Motorola Edge
97

Czy ktoś jeszcze potrzebuje zakrzywionego ekranu? Recenzja Motorola Edge

Mam wrażenie, że Motorola jakoś nie może się przebić do czołówki producentów smartfonów. Jedne modele są lepsze, inne gorsze - ale jednak cały czas inni są z przodu. Motorola Edge raczej tego nie zmieni, ale to były naprawdę fajne testy. Inne.

Wygląd i wykonanie Motorola Edge

Jeśli czytacie lub oglądacie moje recenzje, to na pewno zauważyliście, że od jakiegoś czasu mam już trochę dość powtarzalności w świecie smartfonów. Jakby wszyscy upatrzyli sobie jeden schemat i wałkowali go do znudzenia. Jeden front, jedne plecki i nie mówię tu o modelach w ofercie jednego producenta. Gdyby testówki zostawały u mnie na dłużej, położyłbym je wszystkie obok siebie, zrobił zdjęcie i poprosił Was o zidentyfikowanie poszczególnych urządzeń. I jestem więcej niż pewien, że nikt nie trafiłby idealnie.

Dlatego po wyciągnięciu Motoroli Edge z pudełka byłem bardzo pozytywnie zaskoczony, bo dawno żaden smartfon nie zaskoczył mnie tak swoim wyglądem. Na szczęście pozytywnie. Nazwa Edge ma związek z zakrzywionym ekranem i choć jeśli chodzi o użyteczność nigdy nie byłem fanem tego rozwiązania, to naprawdę konkretne zagięcie krawędzi wyświetlacza sprawia, że nowa Motka prezentuje się pięknie.

To jeden z tych smartfonów, który aż prosi się o brak etui, bo czego nie założycie, popsujecie efekt, który chciał uzyskać producent. A jak z trwałością takiego urządzenia? O plastikowe plecki bym się raczej nie martwił (choć przyznaję, wygląda nieźle – jak szklane), ale „otoczenie” całej bryły ekranem to spore ryzyko stuknięcia gdzieś przypadkiem – szczególnie, że to Gorilla Glass 5, które nie boi się rys, ale punktowe uderzenia znosi dość mizernie. Półśrodkiem będzie silikonowe etui z zestawu, ale nawet po jego założeniu telefon traci sporo ze swego uroku i lekkości.

Dzięki nieco innym proporcjom ekranu udało się Motoroli osiągnąć w modelu Edge właśnie taką specyficzną lekkość i …”podłużność” która bardzo rzuciła mi się w oczy, szczególnie w porównaniu z moim klockowatym iPhonem 11. Kiedy jednak spojrzeć na Edge pod trochę innym kątem, to jednak widać, że nie jest to specjalnie smukły smartfon, szczególnie kiedy patrzy się na port ładowna. Wizualnie jestem jednak jak najbardziej na tak, lubię patrzeć na ten smartfon i zauważyłem, że wzbudza zainteresowanie.

Obawiałem się trochę jak taka konstrukcja będzie leżeć w dłoniach. Wiem, że to często kwestia gustu, ale mi jak najbardziej ta forma podpasowała. Chwyt miałem pewny i przyjemny.

Na górze tacka dla hybrydowego DualSim, na dole natomiast port ładowania USB-C oraz złącze słuchawkowe mini-jack 3,5 mm. Ku mojemu zadowoleniu, ale i zaskoczeniu, Motorola zaimplementowała w tym modelu fizyczne przyciski głośności. Pamiętam ich brak w Huawei Mate 30 Pro i dobrze, że ktoś inny nie popełnił tego błędu.

Ekran w Motorola Edge

Wyświetlacz to zdecydowanie najciekawszy, ale niekoniecznie najlepszy element Motorola Edge. I robi wrażenie. To bardzo dobry panel OLED o przekątnej 6,7 cala i rozdzielczości 1080 na 2340 pikseli (385 ppi), chroni go szkło Gorilla Glass 5. Mamy tu HDR10 oraz odświeżanie 90Hz, dzięki któremu przeglądanie czegokolwiek na tym smartfonie to czysta przyjemność i mam wrażenie, że gdyby nie ten element, efekt nie byłby tak dobry. Jest też HDR10, więc oglądanie filmów na Netflix przebiegało naprawdę przyjemnie.

Kluczowe jest tu jednak zagięcie. I trochę to dziwne – Motorola tworzy smartfona bazującego nazwą na nim, a Samsung porzuca ten pomysł po wielu latach. Dlatego mam mieszane uczucia, bo nigdy nie byłem fanem zagięć. Pięknie wyglądają, ale są niepraktyczne, wywołują niechcący niechciane funkcje, tak naprawdę do niczego konkretnego się nie przydają. I trzeba się do nich przyzwyczaić, bo jednak w wielu sytuacjach wyświetlany obraz nachodzi na boki i traci swój kształt. Choćby w Gmailu, gdzie nawet obrazki przy adresie email nieco nachodziły na zagięcie. Jest to bardzo dziwne odczucie, bo patrząc na przykład na stronę Antyweb widzę, specyficzne wyszarzanie właśnie na bokach i jakoś nie potrafiłem do tego przywyknąć. Da się to na szczęście wyłączyć w ustawieniach, co polecam zrobić od razu (można przypisać ustawienie poszczególnym aplikacjom). Tylko z drugiej strony tracimy wtedy główną cechę Edge.

Na szczęście zagięty ekran to nie tylko ładny wygląd smartfona, ale również zaimplementowane w systemie funkcje. I to całkiem fajne – poziom naładowania baterii (szkoda, że tylko podczas ładowania i tak błyskawicznie znika – mam nadzieję, że da się to później zmienić aktualizacją by boczny pasek pokazujący stan ładowania był wyświetlany cały czas). Jest też panel skrótów (niby nic nowego, ale można się do niego szybko przyzwyczaić, ale też za szybko znika). Najbardziej przydało mi do gustu podświetlenie krawędziowe po przyjściu powiadomienia. Trochę mniej wirtualne triggery w grach – to znaczy pomysł sam w sobie jest fajny, nie przekonało mnie działanie i jednak nie zostanę fanem tego pomysłu.

Ważne jest dla mnie natomiast to, że w przypadku Motoroli Edge krawędziowy ekran nie przeszkadzał i nie wywoływał przypadkowych akcji. Pozostaje pytanie, czy naprawdę to jest aż tak ważne i przydatne, bo wskazywać jako najważniejszą cechę smarfona, która zdecyduje o jego zakupie? Moim zdaniem nie.

W ekranie, czy raczej pod ekranem, znajdziecie czytnik linii papilarnych. Jakoś często nie mam do takich rozwiązań szczęścia, tymczasem ten z Motoroli Edge sprawdzał się dobrze. Nie jest może najszybszy na rynku, ale z moim palcem raczej się nie mylił i odblokowywał smartfona na tyle szybko i trafnie, że nie mogę się do niego przyczepić.

Specyfikacja i wydajność Motorola Edge

Ten akurat model nie jest flagowcem, więc i podzespoły nie są tu topowe. Snapdragon 765G wspierany Adreno 620 i 6GB pamięci RAM (128GB pamięci na dane+karty microSD). No nie jest to rakieta. Najbardziej widać to w testach syntetycznych, gdzie wyniki nie są rewelacyjne (choć dramatu nie ma) oraz w grach, gdzie zdarzają się sytuacje, w których nieco brakuje smartfonowi mocy.

W codziennym użytkowaniu natomiast sporo w kwestii odczuć daje odświeżanie 90Hz, które nadaje smartfonowi dodatkowej, odczuwalnej płynności. Generalnie Edge pracuje płynnie, ale są sytuacje, w których lubi się trochę pozastanawiać – choćby podczas robienia zdjęć gdzie daje się odczuć pewne spowolnienia w aplikacji aparatu. Myślę, że mocniejszy procesor zrobiłby tu sporą różnicę – ale z drugiej strony nie jest to flagowiec, więc trzeba mieć to na uwadze.

Motorola Edge ma baterię o pojemności 4500 mAh i jest dobrze, ale nie rewelacyjnie. Zdarzało się, że smartfon dawał ze mną radę przez jeden pełen dzień, ale bywały też sytuacje kiedy wieczorem bardzo chciał być podłączony do ładowarki – szczególnie przy wyższej jasności i sztywnym ustawieniu odświeżania na poziomie 90Hz. W zestawie znalazła się ładowarka 18 watów, więc trzeba mieć na uwadze, że nie jest to tak szybkie ładowanie jak u konkurencji i odpowiednio rozplanować ten proces, szczególnie, że trzeba się liczyć z ponad dwiema godzinami pod kablem żeby naładować smartfon od zera do setki.

