Acer walczy o wyrwanie się ze stereotypu taniego producenta z marketów i jak na razie wychodzi mu to całkiem nieźle. Po bardzo udanej serii V Nitro na rynek trafił model R13 będący ultramobilną hybrydą łączącą w sobie cechy komputera i tabletu. Przez kilka tygodni sprawdzałem, na ile ją stać. Acer robi zauważalne postępy na wielu […]

Acer walczy o wyrwanie się ze stereotypu taniego producenta z marketów i jak na razie wychodzi mu to całkiem nieźle. Po bardzo udanej serii V Nitro na rynek trafił model R13 będący ultramobilną hybrydą łączącą w sobie cechy komputera i tabletu. Przez kilka tygodni sprawdzałem, na ile ją stać.

Acer robi zauważalne postępy na wielu płaszczyznach. Firma coraz lepiej radzi sobie w mobile, gdzie debiutuje coraz więcej fajnych i ciekawych produktów z jej logo. Sukcesywnie poszerza również ofertę desktopów. Nie tak dawno testowałem adresowanego m.in. do graczy laptopa V Nitro, który zresztą stoi na moim biurku i z powodzeniem służy do pracy, gier oraz multimediów. R13 (R7-371T) to nieco inny segment. To jeden z tych komputerów (nazywanych konwertowalnymi), które jednym ruchem dłoni można przekształcić w tablet i wozić ze sobą dosłownie wszędzie. Czyni to ten sprzęt szalenie wszechstronnym.

Konstrukcja

Konstrukcja Acera R13 jest nieco nietypowa, co szczególnie widać po ramce wokół ekranu. Ta sięga zaledwie do połowy wyświetlacza, co pozwala swobodnie obracać go o 180 stopni. Jednym ruchem możemy zatem obrócić ekran i zamknąć klapę, aby otrzymać funkcjonalny tablet. To również świetny sposób na prezentowanie treści na spotkaniu czy wygodne oglądanie filmów. Możliwości jest całkiem sporo, a sam pomysł wydaje się po prostu fajny.

Jak z trwałością? Palmrest i zawiasy (w całości – naprawdę nie ma tutaj żadnych powodów do obaw, choć początkowo sądziłem inaczej) wykonano z aluminium, więc trudno cokolwiek zarzucić. Co ciekawe, producent zastosował tutaj lakier, który imituje trochę plastik – w pierwszym momencie byłem mocno zdezorientowany. Czyżby Acer wstydził się metalowej konstrukcji?

Wyjątkiem jest klapa – zarówno wnętrze (a więc tafla wyświetlacza) jak i wierzch są pokryte szkłem zabezpieczonym dodatkowo powłoką Gorilla Glass 3. Efekt jest niesamowity. Od razu czuć, że mamy do czynienia z produktem z wyższej półki. Nieco odstaje tutaj spód, bo wykonano go z gumowanego tworzywa. Z jednej strony szkoda, ale z drugiej ułatwia to chwyt, bo sprzęt nie wyślizguje się z dłoni. Na spodzie – bliżej przedniej krawędzi umieszczono również całkiem nieźle grające głośniki wspierane technologią DOLBY Home Theater. Imprezy przy nich nie zorganizujemy, ale do seansów wideo w pojedynkę (lub we dwoje) wystarczą.







Klawiaturę umieszczono w delikatnym wgłębieniu. Wyspowe klawisze zostały ułożone tak, by zachować odpowiednio dużą przestrzeń pomiędzy. Każdy z nich ma bardzo krótki skok, ale jest sprężysty i dość twardy. Znamienne jest tutaj to, że zrezygnowano z rzędu klawiszy F1-F12, integrując go z tym, który znajduje się poniżej. W rezultacie całość wygląda bardzo kompaktowo. Trzeba jednak przyznać, że jest wygodna i dobrze się na niej pisze. Touchpad to trochę inna bajka – niby jest duży i w miarę precyzyjny, ale zintegrowane przyciski dla mnie go przekreśliły – nie potrafiłem się przekonać.

