3

Tak się robi biznes: Xiaomi z wpisem w Księdze Rekordów Guinessa

Xiaomi niedawno obchodziło piąte urodziny, z tej okazji firma zaprezentowała nowe produkty – pisałem o nich w ubiegłym tygodniu. O ich sukcesie, lokalnym, ale jednak, wspominałem przynajmniej kilka razy, a teraz wypada zrobić to raz jeszcze. Młody gracz z Chin znowu pokazał, jak dzisiaj robi się biznes. Kontrowersji tu nie brakuje, lecz ostatecznie będzie się […]

Xiaomi niedawno obchodziło piąte urodziny, z tej okazji firma zaprezentowała nowe produkty – pisałem o nich w ubiegłym tygodniu. O ich sukcesie, lokalnym, ale jednak, wspominałem przynajmniej kilka razy, a teraz wypada zrobić to raz jeszcze. Młody gracz z Chin znowu pokazał, jak dzisiaj robi się biznes. Kontrowersji tu nie brakuje, lecz ostatecznie będzie się liczył wynik.

Chińska firma, najdroższy startup świata, zorganizowała kolejną edycję Mi Fan Festival, w trakcie którego klienci mogą liczyć na różnego typu bonusy. Wydarzenie okazało się wielkim sukcesem, na tyle dużym, że Xioami zostało wpisane do Księgi Rekordów Guinessa: w ciągu 24 godzin udało im się sprzedać online ponad 2,1 mln smartfonów. Dla porównania przypomnę, że Meizu sprzedało tyle sztuk w marcu. Całym marcu. Co prawda Xiaomi nadal przegrywa z wynikami Apple, ale warto mieć na uwadze, że firma z Chin skupia się głównie na sprzedaży w Chinach i dopiero próbuje budować sieć sprzedaży poza Państwem Środka. Z tym może być problem z uwagi na brak osłony patentowej (a Xiaomi ma sporo za uszami), ale to już inna bajka.

Sprzedaż smartfonów to jedno – warto też rzucić okiem na inne wyniki – w ciągu 12 godzin udało się sprzedać sprzęt o wartości kilkuset milionów dolarów (2 mld z zestawienia Xiaomi to wartość w juanach), do klientów trafi około 3 mln produktów, prócz ponad dwóch mln smartfonów składają się na to m.in. telewizory, inteligentna waga, opaska fitness – ich oferta jest dość dynamicznie rozbudowywana i nie składa się jedynie z inteligentnych telefonów. Daleko im jeszcze do oferty Samsunga czy LG, ale kto wie, jak to będzie wyglądało za pięć lat…

Duża liczba sprzedanych produktów i spore przychody nie muszą się oczywiście przekładać na wysokie zyski – pisałem kiedyś, że z tym firma ma problem. Jest to jednak problem świadomy – chcą dostarczać tani sprzęt, by wciągnąć ludzi do ekosystemu i potem czerpać zyski ze sprzedaży dodatków oraz oprogramowania. Możliwe zatem, że sprzedaż ponad 2 mln smartfonów kokosów im nie przyniosła, ale pakiet dodatków już tak. Wejście do Europy i USA właśnie z owymi „dodatkami” wcale nie musi być dla firmy namiastką biznesu.

Patrząc na te wyniki, warto przypomnieć sobie rezultaty działalności HTC w poprzednim kwartale. Przychody za trzy miesiące wyniosły 1,3 mld dolarów. Xioami sporą część tej sumy wypracowało w kilkanaście godzin. Jasne, że było to specjalnych kilkanaście godzin, święto ich społeczności (potrafili takową stworzyć) i nie jest to sprzedaż właściwa dla każdego dnia, ale i tak da się odczuć, że HTC znika w cieniu takich firma jak Xiaomi. Nie chodzi o same wyniki – także o sposób rozegrania tych sukcesów.

Podejrzewam, że ekipa HTC nie byłaby w stanie tego odpowiednio wykorzystać. W przypadku Xiaomi obserwujemy wielkie przedstawienie: święto społeczności, wspaniałe wyniki, Księga Rekordów Guinessa, podziękowania… Może i wygląda to trochę odpustowo, ale tak się dzisiaj robi biznes. Chińczycy marketingowo rozgrywają to naprawdę dobrze. Ciekawe, jaka w tym zasługa Hugo Barry? Firma od początku była dobra na polu reklamy, robienia wokół siebie szumu niskim kosztem, z biegiem lat nie traci tej zdolności. To dobrze wróży na przyszłość. Tylko co zrobią z tymi patentami…?