10

Tajemniczy eksperyment Marynarki i zdenerwowany artysta

Od początku roku minęło już ponad 300 dni, do jego zakończenia pozostały ponad dwa miesiące – w tym czasie w Kalendarium wyląduje pewnie sporo ciekawostek z przeszłości. Jedne oczywiste i dobrze znane, inne kojarzone wyłącznie przez pasjonatów konkretnego zagadnienia. Z tej drugiej grupy mam dzisiaj do zaoferowania Eksperyment Filadelfia. Znikający statek Możliwe, że za chwilę […]

Od początku roku minęło już ponad 300 dni, do jego zakończenia pozostały ponad dwa miesiące – w tym czasie w Kalendarium wyląduje pewnie sporo ciekawostek z przeszłości. Jedne oczywiste i dobrze znane, inne kojarzone wyłącznie przez pasjonatów konkretnego zagadnienia. Z tej drugiej grupy mam dzisiaj do zaoferowania Eksperyment Filadelfia.

Znikający statek

Możliwe, że za chwilę tuzin osób napisze, że nie wie, jak mogłem nie słyszeć wcześniej o Projekcie Filadelfia, ale jednak przyznam się do tego, iż o sprawie przeczytałem wczoraj po raz pierwszy. I jestem jeszcze przed lekturą konkretnych materiałów, oglądaniem filmów, które powstały na ten temat (jeden znajdziecie poniżej). Wierzę, że jeśli pojawi się wśród Czytelników ktoś zainteresowany sprawą i zorientowany w niej, to dorzuci ciekawy komentarz. Na razie krótkie nakreślenie historii, której głównym bohaterem jest okręt USS Eldridge.

http://youtu.be/M_7AW_2eaHs

28 października 1943 roku Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych miała przeprowadzić eksperyment umożliwiający zbadanie właściwości jednobiegunowego pola magnetycznego. Teoretyczne podstawy badań zapewnił podobno Einstein, miał on także wraz z innymi wybitnymi naukowcami zorganizować sam eksperyment. Co chciało osiągnąć wojsko? Celem było kamuflowanie obiektów – miały się stawać niewidzialne. Korzyści płynących z ewentualnego sukcesu chyba nie trzeba wyjaśniać. Niestety, próby miały się zakończyć tragicznie – część załogi zginęła, reszta zwariowała. Jednocześnie okazało się, że znikanie obiektów, a nawet ich teleportowanie jest możliwe. Przynajmniej tak twierdzą fani teorii spiskowych i paranauki – tylko oni wierzą w to, że do eksperymentu doszło i miał on swoje konsekwencje. Oficjalnie nic nie zaszło, rzesze naukowców każą pewnie puknąć się w głowę, gdy słyszą o tej historii. Chyba znalazłem rozrywkę na wolną chwilę.

Zimerman wchodzi na szczyt

Rok 1975 przyniósł zwycięstwo Krystiana Zimermana w IX Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina. Urodzony w Zabrzu pianista otworzył sobie wówczas drzwi do międzynarodowej kariery, wielkiej sławy, sporych pieniędzy i pomnika w historii muzyki. Artysta nie mieszka w Polce, rzadko też u nas koncertuje. Wspominam o nim m.in. dlatego, że od kilku kwartałów kojarzy mi się (a pewnie nie jestem wyjątkiem) z pewnym incydentem, do jakiego doszło podczas koncertu w niemieckim Essen. Różnie komentowano wówczas sprawę, a związek miała ona z filmowaniem wydarzenia przy użyciu smartfonu.

Jeden z widzów postanowił nakręcić komórką grę Zimermana, a ten zauważył poczynania domorosłego filmowca, poprosił go o przerwanie kręcenia i chwilę potem zdenerwowany przerwał koncert. Potem zszedł ze sceny, ale po jakimś czasie wrócił i stwierdził, że YouTube niszczy muzykę. O manifeście zrobiło się glośno. Trudno się temu dziwić. Z jednej strony rozumiem Zimermana, uważam, że miał pełne prawo tak postąpić i nie musiał się nawet tłumaczyć. Już sam fakt wyciągnięcia telefonu podczas koncertu i kręcenia filmu jest dziwnym pomysłem, jeśli potem ktoś wrzuca to do Sieci robi się podwójnie dziwnie i nieprzyjemnie. Zastanawiam się jednak, i to jest ta druga strona medalu, czy adresatem niechęci artysty powinien być YouTube? Pretensje należy mieć w pierwszej kolejności do widowni, która nie potrafi uszanować czyjejś ciężkiej pracy, zachować się podczas koncertu oraz po jego zakończeniu. Problemem nie jest tu YouTube, ale narastająca w ludziach chęć do sfilmowania i sfotografowania wszystkiego, co się rusza. A gdyby nie serwis Google trudno byłoby zapoznać się z takimi materiałami:

Noblista od fulerenów

Noblistów w naszym kalendarium pojawiło się już kilku, ale dla następnych też znajdziemy miejsce. Jednym z nich jest, a właściwie był, Richard Smalley żyjący w latach 1943-2005. To amerykański naukowiec, który w roku 1996 otrzymał wraz z Robertem Curlem i Haroldem Kroto Nagrodę Nobla w dziedzinie chemii. Smalley w trakcie swojej pracy związany był z kilkoma uczelniami, zajmował się różnymi zagadnieniami z zakresu nauk ścisłych. Jednym z jego celów było szukanie tanich i czystych źródeł energii, zachęcał do tego także innych uczonych. Robił to nawet wtedy, gdy poważnie osłabiła go białaczka, która ostatecznie zabiła naukowca. Za co otrzymał Nobla? Za odkrycie (wraz z wymienioną dwójką naukowców) fulerenów, czyli cząsteczek składających się z parzystej liczby atomów węgla i tworzących zamkniętą bryłę. Więcej na ten temat znajdziecie pod tym adresem.