Przyjrzyjmy się krawędziom. Z tyłu umieszczono dwa wyloty powietrza. Po prawej stronie mamy gniazdo DC-IN, przycisk zasilania, port USB 2.0 oraz slot na karty pamięci. Po lewej udało się zmieścić HDMI, 2 x USB 3.0 oraz złącze słuchawkowe/mikrofonowe 3,5 mm. Wygląda to na całkiem ergonomiczny układ – w trakcie użytkowania nie czułem żadnego dyskomfortu. Całość mierzy 342 mm x 245 mm x 24 mm przy wadze piórkowej – 1,8 kg. Zmieści się nawet do średniej damskiej torebki.

Ekran i bateria

Acer Aspire R13 został wyposażony w błyszczącą matrycę IPS o przekątnej 13,3 cala. Pracuje ona w rozdzielczości 1920 x 1080 px, co jest w pełni satysfakcjonującym wynikiem. Warto zaznaczyć, że producent ma w ofercie też modele z ekranami Sharpa o rozdzielczości 2560 x 1440 px. Jak dla mnie jednak to już zdecydowana przesada. W testowanym egzemplarzu duże wrażenie zrobił na mnie rewelacyjny kontrast (czego pokłosiem jest fantastyczna czerń), świetne kąty widzenia oraz wysoka oraz sięgająca 325 cd/m jasność wyświetlacza. Rewelacyjnie wygląda też tutaj odwzorowanie pozostałych kolorów. Biel jest wręcz nieskazitelna, a inne barwy bardzo nasycone i żywe. To jeden z lepszych ekranów, jakie widziałem w laptopach.

Zastosowanie znalazła tutaj ogromna bateria o pojemności 51 Wh. Przekłada się to na bardzo satysfakcjonujący czas pracy. Przy najniższej jasności, w trybie oszczędzania energii i z wyłączonymi wszystkimi modułami łączności (WiFi 802.11 b/g/n i Bluetooth 4.0) uzyskałem 11 godzin pracy (bez gier i multimediów, jedynie pakiety biurowe, praca na plikach itp.). Po podkręceniu jasności do połowy, włączeniu WiFi i normalnym użytkowaniu (przeglądarka, filmy, aplikacje) czas ten spadł to 7 godzin, co i tak jest bardzo dobrym rezultatem. Należy się plus.

System i aplikacje

Acer R13 pracuje pod kontrolą Windowsa 8.1, którego nikomu przedstawiać nie trzeba. Producent zadbał o to, żebyśmy mieli co odinstalowywać i umieścił na dysku twardym pakiet swoich aplikacji. A tak poważnie, z bloatware nie jest tak źle, jakby mogło się wydawać. Większość aplikacji to klienckie programy do usług chmury Acer Cloud, których w razie potrzeby można łatwo się pozbyć. Trzeba jednak przyznać, że jest ich tutaj sporo: począwszy od dokumentów, przez menedżer plików, a na przeglądarce multimediów skończywszy.

2014-11-23_235601 2014-11-23_235320 2014-11-24_002008 2014-11-24_001416

Bardzo fajnym dodatkiem jest boczny panel z podręcznymi ustawieniami, gdzie możemy włączyć autorską technologię skalowania obrazu czy jasność adaptacyjną. Praktyczne. Mniej spodobał mi się panel z aplikacjami na pasku zadań. Przypomina on trochę launcher z przeglądarki Chrome. Fani menu Start pewnie będą zachwyceni.

Żadnych bardziej dokuczliwych dodatków nie znalazłem. Jak napisałem, nie jest zatem tak źle i śmiało można przełknąć te dodatki producenta, z czego część na pewno niektórzy użytkownicy docenią. Sam mam Acera i przyznaję, że nie pozbyłem się wszystkiego, co dostałem razem z komputerem.

Wydajność i kultura pracy

Testowany Aspire R13 pracował pod kontrolą procesora Intel Core i5-4210U 1,7 GHz wspieranego przez GPU Intel HD Graphics 4400. To układ niskonapięciowy oparty na architekturze Haswell (litografia 22 nm). Dobrą wiadomością jest, że lada moment na półkach sklepowych pojawią się odświeżone wersje z procesorami Broadwell. Będzie zatem bardziej wydajnie, energooszczędnie i nie tylko. Mój egzemplarz posiadał dodatkowo 4 GB RAM-u, co nie jest zbyt dużą ilością. Myślę, że 8 GB to dziś absolutne minimum – zwłaszcza w sprzęcie tej kategorii. Dopełnieniem tego wszystkiego jest dysk SSD 256 GB – w pełni powinno wystarczyć większości użytkownikom (swoją drogą, polecam wczorajszy felieton). Poniżej zamieszczam zrzuty ekranu z kilku benchmarków.

2014-11-24_001942 2014-11-24_001312 2014-11-24_000243

Wykresy są łaskawe dla Acera R13. W testach spisywał się on zadowalająco – właściwie tak, jak można się było spodziewać od tego procesora Intela. Kopa dawał z pewnością dysk SSD, którego osiągi można podziwiać na zrzucie z CrystalDisk Mark. Jest naprawdę nieźle. Ale benchmarki, benchmarkami – jak to działa w praktyce? Każdy kto miał do czynienia z Core i5 z pewnością wie, na co stać ten układ. Zastosowana tutaj wersja niskonapięciowa (TDP 15 W) doskonale sprawdzała się w większości scenariuszy: internecie, streamingu multimediów, otwarzaniu klipów FHD oraz prostych (bardzo prostych) grach. Jeżeli oczekujecie od tej maszyny, że pociągnie nowe gry Ubisoftu, lepiej od razu przestańcie czytać dalej (choć już zmierzam do końca).

Acer R13 jest stosunkowo cichy. Nawet gdy wentylator rozpędzi się do maksimum, szum, który generuje nie zakłóca pracy ani zabawy. W tym czasie obudowa dość mocno się nagrzewa. Nie udało mi się wycisnąć z tego komputera tyle, aby zaczął się gotować, ale emitowane ciepło było bardzo niekomfortowe, a wręcz wzbudzało niepokój.

Podsumowanie

Acer Aspire R13 to fantastyczny notebook konwertowalny, który nie tylko świetnie wygląda, ale też jest fantastycznie wykonany i oferuje bardzo wysoki komfort pracy oraz zabawy. Największe wrażenie zrobił na mnie zastosowany wyświetlacz, a także bardzo praktyczny mechanizm obracania. Oby przy dłuższym użytkowaniu nie wyrobił się na tyle, by sprawiać użytkownikowi kłopoty. Do plusów trzeba zaliczyć też bardzo satysfakcjonujące osiągi oraz pojemny dysk SSD. Dla poszukiwaczy nietuzinkowego sprzętu, który będzie doskonale się nadawał do przewożenia wydaje się to idealna propozycja.

Trzeba jednak zaznaczyć, że nie wszystko w tym modelu jest idealne. Rozczarowała trochę niewielka ilość RAM-u (ale to mały problem, bo pewnie w sprzedaży są modele z 8 GB) oraz niepokojąco mocno nagrzewająca się obudowa. Czasem problematyczne jest też podnoszenie ekranu, co wynika z obracających go zawiasów. Trzeba sobie zatem wyrobić inne nawyki i nie chwytać za górną krawędź.

W sklepach Acer Aspire R13 R7-371T jest dostępny w cenie ok. 4 tys. zł. Za takie pieniądze otrzymujemy wersję z 8 GB RAM-u i dyskiem SSD 128 GB. Cena wydaje się rozsądna, biorąc pod uwagę walory tego sprzętu. Dostajemy bardzo wydajny i solidny komputer mogący pełnić funkcję tabletu, który zmieści się w prawie każdym plecaku i torbie. Myślę, że nikogo nie rozczaruje ta konstrukcja Acera. Z drugiej strony warto zauważyć, że lada moment w sklepach pojawią się wersje z nowszymi procesorami Broadwell. Warto zatem nieco wstrzymać się z zakupem i polować od razu na odświeżone modele.