Tesla

Za ciężarówkę Tesli trzeba będzie zapłacić zadziwiająco... mało

MS
Maciej Sikorski
10

Będzie drogo, lecz firmy zaoszczędzą na eksploatacji - takie opinie pojawiały się po premierze ciężarówki Tesla Semi. Firma nie podała wówczas cen, więc wystartował festiwal spekulacji. Elon Musk i spółka postanowili jednak rzucić więcej światła na ten temat i na stronie produktu znajdziemy już cennik. Wstępny, ale to zawsze coś. Wraz z nim pojawiło się zaskoczenie, ponieważ koszt zakupu nie powala na łopatki - jeśli za te pieniądze firmie uda się zrealizować zapowiedzi, można się spodziewać dużego zainteresowania maszyną.

Tesla Semi nieprędko pojawi się na ulicach, zwłaszcza polskich, ale zeszłotygodniowa premiera wciąż podgrzewa atmosferę w segmentach moto, logistyki, handlu i tech. Bo to może być nowe otwarcie w transporcie towarów - pojawiają się już zapowiedzi innych elektrycznych ciężarówek, lecz w porównaniu z maszyną Tesli, wypadają one blado. Zwłaszcza na polu zasięgu. Skoro jednak ten pojazd ma być tak dobry, pewnie i cena będzie wyśrubowana. Okazuje się, że nie jest źle.

Na stronie producenta pojawił się wstępny cennik. Podkreślę, że chociaż nie powinien on się zbytnio zmieniać, to nie są to ceny ostateczne. Co więcej: mowa o wersjach podstawowych - dodatkowe wyposażenie i ewentualne bonusy będą ją podnosić. O ile? To pewnie pozostanie zagadką przez parę lat.

Wersja podstawowa o zasięgu 300 mil (480 km) ma kosztować 150 tysięcy dolarów. Jeśli firma/kierowca będzie zainteresowany pojazdem o zasięgu 500 mil (800 km), musi się przygotować na wydatek rzędu 180 tysięcy dolarów. Co nam to mówi? Warto przywołać ceny ciężarówek z silnikiem diesla. Te startują ponoć z poziomu 100 tysięcy dolarów, za 120 tysięcy można już kupić pożądany pojazd. Tesla Semi będzie zatem droższa o kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Jest jedno, ważne "ale": Musk i spółka przekonują, że ich samochód ma gwarantować znaczne oszczędności na polu eksploatacji. Po przejechaniu miliona mil (1,6 mln km) uda się zaoszczędzić ponad 200 tysięcy dolarów. A zatem mówimy o pieniądzach, które pozwolą kupić nowy pojazd.

Na uwagę zasługuje fakt, że Tesla zwiększyła zaliczkę, którą muszą wpłacić firmy ustawiające się w kolejce po ciężarówki - jeszcze tydzień temu mowa była o 5 tysiącach dolarów, teraz jest to 20 tysięcy. Powód? Trudno powiedzieć. Może firma nie chce stworzyć zbyt długiej listy oczekujących, którzy potem będą się niecierpliwić? A może liczy na to, że uzyska solidny zastrzyk gotówki? Ciekawym wątkiem jest także zakup pojazdu w ramach Founders Series - zapewnia pierwszeństwo w otrzymaniu maszyny. Koszt? 200 tysięcy dolarów. I nie ma tu zaliczek: tę kwotę trzeba wpłacić w całości. Intrygujące o tyle, że płaci się dużą kasę za bycie... królikiem doświadczalnym. Rozumiem, że to nowość, która z czasem może się okazać hitem, ale nie brakuje też wątpliwości - zaledwie kilka dni temu pisałem o uwagach człowieka, który jeździł ciężarówkami i kręci nosem nad niektórymi pomysłami Tesli.

Przy okazji podania cen, pojawiły się głosy, że... Tesla musiała coś zmienić w procesie produkcyjnym, dokonać postępu w technologii związanej z akumulatorami. W przeciwnym razie interes z ciężarówką może się nie spinać - wspominałem, że będzie ona droższa od diesla, ale nie na tyle droższa, by pokryć wydatki związane z dzisiejszą produkcją akumulatorów. Czy należy zatem założyć, że korporacja szykuje duże zmiany? Pewnie i w tym przypadku odpowiedź poznamy nieprędko.

Niektórych zdziwić może, że 150-200 tysięcy dolarów uznaję za niską cenę. Wszak to 500-700 tys. złotych. Przypominam jednak, o jakim pojeździe mówimy - to nie jest osobowy Model 3, lecz maszyna, która ma każdego dnia przewozić tony towaru i robić rocznie naprawdę dużo kilometrów. Piszę, że jest tanio, bo Musk i spółka sporo obiecali w tej cenie. Jeżeli faktycznie uda się osiągać tak duże oszczędności, inwestycja będzie się szybko zwracać. Przedsiębiorcy mogą zatem uznać, że jest tanio.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: