2

Takie czasy, że każdy każdego nagrywa

Na hasło „inwigilacja” reagujemy najczęściej wyobrażając sobie panów w garniturach pracujących w jakichś służbach albo wielkie korporacje pozbawione twarzy, ale wyposażone w odpowiednie narzędzia. Inwigilują nas państwo i biznes – cele różne, lecz w obu przypadkach możemy stwierdzić, że sprawy zaszły za daleko. Często zapominamy jednak, że ów proces inwigilacyjny jest bardziej rozbudowany i świetnie […]

Na hasło „inwigilacja” reagujemy najczęściej wyobrażając sobie panów w garniturach pracujących w jakichś służbach albo wielkie korporacje pozbawione twarzy, ale wyposażone w odpowiednie narzędzia. Inwigilują nas państwo i biznes – cele różne, lecz w obu przypadkach możemy stwierdzić, że sprawy zaszły za daleko. Często zapominamy jednak, że ów proces inwigilacyjny jest bardziej rozbudowany i świetnie rozwija się na poziomie obywatelskim.

Niedawno zwiedzałem pewien zabytkowy obiekt: stary, okazały, intrygujący i niestety zniszczony. Jak wiele innych budowli w naszym kraju okres swojej świetności przeżywał do roku 1945, potem było tylko gorzej. Najpierw uciekający i szabrujący Niemcy, potem front, armagedon sowiecki, wreszcie kilka dekad popadania w ruinę w polskich rękach – nie tylko za czasów PRL, po ’89 nie było lepiej. Po dawnym splendorze pozostało niewiele i łza się w oku kręci. Gdzie takie cuda? Pewnie każdy z Was może wskazać na jakiś obiekt podchodzący pod ten opis, więc nie będę precyzował, bo to „grubszy temat”.

Jednak to nie sama dewastacja interesuje mnie w tej chwili. Podczas zwiedzania obiektu z przewodnikiem, grupa usłyszała z jego ust, że można wskazać żyjące osoby, które przyczyniły się do niszczenia budowli, rozkradały jej mienie, nie robiły tego, co do nich należało, były bardziej zainteresowane np. pozyskaniem budulca niż ochroną zabytku. Podał nazwiska? Nie. Stwierdził, że nie zrobi tego, bo ktoś go nagra i sprawa wypłynie, a on kwitów nie ma, więc może mieć problem w sądzie. Wówczas wywiązała się krótka rozmowa ze zwiedzającym:

– Panie, co pan myślisz, że my tu z podsłuchami przyszliśmy?
– Żadnych podsłuchów nie potrzeba, ktoś dyktafon w telefonie włączy albo już ma włączony i materiał gotowy. A ja po sądach nie chcę być ciągany.

Ktoś się śmiał i przekonywał, że to niemożliwe, że nagrania nie będzie? Nie. Cisza i rozglądanie się po sąsiadach. Nawet śmieszna scena. Z jednej strony śmieszna, z drugiej straszna. Zwłaszcza, gdy przypomniałem sobie rozmowę sprzed kilku miesięcy – znajomy prawnik stwierdził wówczas, iż takie czasy nastały, że każdy każdego nagrywa. Klienci chwalą się na kogo mają „taśmy prawdy”, dyktafon pracuje przez cały czas. Podobno dobre w biznesie, podczas wizyty w urzędzie, a nawet na spotkaniu towarzyskim – może ci znajomi przestaną być znajomymi i zajdą kiedyś za skórę…

Straszne, co? Przesadą jest oczywiście stwierdzenie, że „każdy nagrywa każdego”, ale jestem skłonny uwierzyć, że wzrósł odsetek rodaków, którzy robią użytek z nowych technologii i często włączają np. dyktafon w telefonie. Wszystkie „afery taśmowe” podsycają to zachowanie i to z kilku powodów: jedni chcą pełnić rolę samozwańczych szeryfów i szukać dowodów nieprawości, drudzy wiedzą, że takie nagrania mogą być prawdziwą petardą (nawet lokalnie czy w gronie rodzinnym), jeszcze inni kierują się chęcią zysku. Skoro jest możliwości, to czemu z niej nie skorzystać?

Niektórzy stwierdzą, że część tych zachowań jest słuszna – jeśli można nagrać skorumpowanego urzędnika, to czemu obywatel nie miałby tego zrobić? Zgoda, nie zamierzam z tym polemizować i jednoznacznie oceniać całego zjawiska. Wspominam po prostu, że ono istnieje i prawdopodobnie rośnie w siłę. Zamiast/obok państwa policyjnego mamy tu społeczeństwo policyjne. Wymieszane ze społeczeństwem „dźwiękowych paparazzi”, społeczeństwem natchnionych mścicieli i społeczeństwem szantażystów. Rzeczywistych lub potencjalnych. Nie ukrywam, że chciałbym się dowiedzieć, jaki odsetek rodaków bawi się w ten sposób.

Wniosek mam tylko jeden: mówiąc o inwigilacji, postępującej i wszechobecnej, nie wskazujmy wyłącznie na służby/rządy oraz korporacje. Przeciętny obywatel, szara jednostka też może do tego przykładać rękę. Wyobraziłem sobie teraz człowieka, który narzeka na szpiegujące go Google i policję, a jednocześnie nagrywa rozmowy z innymi ludźmi. Pewnie są tacy mistrzowie…