0

Tesla Semi na ostatniej prostej? Już rozwozi osobowych „braci”..

Tesla Semi nie trafiła jeszcze w ręce klientów, ale już ciężko pracuje w logistyce firmy Muska. Tesla po raz kolejny zdecydowała się użyć przedprodukcyjnych wersji swojej ciężarówki w celu dostarczenia klientom samochodów osobowych. Oczywiście pomoc w dostawach to tylko dodatek, najważniejszą sprawą załatwianą w ten sposób są testy w prawdziwych, polowych warunkach.

Do widywanych już na ulicach grafitowych i srebrnych egzemplarzy, tym razem dołączył nowy, czerwony model. Pojawienie się na ulicach kolejnej serii Semi może świadczyć o tym, że projekt od strony technicznej jest już na ukończeniu i dotrzymanie terminów na rok 2021 r. nie powinno być zagrożone.

Tesla Semi, przełom czy ciekawostka?

Tesla Semi jest kolejnym ważnym elementem układanki Elona Muska. Jest to pojazd pozycjonowany w Stanach Zjednoczonych w tzw. 8 klasie, najcięższych pojazdów transportowych zabierających ładunki o wadze powyżej 15 ton. Jest to grupa niezwykle popularnych i ważnych z ekonomicznego punktu widzenia samochodów transportowych, w której prym wiodą takie marki jak Kenworth, Peterbilt czy Freigtliner.

Jak wiadomo, te potężne maszyny napędzane są ogromnymi i zupełnie nieekologicznymi silnikami diesla, co powoduje spore problemy dla firm transportowych, w które zaczynają uderzać różnego typu obostrzenia dotyczące emisji spalin. W tym swoją szansę zauważyła Tesla, która w 2017 r. zaprezentowała pierwszy prototyp Semi i obiecała, że pojazd będzie cechować zasięg około 800 km, przy pełnym załadunku i podróży autostradą.

Klienci zwiększają zamówienia

Do dziś zebrano zamówienia na około 600 szt. tego pojazdu, ostatnio swoje rezerwacje znacznie zwiększył na przykład kanadyjski Walmart, do którego ma trafić aż 130 szt. tej ciężarówki. Wśród klientów, którzy zdecydowali się uiścić niemała, wynoszącą 20000 dolarów, przedpłatę są między innymi PepsiCo, FedEx czy DHL. Pierwsze prognozy Muska mówiły o możliwych ograniczonych dostawach Semi pod koniec 2020 r., ale ze względu na sytuację z koronawirusem termin przesunięto na 2021 r.

Semi będzie produkowana najprawdopodobniej w budowanej właśnie fabryce w Austin w Teksasie, której rozpoczęcie działalności operacyjnej przewidziane jest na połowę 2021 r. Ostatnim elementem układanki, potrzebnym do sukcesu tego ciężarówki, mają być ładowarki Megacharger, które zapewne w najbliższym czasie zaczną pojawiać się na amerykańskich ulicach. Mają one umożliwić ładowanie Semi tak, aby w ciągu 30 minut można było uzyskać 640 km zasięgu.

Konkurencja wpadła w kłopoty

Coraz większe problemy ma za to jeden z głównych konkurentów w zakresie zeroemisyjnych ciężarówek, czyli Nikola Motor. Chwaląca się nowatorskim napędem wodorowym firma, wpadła ostatnio w problemy związane z podejrzeniami, że ich rozwiązania nie działają. Coraz ciemniejsze chmury zbierają się nad głową byłego już CEO, któremu do zarzutów oszustwa doszły jeszcze oskarżenia o przemoc seksualną, ale i sama firma nie ma powodów do radości. General Motors, mający „na dniach” zainwestować w tę firmę przyjął na razie postawę wyczekującą.

Jeśli wspomniany koncern zrezygnowałoby ze wspierania Nikoli, wydaje się, że ciężko byłoby ją uratować. Problemy tej firmy mogą spowodować, że część firm, które planowały zakupy tego wodorowego ciągnika (podobno mieli kilka tysięcy zamówień), może przerzucić swoje zainteresowania na będący na finiszu projekt firmy Muska. Wydaje się, że kluczowym dla tego biznesu będzie 2021 r. jeśli Tesla dotrzyma terminów, może powtórzyć sukces z rynku osobowego, a patrząc przez pryzmat samego działu ciężarówek klasy 8, nawet go przebić.

Źródła: [1], [2], [3]