nie nadaje się do prowadzenia biznesu.

Wystarczy spojrzeć na wyniki Apple w ostatnich latach, na kapitalizację korporacji, na sumę, jaką firma zgromadziła na kontach, by stwierdzić, że przez te pięć lat Tim Cook zamienił Apple w maszynę do zarabiania pieniędzy. Ktoś stwierdzi, że taka rola księgowego, inna osoba napisze, że Apple było już rozpędzone, więc gdyby Jobs żył, to gigant i tak zarobiłby te pieniądze - żadna w tym zasługa Cooka. Może by zarobił, a może by nie zarobił - tego nie sprawdzimy. Przestrzegam jednak przed przypisywaniem wszystkich sukcesów z ostatnich pięciu lat testamentowi i wcześniejszym działaniom Jobsa, a niepowodzeń Apple wrzucania do wora z napisem "Tim Cook".

Tim Cook został CEO Apple pod koniec sierpnia 2011 roku. Najwyraźniej i Jobs i jego otoczenie wiedzieli, że jest już naprawdę źle i trzeba przygotować firmę oraz rynek na informację o śmierci legendy. Gdyby Jobs umarł jako CEO, korporacja mogłaby doznać wstrząsu. Przy przekazywaniu pałeczki nie padło na przypadkową osobę, Jobs wskazał na swoją prawą rękę, człowieka, który w Apple pracował od dawna i widział, jak rozwija się firma. Cook wcześniej sterował już gigantem z Cupertino, miało to miejsce w czasie, gdy Jobs zaczynał się zmagać z chorobą i trafiał do szpitala na dłużej. Rynek nie był zaskoczony tym swoistym namaszczeniem. Od razu zaczęły się jednak pojawiać pytania, czy Jobs postawił na właściwego "konia"? Może przed śmiercią popełnił największy zawodowy błąd w swoim życiu?

Nie wizjoner, lecz księgowy

Najczęściej powtarzany zarzut pod adresem Cooka brzmi następująco: to nie jest wizjoner pokroju Jobsa. Nie posiada nawet namiastki geniuszu, który charakteryzował założyciela Apple. To człowiek dobry do pełnienia funkcji księgowego, urzędnika, ale nie lidera. Mógł być dobrym doradcą Jobsa, mogli się uzupełniać, ale sam firmy nie poprowadzi w spektakularny sposób. Słuszne podsumowanie? Cóż, sam Cook nie ukrywa, że nie jest i nie będzie drugim Jobsem, że nie zamierza ścigać swojego mentora na tym polu, bo nie da rady. Zna swoje ograniczenia, wie, że brakuje mu charyzmy i wizji poprzednika. Nie oznacza to jednak, że nie nadaje się do prowadzenia biznesu.

Wystarczy spojrzeć na wyniki Apple w ostatnich latach, na kapitalizację korporacji, na sumę, jaką firma zgromadziła na kontach, by stwierdzić, że przez te pięć lat Tim Cook zamienił Apple w maszynę do zarabiania pieniędzy. Ktoś stwierdzi, że taka rola księgowego, inna osoba napisze, że Apple było już rozpędzone, więc gdyby Jobs żył, to gigant i tak zarobiłby te pieniądze - żadna w tym zasługa Cooka. Może by zarobił, a może by nie zarobił - tego nie sprawdzimy. Przestrzegam jednak przed przypisywaniem wszystkich sukcesów z ostatnich pięciu lat testamentowi i wcześniejszym działaniom Jobsa, a niepowodzeń Apple wrzucania do wora z napisem "Tim Cook".

Ludzie zastanawiają się, po co Apple kupiło Beats Electronics, ale to przecież mógł być szalony pomysł Jobsa. Nie jest też pewne, czy Watch sprzedawałby się znacznie lepiej, gdyby zaprezentował go legendarny CEO, czy udałoby się powstrzymać spadki sprzedaży iPada, czy wreszcie firma uniezależniłaby się od iPhone'a. Szczerze wątpię - za Jobsa moglibyśmy obserwować te same zjawiska. Jednocześnie nie jestem pewien, czy współzałożyciel firmy dostrzegłby nadarzającą się okazję do podboju Chin i zarobienia tam miliardów dolarów. Tim Cook ją dostrzegł, dzięki czemu korporacja ma dzisiaj kasę na eksperymenty - nie musi się martwić o najbliższą przyszłość.

Tim Cook dopiero teraz przejdzie test na wodzostwo

Napisałem, że pięć lat to w tym biznesie naprawdę dużo, ale jednocześnie wypada mieć na uwadze, że ten czas był naznaczony decyzjami, działaniami i podpowiedziami Jobsa. Apple ciągle funkcjonowało pod jego wpływem. Dopiero kolejne lata pokażą, jakim szefem jest Tim Cook, jaki ma plan, czy potrafi się otoczyć właściwymi ludźmi, czy chce jedynie zarabiać pieniądze odcinając kupony od roboty, jaką wykonał poprzednik czy też stworzy coś nowego. Coraz częściej słyszymy i czytamy, że Apple się kończy, że to już nie to samo, że Cook powinien odejść. Opinie na wyrost, osobiście jestem zdania, że Cook musi zostać, by pokazać, dlaczego Jobs go wybrał.

Apple niebawem doczeka się nowej, wielkiej siedziby, pewnie zaakcentuje swoją obecność w Indiach i ludnych krajach afrykańskich. Będzie sprzedawać kolejne smartfony i czerpać korzyści z ich funkcjonowania - pisałem, że dzisiaj smartfon to brama do większych pieniędzy. Z tego można wyciągać miliardy dolarów. Pytanie, czy na tym firma chce poprzestać? Stanie się tłustym kotem czy zadziwi nas nowymi produktami, np. samochodem, który zostanie uznany za godnego rywala Tesli? Chciałbym za 5-10 lat napisać/przeczytać, że Tim Cook podołał, że w końcu uciszył krytyków. Nie tylko dlatego, że uważam, iż jest zbyt surowo oceniany - rozwój Apple oznacza rozwój branży, a w efekcie rzeczywistości, w której funkcjonujemy.

Grafika tytułowa: twitter.com

Ludzie zastanawiają się, po co Apple kupiło Beats Electronics, ale to przecież mógł być szalony pomysł Jobsa. Nie jest też pewne, czy Watch sprzedawałby się znacznie lepiej, gdyby zaprezentował go legendarny CEO, czy udałoby się powstrzymać spadki sprzedaży iPada, czy wreszcie firma uniezależniłaby się od iPhone'a. Szczerze wątpię - za Jobsa moglibyśmy obserwować te same zjawiska. Jednocześnie nie jestem pewien, czy współzałożyciel firmy dostrzegłby nadarzającą się okazję do podboju Chin i zarobienia tam miliardów dolarów. Tim Cook ją dostrzegł, dzięki czemu korporacja ma dzisiaj kasę na eksperymenty - nie musi się martwić o najbliższą przyszłość.

Tim Cook dopiero teraz przejdzie test na wodzostwo

Napisałem, że pięć lat to w tym biznesie naprawdę dużo, ale jednocześnie wypada mieć na uwadze, że ten czas był naznaczony decyzjami, działaniami i podpowiedziami Jobsa. Apple ciągle funkcjonowało pod jego wpływem. Dopiero kolejne lata pokażą, jakim szefem jest Tim Cook, jaki ma plan, czy potrafi się otoczyć właściwymi ludźmi, czy chce jedynie zarabiać pieniądze odcinając kupony od roboty, jaką wykonał poprzednik czy też stworzy coś nowego. Coraz częściej słyszymy i czytamy, że Apple się kończy, że to już nie to samo, że Cook powinien odejść. Opinie na wyrost, osobiście jestem zdania, że Cook musi zostać, by pokazać, dlaczego Jobs go wybrał.

Apple niebawem doczeka się nowej, wielkiej siedziby, pewnie zaakcentuje swoją obecność w Indiach i ludnych krajach afrykańskich. Będzie sprzedawać kolejne smartfony i czerpać korzyści z ich funkcjonowania - pisałem, że dzisiaj smartfon to brama do większych pieniędzy. Z tego można wyciągać miliardy dolarów. Pytanie, czy na tym firma chce poprzestać? Stanie się tłustym kotem czy zadziwi nas nowymi produktami, np. samochodem, który zostanie uznany za godnego rywala Tesli? Chciałbym za 5-10 lat napisać/przeczytać, że Tim Cook podołał, że w końcu uciszył krytyków. Nie tylko dlatego, że uważam, iż jest zbyt surowo oceniany - rozwój Apple oznacza rozwój branży, a w efekcie rzeczywistości, w której funkcjonujemy.

Grafika tytułowa: twitter.com

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

AppleSteve Jobstim cook