Motoryzacja

Już wiemy skąd obniżki Tesli, oszczędza między innymi na hamulcach i to ukrywa

Kamil Pieczonka
3

Pod koniec zeszłego tygodnia Tesla zaskoczyły wszystkich i znacząco obniżyła ceny swoich samochodów. Dotyczy to głównie modeli 3 i Y, ale w USA potaniały również droższe modele S i X. Oszczędności jednak nie biorą się z powietrza.

Tesla oszczędza gdzie się da

Obniżka cen samochodów Tesli to bardzo miła odmiana w porównaniu do tego co oferują nam w ostatnich miesiącach producenci z Europy czy Korei. Tam ceny tylko rosną, a to z powodu braku części albo tłumaczone są wysoką inflacją i cenami energii, które podnoszą koszty produkcji. Wygląda na to, że Tesla idzie wbrew rynkowi i zamierza podzielić się tym co zyskała na optymalizacji produkcji. Problem tylko w tym, że ta optymalizacja miejscami idzie aż za daleko, jak chociażby brak czujników parkowania w Modelu Y, po tym jak firma praktycznie całkowicie zrezygnowała z tego typu sensorów.

Polecamy na Geekweek: To największy samolot, jaki wzbił się w powietrze. Znów pobił rekord!

Teraz jeden z tunerów aut Tesli - ZEVcentric, odkrył kolejne oszczędności wprowadzone w najmocniejszym modelu Performance. Firma zajmuje się usprawnieniem elektrycznych samochodów aby zapewnić swoim klientom lepsze wrażenia z jazdy. Dysponuje też swoimi autami z różnych okresów produkcji i ostatnio postanowiono sprawdzić jak pod względem budowy różni się Model Y Long Range z 2020 roku, Y Performance z 2022 oraz Y Performance odebrany kilka dni temu w specyfikacji z 2023 roku. Na pierwszy rzut oka wielkich różnic nie ma, ale po bliższym zbadaniu hamulców okazało się, że Tesla nie gra czysto.

To co widać na zdjęciu powyżej to porównanie tylnych hamulców w modelu Performance z 2023 roku (po lewej) z tym z 2022 roku (po prawej). Okazuje się, że nowsza wersja ma identyczne hamulce jak podstawowa Tesla Model Y Long Range, które tylko zostały pomalowane na czerwono i schowane za specjalną nakładką, która miała sprawić aby wyglądały tak samo jak w starszym modelu. Poza tym nowa tarcza jest o 2 mm cieńsza, a sama powierzchnia trąca znacząco mniejsza ze względu nam mniejszą powierzchnię klocka. W starym modelu wykorzystywano hamulce firmy Brembo, w nowszym to produkt firmy Mando.

Nie byłoby pewnie w tym nawet nic złego, bo raz, że tylne hamulce nie są takie istotne jak przednie, a dwa może Tesla stwierdziła, że te słabsze będą wystarczające. Problem tylko w tym, że kupując wersję Performance, na liście zmian w specyfikacji względem wersji Long Range wymienione są właśnie wydajniejsze hamulce. Natomiast obecnie jedyna różnica w hamulcach między Long Range, a Performance to... ich kolor. Przednie hamulce w obu modelach Y zawsze były takie same, produkowane przez Brembo, a ich jedyną różnicą był kolor. Teraz to samo dotyczy też hamulców z tyłu. Jednak ukrywanie tego faktu przez metalową nakładkę (polecam zdjęcia w materiale źródłowym) nie wygląda dobrze. Same hamulce też nie mają najlepszej opinii w Teslach, a teraz okazuje się, że będzie jeszcze gorzej. Wygląda na to, że w wersji Performance płacimy tylko za programowe zwiększenie mocy silników i prędkości maksymalnej, bo technicznie Long Range i Performance są już niemal identycznymi autami...

źródło: ZEVcentric

Zdjęcie główne: Depositphotos

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu