7

No i to jest dobry smartfon ze średniej półki cenowej. Test Motorola One Fusion+

Motorola One Fusion+
Może to proroctwo trochę na wyrost, ale mam wrażenie, że Motorola rośnie nam tu w Polsce powoli na dość konkretną konkurencję dla pozostałych producentów w różnych półkach cenowych. Motorola One Fusion+ może nie jest smartfonem idealnym, ale na pewno wartym rozważenia kiedy macie do wydania kwotę około 1400 złotych.

Wygląd i wykonanie Motorola One Fusion+

Nigdy nie wymagałem od smarfonów z niższych półek cenowych wykonania na poziomie topowych flagowców. Jednocześnie pożegnaliśmy już czasy kiedy tańsze urządzenia aż tak bardzo odstawały od tych droższych, a mi przestały przeszkadzać plastikowe konstrukcje. Plastik, jeśli oczywiście dobrze wygląda, ma szereg plusów i chyba największym jest tu odporność na upadki. Szkło jak to szkło – albo się nie rysuje, albo nie pęka i chyba jeszcze żadnemu producentowi nie udało się stworzyć konstrukcji, która byłaby odporna i na jedno, i na drugie. Motorola One Fusion+ ma plastikowe plecki, ale wizualnie na tym nie cierpi. Podoba mi się, że firma w tym modelu nie postanowiła bezmyślnie kopiować ogromnych, kwadratowych lub prostokątnych wysp na aparaty. Te ułożone są w jednej pionowej linii soczewki, do tego nie wystają jakoś specjalnie mocno, z tyłu znalazło się dodatkowo miejsce na diodę doświetlającą i fizyczny czytnik linii papilarnych umieszczony w okręgu z logo Motki. Same wykończenie plecków dostało też przyjemną dla oka fakturę i tylko trochę szkoda, że nie odbija tak ładnie światła jak plecki niektórych konkurencyjnych smartfonów.

Telefon nie należy też do najlżejszych, 210 gramów trochę w dłoni czuć choć to może kwestia wyważenia, wydaje mi się bowiem, że środek ciężkości przesunięty jest nieco do dołu. No i umówmy się, to nie jest najbardziej smukły telefon jaki znajdziecie na rynku. Jednak zauważyłem, że część osób uznaje to za zaletę, więc jak to mówią o gustach się nie dyskutuje. Nie do końca podoba mi się również rozmieszczenie przycisków na prawej ściance obudowy – na samej górze dostajemy guzik odpowiedzialny za asystenta głosowego. I nie ma w tym nic złego, po prostu do takiego ustawienia trudno się na początku przyzwyczaić.

Na dolnej ściance maskownica głośnika mono, port ładowania USB-C i port słuchawkowy mini jack 3,5mm. Trochę szkoda, że nie ma tu głośników stereo, ale jak na taką konstrukcję ten jeden gra całkiem przyjemnie i choćby od słuchania podcastów czy audiobooków nie będą Wam krwawić uszy. Ale o muzyce zapomnijcie.

Ekran Motorola One Fusion+

Ekran nie ma wcięcia, w Motorola One Fusion+ znajdziemy nieco zapomniany już mechanizm wysuwania przedniego aparatu. Co kto lubi i coś za coś – jak to mówią. Tu akurat same ramki nie należą do najsmuklejszych, więc trudno mówić o efekcie wyświetlacza na całym froncie, co szczególnie czułem przypominając sobie ślicznie zakrzywioną Motorolę Edge. W tego typu konstrukcjach zawsze coś niestety następuje kosztem czegoś i oddanie w ręce użytkownika ekranu bez wcięcia, a co z tym idzie zastosowania wysuwanego aparatu, jest najpewniej głównym powodem wspomnianej wyżej “otyłości” tego modelu.

Wyświetlacz to solidny, ale nie wyróżniający się niczym IPS o przekątnej 6,5 cala, rozdzielczości 1080 na 2340 pikseli przy 396 ppi. Oczywiście taki ekran już na starcie przegrywa z superamoledami z serii Galaxy A choćby w kwestii odwzorowania kolorów czy czerni, ale jak na IPS-a jest bardzo dobrze. Żywe kolory, dobra jasność minimalna i maksymalna, co też przekłada się na komfortowe użytkowanie w dużym słońcu. Jeśli lubicie oglądać na smartfonie wideo, ucieszycie się pewnie z obsługi HDR10.

Wspomniałem o tym, że czytnik linii papilarnych znalazł się na pleckach i to dobrze, nie lubię kiedy wpycha się go pod ekran bez możliwości zaoferowania świetnego działania. No tu akurat w związku z IPS-em to raczej logiczne rozwiązanie. Ale nie wiem czy nie wolałbym jednak delikatniejszego czytnika w ramce – smartfon nie jest smukły, więc zmieściłby się tam bez problemu. Dostaliśmy jednak dość klasyczne rozwiązanie, czyli czytnik na pleckach. Ten działa sprawnie, może nie jakoś specjalnie szybko – ale na tyle dobrze, by się do niego przyzwyczaić i używać codziennie. W sumie to i tak musicie, bo innego biometrycznego zabezpieczenia tu nie ma. Przez wysuwany aparat zrezygnowano z systemu odblokowywania smartfona twarzą.

