20

Tampon z… Bluetooth. Zapytałem kobietę, czy chciałaby z takiego korzystać

W pracy mam całkiem sporo kobiet wokół siebie, więc mogłem wybrać odpowiednią osobę do wypowiedzenia się w tym artykule. Ze względu na jego charakter... raczej nie optowałem za tym, aby ją podpisywać pod cytatem. Wyobraźcie sobie - tampon wyposażony w łączność Bluetooth, łączący się z aplikacją mobilną w telefonie. Za pomocą takiego tandemu kobieta będzie w stanie wymienić tampon w porę - przed tym, jak przecieknie.

Nie znam się na tamponach. Kompletnie. Jako facet nigdy nawet nie kupowałem tamponów i co prawda takie akcesoria nie powodują u mnie kompletnej odrazy, aczkolwiek nie są moim ulubionym tematem do rozmów. Co innego w sytuacji, gdy taki tampon jest nieoczekiwanie łączony ze zdobyczami technologicznymi. Bo to raczej niecodzienne, że w tamponie możemy znaleźć nadajnik Bluetooth, miniaturowe zasilanie do niego oraz sensory wykrywające jego „napełnienie”.

Zapytałem więc kobietę o to, czy chciałaby korzystać z takiego tamponu

Wiecie, odrobinę wstydziłem się wypalić z pytaniem: „Hej, a korzystałabyś z takiego tamponu?”. Ale jakoś poszło – najbardziej zmotywowany byłem tym, że ten materiał po prostu potrzebował takiej opinii. Najpierw wypowiem się ja (po dłuższych przemyśleniach), potem skonfrontuję to z tym, co powiedziała kobieta. Spróbuję się wczuć i ocenić, czy taki gadżet byłby przydatny.

tampon

Nie doświadczyłem na własnej skórze jak działa menstruacja (ciekawe dlaczego…?). Aczkolwiek zakładam, że jest to problematyczna kwestia. W takich dniach trzeba bardziej zważać na higienę, z tego co wiem, kobiety nie zakładają w tym czasie luźniejszych ubrań i lepiej czują się w „obudowanych” strojach. Zakładając, że korzystanie z tamponów to obowiązek i konieczność pamiętania o nich (choć zakładam, że menstruacja nie pozwala o sobie zapomnieć), elektroniczny tampon komunikujący się ze smartfonem via Bluetooth mógłby być ciekawy. Gdyby przyjąć „poziom napełnienia tamponu” jako istotny dla kobiety parametr, zdatny do wyrażenia w procentach oraz ujęcia w formie powiadomień – czemu nie? Zastanawia mnie jednak bezpieczeństwo takiego rozwiązania – czy jest ono w porządku dla alergików? Czy przetestowano je w tym kontekście? Co zasila taki tampon?

Przeczytaj także: Chorujesz na raka – leczy Cię komputer. Co Ty na to?

Kobieta, którą poprosiłem (nieco wstydliwie) o komentarz odpowiedziała mi, że niekoniecznie chciałaby „pakować sobie” kawałek technologii tam, gdzie umieszcza się tampony. Ale, w przypadku kobiet wybitnie zajętych, zabieganych mogłoby to zdać egzamin. Nie dowiedziałem się za to, czy przepełnienie tamponu jest częstym przypadkiem – wolałem o to nie dopytywać. Sami wiecie.

Firma z USA – my.Flow stworzyła takie rozwiązanie: tampon łączy się ze „stacją bazową”, którą można przypiąć do paska. Natomiast stacja bazowa jest „mózgiem”, w którym znajduje się zasilanie oraz moduły – nie jest to więc samodzielny tampon, który ma wszystko „w sobie”. Taka konstrukcja pewnie i byłaby możliwa, ale jednocześnie mogłaby być problematyczna do uzyskania – również z powodu bezpieczeństwa. Twórcy firmy utrzymują, że prototyp wśród kobiet, które go testowały został przyjęty bardzo dobrze. Jednak ginekolodzy w USA są sceptyczni – budowa tego tamponu różni się od tradycyjnych „konstrukcji” i potrzebne są szersze testy tego rozwiązania. Nie powiem Wam, czy taki tampon jest fajny. Moja rozmówczyni też nie była w stanie mi tego powiedzieć.

Zobaczymy, czy to w ogóle przyjmie się na rynku.