48

Tchibo traci domenę kawa.pl. Takich wtop na rynku domen było znacznie więcej

Rynek domen jest bardzo specyficzny i rządzi się swoimi prawami. Wystarczy chwila nieuwagi, aby stracić naprawdę atrakcyjny adres. Z drugiej strony są osoby, które przy odrobinie szczęścia i zręczności mogą wejść w posiadanie domen wartych grube pieniądze. Rekord sprzedaży na polskim rynku domen padł w 2011 roku. Wówczas z rąk do rąk przeszedł adres co.pl, […]

Rynek domen jest bardzo specyficzny i rządzi się swoimi prawami. Wystarczy chwila nieuwagi, aby stracić naprawdę atrakcyjny adres. Z drugiej strony są osoby, które przy odrobinie szczęścia i zręczności mogą wejść w posiadanie domen wartych grube pieniądze.

Rekord sprzedaży na polskim rynku domen padł w 2011 roku. Wówczas z rąk do rąk przeszedł adres co.pl, za który zapłacono 315 tys. dol. (ponad 1 mln zł). To jednak nic w porównaniu ze światem, gdzie za najdroższą domenę płacono… 13 mln dolarów. Mowa tutaj o głośnym przejęciu sex.com, co odnotowano potem w Księdze Rekordów Guinessa. Nie kwoty są jednak interesujące w tym wszystkim, a sposoby w jakie można czasem wejść w posiadanie bardzo cennej i wartościowej domeny.

Rynek ten rządzi się swoimi prawami. Obecnie na świecie mamy 650 domen najwyższego stopnia (jeszcze do 2011 roku było ich zaledwie 22). Przekłada się to na ponad 284 mln zarejestrowanych adresów (stan na trzeci kwartał 2014 roku). Nad tym wszystkim czuwa korporacja ICANN (The Internet Corporation for Assigned Names and Numbers), która przyznaje nazwy domenom, ustala strukturę oraz nadzoruje działaniem serwerów DNS na całym świecie.

2016-01-14_133514

Czytelnikom Antyweba nie trzeba chyba tłumaczyć, że kupno domeny nie oznacza, że otrzymujemy ją na własność. Z praktycznego punktu widzenia jest to raczej coś na zasadzie abonamentu – regularnie (najczęściej raz w roku) płacimy za posiadany przez nas adres, „odnawiając” w ten sposób subskrypcję. Problem pojawia się w sytuacji, gdy zapomnimy to zrobić. Takie wpadki są częstsze, niż by mogło się wydawać.

Jednym z najświeższych przykładów jest adres kawa.pl, którego właścicielem było wcześniej Tchibo. Jak podaje serwis rynekdomen.pl, z niewyjaśnionych powodów firma nie przedłużyła domeny, a ta wpadła w ręce Bartłomieja Usydusa. Polski „domainer” kupił opcję (pierwszeństwo do zakupu domeny, która jest obecnie zarejestrowana) w 2010 roku. Kwoty nie ujawnił, ale podał, że nabył ją w pakiecie z innymi adresami. Adres należał do Tchibo ponad 10 lat. Swojego właściciela zmienił dokładnie 11 stycznia. Szacuje się, że domena może być warta kilkaset tysięcy złotych.

domains

W październiku ubiegłego roku było głośno o byłym pracowniku Google’a, który przejął domenę google.com za 12 dolarów. Do dziś nie wiadomo, czy wynikało to z błędu w systemie czy może ktoś w korporacji zaniedbał swoje obowiązki i nie odnowił adresu. Do zaniedbania przyznał się Microsoft, który w 2003 roku nie przedłużył domeny hotmail.co.uk, w rezultacie czego konieczne były potem negocjacje z nowym właścicielem. Teraz natomiast wielką niewiadomą pozostają losy innej domeny – x.org – należącej do organizacji rozwijającej popularny serwer grafiki. Jej współzałożyciel zarejestrował adres niegdyś na swoją, nieistniejącą już firmę. Dziś natomiast z niewiadomych przyczyn nie chce przepisać prawa własności. Na polski poletku również zdarzały się podobne sytuacje. W 2008 roku swojej domeny nie przedłużył empik.com i przez pewien czas wyświetlana była tam oferta rejestracji adresu. W roku 2007 o adres amica.pl walczył polski producent sprzętu AGD, zaś w 2010 na drodze sądowej domeny yamaha.pl i yamaha.com.pl odzyskał koncern Yamaha Music.

Większość domen (w tym .pl) można jeszcze reaktywować po upływie okresu ważności. Mamy na to 30 dni. Dopiero po tym czasie trafiają one do puli nazw wolnych i mogą być ponownie zarejestrowane przez kogokolwiek. Przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji funkcjonuje też sąd polubowny ds. domen internetowych, gdzie można rozwiązać część problemów prawnych związanych z tym zagadnieniem. Aby jednak spać w pełni spokojnie, wystarczy po prostu ustawić sobie przypomnienie o przedłużeniu adresu.