11

Tesla cichaczem podała wyniki sprzedaży – od konkurencji firmę nadal dzieli przepaść

Za Oceanem święto państwowe, fajerwerki rozświetlą niebo na koniec dłuższego weekendu. Nastroje pewnie dobre, atmosfera podniosła i imprezowa zarazem. Ale niektórzy obserwują w tym czasie doniesienia z gospodarki, informacje, na które warto zwrócić uwagę, a które mogą umknąć oczom wpatrzonym w sztuczne ognie. Wyłapują te ciekawostki i je nagłaśniają - przykładem Tesla, która chciała chyba po cichu podzielić się wynikami w niedzielę, środek długiego weekendu. Dane opublikowano, ale cicho nie było - media to wyłapały. Na szczęście dla Muska i jego ekipy szoku i mocnych spadków na giełdzie nie będzie: raport może się rozejść po kościach przez dwa dni...

Sprzedaż Tesli nie jest imponująca – podkreślam to od dawna. Mówimy o tej firmie dużo i w istocie zasługuje ona na uwagę, ale nie ze względu na rozmiary produkcji: rocznie dostarcza klientom kilkadziesiąt tysięcy samochodów, a przy wynikach starych koncernów motoryzacyjnych wygląda to przecież bardzo słabo, wręcz jak ciekawostka. Firma ciągle jednak przekonuje, że za kilka lat wyniki będą znacznie lepsze, że roczna produkcja i sprzedaż wzrośnie do setek tysięcy, następnie przebije granicę miliona i nie jest to odległa perspektywa. Wtedy nikt nie powie, że Tesla Motors to jakiś wybryk, błąd w systemie, który nie ma szans przetrwać. Nim jednak do tego dojdzie…

Nadal daleko od dużych liczb

Jak już wspomniałem, sprzedaż Tesli w drugim kwartale doczekała się oficjalnego podsumowania w niedzielę poprzedzającą święto – sprytny wybieg, który ma na celu wyciszenie sprawy i uspokojenie nastrojów przed powrotem do notowań na giełdzie. Korporacji Muska zależy teraz na spokoju i wysokiej wycenie akcji, ważą się losy mariażu firmy z Solar City. Trzeba przy tym przypomnieć, że producent ma już na głowie poważny kłopot: w USA toczy się śledztwo, które ma wykazać, czy za śmierć jednego z właścicieli Tesli Model S odpowiada Autopilot. Powrót do pytań o to, kiedy sprzedaż Tesli zacznie być satysfakcjonująca, pewnie nie jest tym, co chce teraz wyjaśniać Musk.

Jak to wygląda na papierze? Tesla w poprzednim kwartale dostarczyła do klientów niecałe 14,5 tysiąca aut, większość stanowił Model S. To wynik gorszy od tego, jaki osiągnięto w pierwszym kwartale, nie udało się też sprostać własnym prognozom: firma zakładała, że do klientów dotrze 17 tysięcy pojazdów. Łącznie przez pół roku producent dostarczył mniej niż 30 tysięcy samochodów, a zakładał, iż w tym roku osiągnie wynik na poziomie 80-90 tysiecy sztuk dostarczonych do klientów. Widać, że ciężko będzie dobić nawet do tej niższej granicy. Same kiepskie informacje? Niekoniecznie.

Za pozytywną wiadomość należy uznać to, że firma wyprodukowała w poprzednim kwartale blisko 18,5 tysiąca maszyn – kilku tysięcy nie zdążyła po prostu dostarczyć do klienta, zostaną już zliczone w trzecim kwartale. Producent zakłada też, że produkcja Tesli w drugiej połowie 2016 roku osiągnie pułap 50 tysięcy sztuk. To tyle, ile udało się wyprodukować i dostarczyć w całym 2015 roku – korporacja zbliżyłaby się do wspomnianych przed momentem 80 tysięcy z prognoz. Wyniki są coraz lepsze, sprzedaż Tesli zauważalnie rośnie, ale do poprzeczek wyznaczonych na nieodległą przyszłość nadal jest bardzo daleko.

Sprzedaż Tesli daleko od granicy jednego miliona

Spoglądając na raporty Tesla Motors, cały czas trzeba pamiętać, jakie są plany firmy – przecież producent głośno mówi o tym, że jeszcze w tej dekadzie z taśm produkcyjnych mają zjeżdżać setki tysięcy aut w jednym roku, za kilka lat ma to być okrągły milion. Nadal mniej niż najwięksi gracze z biznesu, ale to nie może dziwić: to nie rynek smartfonów, tu nie da się w ciągu dekady zdominować sektora. Ów milion i tak robiłby olbrzymie wrażenie, Tesla udowodniłaby, że liczy się w biznesie, że ma wielkie ambicje poparte wynikami sprzedaży. I prawdopodobnie zaczęłaby zarabiać – z tym nadal jest problem.

Tyle, że do tego miliona droga nadal daleka, a im bliżej końca dekady, tym częściej wydaje się, że Elon Musk i jego ekipa przeszarżowali. Tylko czy to powinno dziwić? Jeśli spojrzymy na dotychczasową historię firmy i to, co dzieje się w innych biznesach Muska, zobaczymy, że do kalendarza podchodzi się tam bardzo optymistycznie. Doskonale widać to po premierach nowych samochodów – były wyczekiwane wcześniej, ale ogłaszano kolejne opóźnienia. Realia nie nadążają za ambicjami. Czy to problem? Dla inwestorów czy klientów pewnie tak, bo mieli inne oczekiwania. Możliwe jednak, że zdążyli się już przyzwyczaić do zbytniego optymizmu Muska.

Pisząc to, chciałbym przypomnieć zapowiedzi naszych polityków, którzy mówili niedawno o milionie elektrycznych aut na polskich drogach w ciągu dekady. O ile prognozy Muska są przesadzone, o tyle te wyliczenia należy uznać za oderwane od rzeczywistości. Trudno już nawet mówić o optymizmie – wkraczamy raczej na grunt baśni…