Aparaty w Motorola Edge

Nie lubię kiedy producent chwali się czego to nie potrafią jego aparaty, a efekt w postaci zdjęcia zrobionego podczas testów rozmija się z tymi obietnicami. Mam wrażenie, że to jeszcze bardziej nasiliło się na prezentacjach kiedy rozpoczęto bezmyślny wyścig o matryce jak największej rozdzielczości. I niestety Motorola Edge, podobnie jak smartfony Xiaomi Redmi odbija się wynikami od tych zapewnień.

Aparaty:

  • Główny: 64 Mpix, f/1.8, PDAF
  • 2x Zoom: 8 Mpix, f/2.4, PDAF
  • Szeroki: 16 Mpix, f/2.2 Głębia: TOF 3D
  • Selfie: 25 Mpix, f/2.0

Fotki bywają dobre lub dobre+/bardzo dobre-, jednak z przewagą tylko dobrych. Myślę, że większości takie aparaty w zupełności wystarczą, ale jednak przy obietnicach oczekuje się więcej. Na ekranie smartfona wszystkie zdjęcia wyglądają lepiej – kiedy jednak pliki trafiły na komputer, efekt był mniej imponujący, a kolory czasami za mocno wyprane. Mam też wrażenie, że Motorola Edge nie zawsze dobrze trafia z ostrością, ale może da się to poprawić aktualizacją lub ja mam jakieś niezdrowe oczekiwania względem autofocusa. Mamy moduł optyczny z przybliżeniem 2x – trochę mało, dodatkowo to jedynie 8 Mpix, co niestety na tych zbliżeniach widać.

W nocy. No cóż, jest dedykowany tryb nocny z dłuższym czasem naświetlania, ale efekt nie imponuje. Wciąż jest tu sporo szumów i mało detali, rożnie bywa też z ostrością – nawet kiedy wybierzecie punkt palcem na ekranie smartfona. No i ten tryb działa tylko z głównym aparatem, warto o tym pamiętać.

Wideo nagramy w maksymalnej rozdzielczości 4K i 30 fpsach, jest też FHD z 60 klatkami i slow motion w HD w 240 klatkach. Jest ok i na dobrą sprawę tylko ok głównie przez brak optycznej stabilizacji. Ta cyfrowa dwoi się i troi by upłynnić rejestrowany obraz, ale nie pozostaje to bez wpływu na jakość finalnego filmu. Szkoda, że nie znalazło się tu miejsce dla optycznej opcji.

Jeśli chodzi o słuchanie muzyki jest dobrze – ale nic ponad to. Szczególnie w kontraście do LG V60, którego miałem okazję niedawno testować. Słuchania czegokolwiek bez słuchawek nie polecam, a po ich podłączeniu będzie dobrze, wystarczająco, ale bez jakichś rewelacji. Dodam, że Motorola Edge obsługuje kodeki LDAC, aptX HD, AAC oraz SBC, więc bezprzewodowe słuchanie muzyki też jak najbardziej wystarczające jeśli chodzi o wrażenia.

Werdykt

Motorola Edge najbardziej podoba mi się…wizualnie. To dobry smartfon, ale nie do końca rozumiem jak firma chce przekonać klientów, że warto wydać 2999 złotych za urządzenie, którego najmocniejszą funkcją jest zagięty ekran – czyli coś, co ani nie jest tak zwanym „killer feature” w smartfonach, ani bajerem, który każdemu przypadnie do gustu. W zasadzie poza wyświetlaczem to tylko lub aż dobry smartfon. Myślę jednak, że na półce cenowej do 3 tysięcy złotych nie jest trudno znaleźć równie dobre, a nawet lepsze urządzenie. Osobiście poszedłbym raczej po jakieś ubiegłoroczne flagowce, które może nie zaoferuję odświeżania 90Hz, ale w zasadzie w każdym innym aspekcie będą przynajmniej tak dobre, jeśli nie lepsze niż Motorola Edge.