Kindle Oasis, najnowszy czytnik Amazonu trafia już do pierwszych użytkowników. Sprzęt zaskakuje niesamowitą konstrukcją oraz ceną wysoką jak nigdy wcześniej. U nas czytnik jest od tygodnia. Czy sprawdza się?

Pytanie retoryczne. Jak może nie sprawdzać się czytnik wyceniany na ok. 1250 złotych? Kindle Oasis to prawdopodobnie najdroższy czytnik Amazonu, jaki zadebiutował na rynku. To jednocześnie najlżejszy i najcieńszy Kindle, jaki kiedykolwiek powstał. W najcieńszym miejscu obudowa mierzy zaledwie 3,4 mm – w najgrubszym zaś 8,5 mm. Zresztą zarówno wysokość i szerokość czytnika zaskakują. Mimo zastosowania ekranu o tej samej przekątnej, mamy tutaj do czynienia ze znacznie bardziej kompaktowym urządzeniem o wymiarach 143 x 122 mm. Takich kształtów Kindle jeszcze nie przybierał. Bez okładki czytnika niemal nie czuć w dłoniach, bo waży 133 gramy.

Ta nietuzinkowa konstrukcja została w wreszcie wykonana z aluminium. Choć nie dotyczy to całości. Z tyłu, w miejscu, gdzie trzymamy dłoń, zastosowano gumowane tworzywo, które ma prawdopodobnie poprawić chwyt. Z przodu mamy natomiast jednolitą taflę szkła. Ramka z trzech stron jest niesamowicie cienka. Przyciski umieszczono tylko na prawo od ekranu, gdzie z oczywistych względów mamy więcej przestrzeni. Czy to oznacza, że Kindle jest tylko dla praworęcznych? Otóż nie. Amazon wreszcie zastosował tutaj akcelerometr, a więc ekran automatycznie obraca się w zależności, w której dłoni trzymamy nasz czytnik. To bardzo wygodne. Fizyczne przyciski mają niski skok i cichy klik. Używa się ich bardzo przyjemnie, a przede wszystko są łatwo wyczuwalne dłonią.

Jestem fanem czytników Kindle. Swoją przygodę zaczynałem od szarego modelu Classic z d-padem (czwarta generacja). W ubiegłym roku zamieniłem go na Paperwhite’a 3, którego przywiozłem z USA, będąc na Intel Developer Forum. To fantastyczne urządzenia – moim zdaniem w swojej klasie bezkonkurencyjne, a dodam, że testowałem kilka Pocketbooków, Onyxów, inkBooków i „no-name’ów”. Jedynym problemem, jaki miałem w Paperwhite 3, była podatność na zarysowania. Wystarczyła krótka podróż w torbie bez etui i na ramce wokół ekranu pojawiły się dwie koszmarne rysy. Etui dla Kindle’a traktuję zatem jako element obowiązkowy.

Najwyraźniej z tego samego założenia wychodzi Amazon, bo nowy Kindle Oasis jest sprzedawany wraz z dedykowanym etui. To nietypowe rozwiązanie, bo okładka jest mocowana magnetycznie – zarówno ona jak i czytnik posiadają pięciopinowe złącza. Po co? Etui posiada własną baterię i wydłuża czas pracy naszego czytnika, czyniąc go oczywiście jednocześnie cięższym (238 g) i grubszym (10,4 mm). Całość działa niczym powerbank. Okładka ładuje akumulator w naszym czytniku. Aby jednak naładować okładkę, nie musimy jej podłączać osobno – wszystko odbywa się za pośrednictwem portu Micro USB w naszym czytniku. Najpierw ładowany jest on, a potem okładka. Ma to sens. Siedząc w domu, odczepiamy etui i korzystamy z lekkiego, cienkiego urządzenia. Wyjeżdżając, podczepiamy okładkę, pakujemy sprzęt do torby i zapominamy o wszystkim. I tak możemy przez kilka miesięcy bez myślenia o ładowarce – przynajmniej tak deklaruje Amazon.

Czytnik bez okładki fantastycznie leży w dłoni. Zgrubienie w obudowie w miejscu, gdzie ją trzymamy zostało niemal idealnie zaprojektowane z myślą o użytkowniku.

Czytnik bez okładki fantastycznie leży w dłoni. Zgrubienie w obudowie w miejscu, gdzie ją trzymamy zostało niemal idealnie zaprojektowane z myślą o użytkowniku. Po założeniu etui jest już nieco gorzej, ale wtedy większość z nas i tak odchyla okładkę do tyłu. Ogólnie na ergonomię nowej konstrukcji nie mogę napisać nic złego. Czytam od tygodnia i nie odczuwam żadnego dyskomfortu. Warto jednak dodać, że okładka nie zapewnia pełnej ochrony czytnika przed np. upadkami. Z tyłu zabezpiecza ona jedynie 2/3 powierzchni czytnika, a krawędzie pozostają całkowicie odsłonięte. Budzi to pewne obawy. Co zabawne, mam jakoś więcej zaufania do nieoryginalnego etui, które kupiłem dla Paperwhite’a 3.

Ekran taki sam, software taki sam, a bateria?

Dwie rzeczy w nowym czytniku nie uległy zmianie. Mowa tutaj o ekranie oraz oprogramowaniu. Zacznijmy od pierwszego. Zastosowanie znalazł tutaj 6-calowy panel E Ink Carta o rozdzielczości 1440 × 1080 px. Daje to zagęszczenie pikseli na poziomie 300 PPI. Taki sam wyświetlacz mają modele Papwerhite III oraz Voyage. Podniesiono jedynie nieco intensywność podświetlenia. Maksymalna jasność wynosi teraz 169 cd/m². To efekt zwiększonej liczby diod podświetlających. W Paperwhite były tylko cztery, w Voyage zwiększono tę liczbę do sześciu, a w Oasis mamy ich aż dziesięć. Dzięki równomiernemu rozłożeniu nie ma mowy o jakimkolwiek cloudingu. Co jednak ciekawe, zabrakło czujnika światła, który w Voyage regulował podświetlenie w oparciu o panujące wokół warunki.

O samym ekranie w Kindle Paperwhite 3 i Voyage pisano już wiele. Charakteryzuje się on fantastycznymi parametrami i Oasis pod tym względem nie odstaje od normy. Fantastyczny kontrast, bardzo ostre, niepostrzępione fonty oraz dobre odwzorowanie bieli i czerni to jego najważniejsze atuty. Amazon mówi ponadto o zastosowaniu 200-mikronowej tylnej płyty wyświetlacza. Ma ona grubość folii aluminiowej, a jednocześnie ma być bardzo wytrzymała. Dodatkowo sam wyświetlacz pokryty jest wzmocnionym chemicznie szkłem. Nie próbowałem zarysować egzemplarza testowego, więc pozostaje wierzyć na słowo.

Kindle Oasis pracuje pod kontrolą tego samego oprogramowania, które znajdziemy w innych czytnikach Amazonu. Co jednak szczególnie rozczarowujące, nie uświadczymy tutaj absolutnie żadnych nowych funkcji.

Kindle Oasis pracuje pod kontrolą tego samego oprogramowania, które znajdziemy w innych czytnikach Amazonu. Co jednak szczególnie rozczarowujące, nie uświadczymy tutaj absolutnie żadnych nowych funkcji. Oczywiście software dostosowano do urządzenia, więc na panelu z przełącznikami ustawień pojawiają się informacje o procentowym naładowaniu czytnika oraz okładki. Nic więcej jednak nie zauważyłem – przynajmniej w porównaniu z moim Paperwhite 3. To samo mogę napisać o podzespołach. Oasis działa tak samo, jak PW3 – nie zaobserwowałem żadnych różnic w responsywności obu czytników. Oba mają też tyle samo pamięci wewnętrznej – 4 GB.

Jeżeli dotąd nie korzystaliście z czytników Kindle, odsyłam Was do innych artykułów na temat ich funkcji i możliwości. Tutaj jedynie, z redaktorskiego obowiązku dopiszę, że są to urządzenia bardzo mocno zintegrowane z chmurą i sklepem Amazon. Z poziomu urządzenia możemy kupować książki, ale też mamy możliwość stworzenia dla naszego czytnika adresu e-mail, na który będziemy wysyłali ebooki. Wówczas, po nawiązaniu łączności z internetem, automatycznie je pobierze do pamięci. To ważne, bo Kindle natywnie obsługuje jedynie formaty KF8, AZW, MOBI, PRC, TXT i PDF. Nie otworzymy na nim książek EPUB, które są dość popularne, ani tym bardziej dokumentów Office’a. Pliki przesyłane za pomocą adresu e-mail są natomiast konwertowane w chmurze na obsługiwany format – w większości przypadków z dobrym rezultatem.