Podzespoły i wydajność

W środku Snapdragon 730 i 6GB pamięci RAM, co jest w cenie niecałych 1400 złotych dobrą konfiguracją, choć w przypadku Motoroli One Fusion+ dużo większe znaczenie ma optymalizacja systemu. Wyniki syntetycznych testów może nie robią wrażenia, ale telefon radzi sobie bardzo sprawnie w codziennym użytkowaniu.
Sprzęt działa pod kontrolą Androida 10 oraz autorskiej nakładki My UX działa bardzo sprawnie i do złudzenia przypomina czystego Androida, ba właśnie w działaniu sprawia wrażenie czystego systemu i za to ogromny plus. W tej półce cenowej bywa dobrze, bywa bardzo dobrze, ale zdarza się że bywa i rozczarowująco powolnie. Motoroli One Fusion+ zdecydowanie najbliżej do określenia bardzo dobrze i to bez wątpienia jeden z największych plusów smartfona.

Aparat i zdjęcia

  • Główny: 64 MP, f/1.8, 1/1.72″, 0.8µm, PDAF
  • Szeroki: 8 MP, f/2.2, 118 stopni, 1/4.0″, 1.12µm
  • Makro: 5 MP, f/2.2 Głębia: 2 MP, f/2.2
  • Selfie: 16 MP, f/2.0

Solidnie jest też jeśli chodzi o zdjęcia. Nie jest to absolutnie poziom wyższej półki cenowej, ale jak na 1400 złotych trudno się tu do czegoś jakoś mocno przyczepić. Szczególnie w dobrych i bardzo dobrych warunkach oświetleniowych Motorola One Fusion+ radzi sobie bardzo poprawnie. Przede wszystkim głównym aparatem, bo szeroki zdaje się minimalnie odstawać (choć tu też dużo zależy od konkretnego kadru i oświetlenia), ale nie na tyle byście nie chcieli z niego korzystać. Dobre odwzorowanie barw, solidna rozpiętość tonalna, brak problemów z autofocusem, no może minimalnie poprawiłbym szybkość działania aplikacji aparatu.

Trochę gorzej ze zdjęciami nocnymi tu dedykowany tryb nocny nie sprawia magicznym sposobem, że fotka w fatalnych warunkach oświetleniowych staje się nagle arcydziełem. Ale na pewno warto z niego korzystać, bo w bardzo ciemnych lokacjach odpowiednio wyciągnie z nich światło i na zdjęciu nie pojawi się czarna plama. A i nie prześwietla fotki, co zdarza się niestety konkurencji, która potrafi często stawiać na bezmyślne wydłużanie czasu naświetlania kadru i efekt bywa dużo gorszy.

Wideo nagracie w maksymalnej rozdzielczości 4K, ale generalnie nie spodziewajcie się tu jakichś cudów, również jeśli chodzi o stabilizację obrazu. Do krótkich filmików czy pamiątek z wakacji aparaty Motorola One Fusion+ wystarczą, ale wszystko poważniejsze zostawcie albo sprzętowi do wideo, normalnemu aparatowi, albo…innemu smartfonowi. Ale to nie jest zarzut skierowany tylko do One Fusion+. Pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć i o jakości aparatów często bardzo dużo mówią właśnie nagrania wideo, które absolutnie nie mają startu do smartfonów z wyższych półek cenowych – czy to jeśli chodzi o wspomnianą stabilizację, jakość i szybkość autofocusa, a nawet dobieranie parametrów przez aplikację aparatu.

Bateria i czas pracy na jednym ładowaniu

Dużą wagę i niezbyt smukłą bryłę usprawiedliwia trochę pojemność baterii. 5000 mAh to sporo i co ważne przekłada się na długi czas pracy na jednym ładowaniu. 2 dni to był u mnie często standard i myślę że przy spokojniejszym użytkowaniu nie będziecie mieć problemów z osiągnięciem trzech. Nie wszystko jest jednak idealne i trochę szkoda, że Motorola nie zdecydowała się więcej czasu i uwagi poświęcić kwestii baterii właśnie. Rozczarowuje 15 watowe “szybkie ładowanie” i chciałoby się przy tej pojemności baterii więcej. Szczególnie przy braku ładowania bezprzewodowego, które dla wielu osób jest nawet ważniejsze od sprawnie działającego systemu przekazywania smartfonowi energii. I ja to rozumiem, bo przy monitorze mam najzwyklejszą ładowarkę indukcyjną Xiaomi – często odkładam na nią smartfona i w ogóle nie myślę o jakimkolwiek trybie ładowania, czy nie zastanawiam się nad stanem baterii przed wyjściem z domu.

NFC? Niestety nie

Nie każdy się ze mną zgodzi, ale NFC to dziś standard, którego smartfonowi po prostu nie wypada nie mieć. Szczególnie jeśli kosztuje 1399 złotych. Niestety – Motorola One Fusion+ nie posiada NFC, przez co nie da się nią płacić zbliżeniowo. Dla mnie taki brak dyskwalifikuje smartfona i nie potrafiłbym się na niego przesiąść wiedząc, że muszę zrezygnować z wygody i ponownie nosić ze sobą kartę czy gotówkę.

Czy warto kupić smartfon Motorola One Fusion+?

Rozumiem jednak, że duża część użytkowników w ogóle z takiej funkcji nie korzysta, więc jeśli macie NFC w nosie, Motorola One Fusion+ będzie dla Was bardzo dobrym wyborem. To solidny, momentami wręcz bardzo dobry telefon za fajne pieniądze i ma szanse powalczyć na tej trudnej półce cenowej. O ile oczywiście przebije się w Polsce zalanej tysiącem odsłon Redmi Note. Ale w związku z tym, że seria z numerem 9 nie jest już tak kusząca jak ósemki, Motoroli będzie na pewno łatwiej.