Miniaturowe komputerki w kształcie pendrive'a nie są żadną nowością na rynku. W ubiegłym roku testowałem Intel Compute Sticka, swoistego prekursora tego typu rozwiązań. Kilka tygodni temu trafiła do mnie druga generacja urządzenia.

Testowany przeze mnie w lipcu 2015 roku Intel Compute Stick okazał się całkiem fajnym gadżetem. Sporo mu brakowało do ideału, czemu trudno się dziwić – w końcu mówimy o komputerze wielkości (nieco przerośniętego ale jednak) klucza USB. Dongle na dobre zagościły w salonach wielu użytkowników, a dla innych stały się niedrogim sposobem na przekształcenie telewizora w sprzęt kategorii Smart TV bez potrzeby wymiany całego telewizora.

Od kilku tygodni do mojego telewizora podłączony jest model drugiej generacji, który od poprzednika różni się przede wszystkim zastosowanym chipem. Oparto go bowiem na procesorze Intel Atom x5-Z8300. Przy czym warto zauważyć, że to najsłabszy z dostępnych na rynku modeli. W niedalekiej przyszłości do Polski mają również trafić wersje napędzane Core M szóstej generacji. Poza zastosowanym SoC i pamięcią RAM nie będą się one różniły od testowanego modelu, którego specyfikacja wygląda następująco:

  • Intel Atom X5-Z8300 4 x 1,44 GHz
  • 2 GB RAM DDR3 1600 MHz
  • 32 GB eMMC + MicroSD
  • Wireless-AC 7265 (802.11 ac)
  • Bluetooth 4.0
  • Złącza:  1 x USB 2.0, 1 x USB 3.0, 1 x McroUSB

Wygląd i wykonanie

Nowy Intel Compute Stick pod względem konstrukcji mocno przypomina poprzednika. Jest od niego nieco dłuższy ( 113 x 38 x 12 mm) i nieco inaczej wykończony. Przede wszystkim widać to po otworach wentylacyjnych, gdzie zastosowano większe maskownice z okrągłymi otworami. Pod pierwszym z nich (tym bliżej wtyku HDMI) mamy mały wentylator. Na przeciwległym krańcu zastosowanie znalazł błyszczący, lakierowany plastik, na którym umieszczono diodę LED, logo producenta oraz zaczep dla np. smyczki.

Tym razem do dyspozycji otrzymujemy dwa pełnowymiarowe porty USB: jeden w standardzie 2.0 i jeden 3.0. Na tej samej krawędzi  znajdziemy również przycisk power i złącze MicroUSB. Służy ono niestety jedynie do zapewnienia komputerkowi zasilania. W zestawie znajdziemy ładowarkę z różnymi końcówkami przystosowanymi do gniazdek brytyjskich, europejskich i amerykańskich. Niestety, w przeciwieństwie do poprzednika, kabelek jest do niej przymocowany na stałe. Plusem jest natomiast, że ma zdecydowanie większą długość.



Przeciwległa krawędź kryje jedyne slot na kartę MicroSD. Na spodzie mamy natomiast tabliczkę znamionową wraz z masą informacji o certyfikatach, numerami seryjnymi itp.

Producent do zestawu dołącza zaślepkę na wtyk HDMI, co z pewnością przyda się podczas podróży. W pudełku znajdziemy również przedłużacz, dzięki czemu Sticka można łatwiej podłączyć do złącz HDMI umieszczonych w dość niefortunny sposób, albo trudno dostępnych.

Ogólna jakość wykonania nie rzuca na kolana. Cała konstrukcja jest plastikowa. Nie nazwałbym jednak Intel Compute Sticka urządzeniem wątłym. Podróż w plecaku, torbie czy nawet kieszeni nie powinna skończyć się dla niego tragicznie. Jednak traktując go w ten sposób, szybko pewnie zobaczymy tu i ówdzie zarysowania – szczególnie na tej błyszczącej części konstrukcji.

Wydajność i kultura pracy

Specyfikacja testowanego Intel Compute Sticka nie rzuca na kolana. Urządzenie napędza czterordzeniowy Intel Atom X5-Z8300 (Cherry Trail) z zegarem 1,44 GHz wspierany przez 2 GB pamięci SDRAM DDR3 na szynie 1600 MHz (rok temu było to 1333 MHz). Dostępna przestrzeń na dane użytkownika nie uległa zmianie – dalej mamy 32 GB eMMC oraz slot na karty MicroSD. W praktyce do dyspozycji otrzymujemy partycję o rozmiarze 27,8 GB. Aż 9,3 GB zajmuje system operacyjny, a więc do dyspozycji pozostaje nam jedynie 18,6 GB przestrzeni.

Zastosowanie znalazł tutaj nowy moduł bezprzewodowy. Obecny w ubiegłym roku Realtek RTL8723BS został zastąpiony przez dwuzakresową kartę Wireless-AC 7265 obsługującą sieci WiFi w standardzie 802.11 ac oraz Bluetooth 4.0. To ważne, bo jednym z najciekawszych zastosowań dla takiego urządzenia jest lokalny streaming gier z desktopa za pośrednictwem Steama. Jeżeli mamy w sypialni mocnego PC podłączonego do tej samej sieci WiFi, możemy uruchamiać gry na nim, a następnie bezprzewodowo strumieniować je do Intel Compute Sticka podłączonego do telewizora. Sprawdziłem t0 – wydajność oferowana przez zastosowaną kartę sieciową jest w pełni satysfakcjonująca, więc rozrywka była bardzo komfortowa i całkowicie płynna.

Komputerek został fabrycznie wyposażony w Windowsa 10. Niestety jest to 32-bitowa wersja systemu. Z jednej strony to zrozumiałe, biorąc pod uwagę zaledwie 2 GB pamięci RAM. Z drugiej, coraz więcej aplikacji wymaga już 64-bitowego oprogramowania. Poza tym jest to czysty, pozbawiony jakiegokolwiek bloatware system operacyjny. I całe szczęście, bo ten mały komputerek mógłby nie przeżyć jakichkolwiek większych „bonusów” od producenta.

Jak to wszystko działa w praktyce? Poniżej zamieszczam zrzuty ekranu z Cinebench 11.5 (ostatnia wersja, która wspierała 32-bit), Atto Disk Benchmark, CrystalDisk Mark oraz 3D Marka (Testy SkyDiver i Ice Storm). Rezultaty nie są fantastyczne. Rozczarowują niskie transfery odczytu i zapisu zastosowanych kości eMMC. Po SoC nie spodziewałem się rewolucji i faktycznie – w porównaniu z ubiegłorocznym modelem napędzanym chipem Intel Atom Z3735F różnice nie są jakoś szczególnie duże, jeśli chodzi o CPU. Widać jednak duży, nawet 50-procentowy przyrost wydajności GPU. Nie łudźcie się jednak, że na Sticku będziecie mogli grać w produkcje AAA. To ciągle słabiutki układ, który sprawdzi się głównie w multimediach. Nie znaczy to oczywiście, że nie pogramy w ogóle – starsze produkcje i casualowe tytuły z Windows Store działają względnie płynnie.

Zastosowany w Intel Compute Stick malutki wentylator pracuje bez przerwy. W rezultacie, po włączeniu komputerka słychać cichy szum. Nie jest on jakoś szczególnie dokuczliwy i łatwo go zagłuszyć. Niestety w momentach absolutnej ciszy będziemy odczuwali jego obecność. Czekam, kiedy w końcu tego typu urządzenia będą chłodzone pasywnie. Niestety prędko się to nie stanie, bo temperatury pracy Intel Compute Sticka są relatywnie wysokie. W spoczynku SoC miał ok. 68-70 stopni. W stresie jego temperatura skakała do nawet 79-80 stopni. To dużo. Obudowa Sticka już po godzinie pracy dość mocno się nagrzewa. Trudno stwierdzić, jak to wpłynie na pracę sprzętu przy dłuższym użytkowaniu.

Na co komu Intel Compute Stick?

Dla Intel Compute Sticka można znaleźć masę zastosowań. Pisałem o nich już przy okazji poprzedniego modelu. Przede wszystkim jest to urządzenie, które niewielkim kosztem (ok 700-800 zł) rozszerza możliwości naszego telewizora. W ten sposób przekształcamy go w pełnowartościowego peceta (o małej mocy obliczeniowej, ale jednak). Możemy nim sterować na kilka sposobów. Ja do sampla testowego otrzymałem klawiaturkę Logitech K400 z wbudowanym touchpadem. Nie jest to jednak jedyny sposób, bo w Google Play znajdziemy aplikację Intel Remote Keyboard, która przekształca wyświetlacz naszego smartfona lub tabletu w klawiaturę z gładzikiem. Nie jest to może rozwiązanie tak wygodne, ale z pewnością przyda się w ekstremalnych sytuacjach lub podczas podróży, gdzie nie weźmiemy ze sobą żadnych innych akcesoriów.

Podstawowym problemem Intel Compute Sticka jest niewielka moc obliczeniowa i niewiele pamięci RAM. To sprawia, że komputerkowi trudno sprostać bardziej wymagającym czynnościom. Tak naprawdę najlepiej sprawdza się on zatem w pracach biurowych, odtwarzaniu multimediów oraz przeglądaniu internetu. Jeżeli ktoś szuka właśnie takiego miniaturowego rozwiązania, które w prosty sposób przekształci jego telewizor w komputer z Windowsem, Intel Compute Stick powinien się sprawdzić, ale tylko pod warunkiem, że nie będziemy od niego oczekiwać zbyt wiele…

Ocena: 6+/10