74

Ten film z dronem to fake. Ale mnie i tak niesamowicie zaniepokoił

Latanie samolotem to każdorazowo dla mnie nieco traumatyczne przeżycie. Zdecydowanie lubię stąpać po ziemi, niż wzbijać się w przestworza. Owszem, dostrzegam ogromne zalety tego środka transportu, ale irracjonalnie się go boję – jeżeli coś w trakcie lotu pójdzie nie tak, to szanse na to, że katastrofę przeżyję są raczej niewielkie. I nie przekonują mnie nawet […]

Latanie samolotem to każdorazowo dla mnie nieco traumatyczne przeżycie. Zdecydowanie lubię stąpać po ziemi, niż wzbijać się w przestworza. Owszem, dostrzegam ogromne zalety tego środka transportu, ale irracjonalnie się go boję – jeżeli coś w trakcie lotu pójdzie nie tak, to szanse na to, że katastrofę przeżyję są raczej niewielkie. I nie przekonują mnie nawet statystyki mówiące o tym, że to i tak jedna z najbezpieczniejszych metod przemieszczania się.

Film, na który natrafiłem w Sieci sprawił, że oblały mnie zimne poty i uświadomiłem sobie, że w ostatnim czasie czterokrotnie latałem samolotem (jak widać – „flawless victory”). Taka sytuacja – startuje sobie samolot. Wzbija się w powietrze – leci coraz wyżej, wyżej, aż tu jak w skrzydło nie trzepnie dron…

No, właśnie. Drony są świetne – dotąd nie miałem okazji bawić się takim urządzeniem, ale będzie mi to dane już w piątek (mam nadzieję, że nic przy okazji nie zepsuję). Te zdalnie sterowane pojazdy wypaczają nieco to, co nazywamy prywatnością, czy bezpieczeństwem. Drony oprócz tego, że otwierają nam nowe drogi rozwijania biznesów (szybkie, autonomiczne dostarczanie przesyłek między budynkami), pozwalają na tworzenie spektakularnych ujęć w filmach, czy też po prostu bawią, potrafią nieco namieszać. Mogą naruszać naszą prywatność oraz bezpieczeństwo – nie tylko na lądzie, ale i w przestworzach.

Czy sytuacja przedstawiona na filmie może się wydarzyć? Wychodzę z założenia, że dopóki coś nie jest niemożliwe – zdarzyć się może i trzeba brać to pod uwagę. W pewnych kwestiach dostaję absolutnej paranoi i jeśli chodzi o latanie – dla mnie to nic dziwnego. Kiedy usłyszałem w radiu o tym, że francuski samolot pasażerski (a do Francji właśnie miałem lecieć) był eskortowany z niewiadomych przyczyn przez dwa myśliwce, sytuację skwitowałem znanym cytatem z filmu „Zakochani” (jeżeli jesteście ciekawi – poszukajcie w Google [szukajcie pod „zakochani najlepsza scena”. Niestety z pewnego powodu nie mogę tutaj użyć tego cytatu. :) ). Boję się i już.

Drony i zamachy terrorystyczne to całkiem logiczne połączenie. Pytanie tylko, kiedy nastąpi pierwszy taki atak

Greenpeace w kontekście przelotów dronów nad francuskimi elektrowniami atomowymi ostrzegał przed możliwym użyciem tego typu machin latających do ataków. O ile Greenpeace traktuję z ogromnym dystansem, do tej sugestii całkowicie się przychylam. Do urządzenia można przecież w powodzeniem przyczepić odpowiednią ilość ładunku wybuchowego (przydałby się lekki, plastyczny i jednocześnie mocny materiał). A od tego już tylko krok do spowodowania niemałej tragedii. Przytoczony wyżej przykład uderzenia dronem w samolot to tylko wierzchołek góry lodowej.

drone

Choć nikomu tego nie życzę – jestem w stu procentach pewien, że któregoś niezbyt pięknego dnia przeczytam o tym, że zginęło tyle i tyle osób w terrorystycznym ataku opartym o drona. Już od dziś, za każdym razem, gdy będę latać samolotem w okienku będę wypatrywał także nadlatującego drona. Świetnie.

A do jakich niecnych celów obecnie służą drony? Nie kończy się to na głupich żartach dowcipnisiów, którzy polatają sobie nad ważnymi dla państwa urzędami, czy elektrowniami. Nie brakuje osób, które dzięki dronom przemycają zakazane towary przez granice państw. Korzystają z nich zatem nie tylko stróżowie prawa, ale i bandyci. Strach pomyśleć, na co mogą wpaść jeszcze przestępcy, prawda?

Grafika: 1, 2