Samo oprogramowanie czytnika jest bardzo dopracowane. Mamy tutaj obsługę spisów treści, a także system zakładek, podświetleń i notatek. To wszystko jest również synchronizowane z serwerami Amazona. Mało tego, dzięki wbudowanym słownikom możemy sprawdzić znaczenie dowolnego słowa, a łączność z siecią pozwala nam przeszukać pod jego kątem Wikipedię lub dokonać tłumaczenia na inne języki. Niestety Kindle dalej nie wspiera języka polskiego, a więc zarówno interfejs jak i opisywane funkcje działają jedynie po angielsku (niemniej są sposoby na instalację polskich słowników).

Czytniki Kindle zawsze mogły pochwalić się fantastycznym czasem pracy. Na jednym ładowaniu mój Paperwhite działał tygodniami przy czytaniu po 2-3 godziny dziennie. Na temat Oasis nie mogę jeszcze napisać nic konkretnego, bo czytnik jest u mnie od tygodnia. Dopiero po 2-3 miesiącach czytania będę mógł zaktualizować recenzję. Amazon deklaruje, że w przypadku samego czytnika, możemy mówić o zbliżonym czasie pracy do innych modeli. Po podłączeniu okładki wydłuża się on jednak do nawet kilku miesięcy. Niestety – będę to mógł zweryfikować dopiero po tym czasie. Dodam jednak, że redaktorzy Engadget, którzy mają czytnik dłużej są zdania, że akumulator w samym czytniku (bez okładki) wystarcza na ok. 2 tygodnie regularnego czytania.

Czy to jest warte takich pieniędzy?

Kindle Oasis jest drogi. W przeliczeniu na złotówki za wersję WiFi musimy zapłacić ok. 1250 zł. Za model z 3G zapłacimy jeszcze więcej bo ponad 1500 złotych. Czy Amazon oszalał, każąc nam tyle zapłacić za czytnik ebooków? Otóż nie. Firma dotąd oferowała swoje urządzenia w różnych cenach. Modele Classic były na ogół wyceniane na 400-500 złotych. Dziś za jakieś 100-200 złotych więcej możemy mieć już Paperwhite 3. Zwykły użytkownik, który chce po prostu czytać ebooki na świetny urządzeniu z dobrym ekranem ma zatem wybór. Modele Voyage i Oasis są adresowane do innych osób, które szukają czegoś więcej. Amazon tym sposobem staje się bardziej wszechstronny i odpowiada na potrzeby większej liczby osób – nie tylko tych, które chcą mieć czytnik, ale również tych, które chcą mieć NAJLEPSZY czytnik. I Kindle Oasis właśnie taki jest. Przynajmniej ja tak go widzę.

Amazon staje się bardziej wszechstronny i odpowiada na potrzeby nie tylko tych osób, które chcą mieć czytnik, ale również wszystkich, którzy chcą mieć NAJLEPSZY czytnik. I Kindle Oasis właśnie taki jest.

Jestem pewny, że nie zaliczam się do grona osób, które byłyby gotowe wydać 1250 zł na czytnik ebooków. Nie jestem też do końca przekonany, czy Oasis jest faktycznie tyle wart. Na Świecie Czytników Robert dokonał bardzo fajnej kalkulacji, dowodząc, że Voyage z najlepszą okładką jest tylko 10 dolarów tańszy od modelu Oasis, gdzie ta okładka znajduje się w zestawie. Może zatem nowy czytnik jest odpowiedzią na rosnący popyt na zamówienia czytników z (horrendalnie drogimi) oryginalnymi okładkami z logo Amazon. To już jednak wyłącznie moje spekulacje.

Mocną stroną Oasis jest design i jakość wykonania. To najładniejszy (to oczywiście kwestia gustu) i najlepiej wykonany Kindle w historii – na mnie robi piorunujące wrażenie. Jest przy tym ciągle bardzo wygodny w obsłudze i ergonomiczny. Ciągle posiada też fantastyczny wyświetlacz i bardzo intuicyjne oprogramowanie z wieloma praktycznymi funkcjami i rozwiązaniami. Z tym, że to możemy mieć za ok. 500-600 złotych w PW3. Czy zatem warto dopłacać?