21

Te funkcje powinny być w kazdej muzycznej usłudze streamingowej

Jak prezentuje się rynek usług muzycznych? Do wyboru, do koloru - można by rzec. Spotify, Tidal, Apple Music i Deezer różnią się od siebie pod wieloma względami, ale brakuje im kilku kluczowych, w mojej ocenie, funkcji. O czym dokładnie myślę?

Teksty piosenek

Naprawdę trudno mi zrozumieć absencję tak fundamentalnej dla wielu słuchaczy funkcji, którzy muszą posiłkować się zewnętrznymi serwisami. Swego czasu Spotify, wskutek współpracy z Musixmatch, oferowało teksty utworów w swoich aplikacjach, ale po wygaśnięciu umowy nie została ona przedłużona. Teraz, przy tych bardziej popularnych utworwach, można znaleźć tak zwane Behind Lyrics, czyli częściowe teksty utworów wraz z szerszym opisem ich kontekstu lub znaczenia. Nie jest to zły pomysł, ale nie jest to też zamiennik dla słów do piosenek. Apple Music wybiórczo oferuje teksty na swojej platformie, ale o zaciągnięciu ogromnej bazy słów z takich serwisów jak Genius czy AZLyrics nie ma mowy, więc to tylko kropla w morzu.

Spotify zainwestuje w podcasty 500 mln dolarów – wiemy dlaczego

Powiadomienia o nowych wydaniach

Sprawę powiadomień poruszałem już kiedyś w osobnym tekście poświęconym właśnie tej funkcji i jestem zdumiony, że po kilku latach sytuacja nie uległa zmianie. Tidal powiadamia mnie o nowych albumach popualrnych wykonawców, których nie zawsze słucham, a Spotify proponuje radar premier, czyli specjalną playlistę z nowymi dokonaniami dobranymi na podstawie mojej aktywności i mojego gustu. Dlaczego jednak niemożliwe jest utworzenie sekcji w aplikacji, gdzie będą pojawiać się albumy, epki lub single (okładka obok okładki) w kolejności chronologicznej i tylko od tych wykonawców, których słucham lub słuchałem? Czy to takie duże wyzwanie?

Jakość Hi-Fi/Master

O ile jakość MASTER z Tidal (czyli muzyka w wysokiej rozdzielczości) nie jest niezbędną cechą każej usługi muzycznej, o tyle wyższa jakość, dorównująca tej z płyt CD powinna być dziś standardem. Oczywiście jeśli nie jest ona komuś niezbędna, to taka osoba mogłaby wybrać niższy plan, ale w dobie coraz lepiej brzmiących smartfonów i głośników (domowych), a także coraz mniejszych ograniczeń w kwestii dostępu do Sieci (prędkości nie są już problemem), ograniczanie się poziomem 320 kbps (Spotify) lub 256 kbps (Apple Music) jest dla mnie czymś absurdalnym. Tylko Tidal i Deezer podjęły próbę zaoferowania czegoś więcej. Wyobrażacie sobie, że w serwisach VOD byłyby dostępne tylko w jakości DVD? Bo większość widzów nie potrzebuje niczego więcej?

Lokalna biblioteka w chmurze

Google Music (wkróce YouTube Music) oraz Apple Music już to oferują. Spotify czy Tidal prawdopodobnie nawet nie planują dodania opcji wgrywania na ich serwery własnych kawałków. Pierwsza z usług pozwalała kiedyś synchronizować lokalne pliki z aplikacją Spotify, ale wycofano się z tego pomysłu. A szkoda, bo skoro żadna (powtarzam żadna) usługa nigdy nie zaoferuje nam całej muzyki, jakiej możemy potrzebować, to opcja połączenia własnej kolekcji z ofertą online powinna być oczywistością.

Spotify musi uznać wyższość Apple Music

Strumień aktywności znajomych*

Podpunkt z gwiazdką, bo jest to moje osobiste odczucie dotyczące braku aspektu społecznościowego w platformach muzycznych. Być może nie zdawałoby to egzaminu w szerszej skali, ale na bocznym panelu aktywności znajomych w Spotify często natrafiam na ciekawe utwory, których normalnie zapewne bym nie odtworzył, gdyby nie zwykła ciekawość, czego słuchają inni. Nie twierdzę, że potrzebne byłoby cokolwiek więcej, poza strumieniem aktywności – żadnych lajków, komentarzy, grup i rozbudowanych profili. Tam znajdowałaby się tylko historia odsłuchanych utworów (jak na last.fm), a drugim elementem byłby strumień, gdzie widzielibyśmy listę tytułów kawałków odtwarzanych przez innych. Niemal każda usługa, która próbowała to wdrożyć, zawsze przekombinowała. Spotify poza bocznym panelem w appce na desktopy (bo w mobilnej wersji Spotify w ogóle nie ma tej funkcji), nie wykonało żadnego kroku, by tę część serwisu rozwinąć.