13

Tesla w końcu zaliczyła dobry kwartał. Będzie już tylko lepiej?

Elon Musk w ostatnim tygodniu zajmował się pewnie SpaceX, skupił większość uwagi na biznesie kosmicznym, bo próbował przekonać miliony ludzi na całym świcie, że uda mu się zabrać człowieka na Marsa. Wczorajszy dzień należał jednak do innego biznesu amerykańskiego miliardera: wyniki kwartalne podała Tesla. Nadal nie ma sensu porównywać ich z rezultatami starych, dobrze znanych producentów, ale widać progres - korporacja z Doliny Krzemowej w końcu zaczyna się rozkręcać.

Samochody Tesli to ciągle gorący temat: od lat poświęca im się mnóstwo miejsca w mediach, chociaż sprzedaż nie poraża – jeszcze kilka miesięcy temu, gdy pisałem o raporcie za drugi kwartał bieżącego roku, wspominałem, że jest słabo.

Jak to wygląda na papierze? Tesla w poprzednim kwartale dostarczyła do klientów niecałe 14,5 tysiąca aut, większość stanowił Model S. To wynik gorszy od tego, jaki osiągnięto w pierwszym kwartale, nie udało się też sprostać własnym prognozom: firma zakładała, że do klientów dotrze 17 tysięcy pojazdów. Łącznie przez pół roku producent dostarczył mniej niż 30 tysięcy samochodów, a zakładał, iż w tym roku osiągnie wynik na poziomie 80-90 tysiecy sztuk dostarczonych do klientów. Widać, że ciężko będzie dobić nawet do tej niższej granicy. Same kiepskie informacje? Niekoniecznie.[źródło]

Dlaczego napisałem „niekoniecznie”? Powody były dwa: po pierwsze, firma informowała, że kilku tysięcy gotowych aut nie zdołała dostarczyć do klienta, więc ich nie liczy w raporcie. Po drugie, zakładano, że druga połowa roku będzie znacznie lepsza. Założenie, z którego niewiele pozostało? Otóż nie. Firma poinformowała wczoraj, iż w trzecim kwartale dostarczyła do klientów (to ważne: liczą się zamknięte transakcje) 24,5 tysiąca samochodów. Co ciekawe, aż 8700 sztuk przypadło na Model X, który jeszcze niedawno stanowił niewielką część wyników. Najwyraźniej coś ruszyło.

Samochody Tesli poprawiły wyniki z analogicznego okresu roku poprzedniego i z drugiego kwartału 2016 roku. W obu przypadkach widać skok. A w kolejnym kwartale, mimo trudnych warunków, ma być równie dobrze. W efekcie producent może sprostać 80 tysiącom aut, które zaplanował dostarczyć w tym roku. Co prawda, wcześniejsze plany były bardziej ambitne, ale dość szybko stało się jasne, że trudno będzie je zrealizować. Możliwe, że od ambitnych planów przechodzimy do realnego biznesu – to wyjdzie na dobre firmie, mniej będzie rozczarowań.

Ten motyw jest szczególnie ważny w kontekście dalszego rozwoju firmy. Przecież już za parę lat producent zamierza dostarczać na rynek kilkaset tysięcy samochodów w jednym roku. Odważnie, ale chyba nierealnie. Dobrze by się stało, gdyby Tesla zaczęła patrzeć na swoje możliwości obiektywnie. Zakładam, że doprowadziłoby to do dalszych spadków cen akcji (w tym roku zaliczono już solidny zjazd), ale skończyłoby się korygowanie prognoz, tłumaczenie, że samochody Tesli będą się sprzedawać dobrze za miesiąc/kwartał/rok, że na razie jest to rozgrzewka. Korporacja powinna postawić sprawę wprost: jesteśmy na dorobku, minie sporo czasu, nim staniemy się dużym graczem.

Zastanawiam się, jak na wyniki w poprzednim kwartale wpłynął list Elona Muska, który prosił pracowników, by oszczędzali i pracowali na wyższych obrotach? Zachęcił i zmotywował, co miało przełożenie na dobre rezultaty, czy nie należy się w tym doszukiwać tłumaczenia dla liczb umieszczonych w raporcie? I jak te działania podziałają na inwestorów, o których zabiega Elon Musk oraz na akcjonariuszy, którzy krzywym okiem patrzą na łączenie Tesla Motors z SolarCity? Sporo pytań, na razie niewiele odpowiedzi. Należy jednak podkreślić, że poprzedni kwartał w wykonaniu firmy był naprawdę dobry: samochody Tesli w końcu wykręciły solidny wynik. Oby była to zapowiedź dalszych mocnych wzrostów.