Komputery

Tablety, Notebooki czy komputery Hybrydowe?

Rafał Kurczyński

Fan mobilnych okienek, technologii internetowych o...

95

Na dzisiejszym rynku komputerowym, jak barszcz wyrastają tablety, które to coraz częściej występują u szarego Kowalskiego pod strzechą. Są jednak osoby, którym tablet nie wystarcza, dlatego też wybierają laptopa. Jakie jest więc moje stanowisko co do komputerów hybrydowych? Korzystam z komputera...

Na dzisiejszym rynku komputerowym, jak barszcz wyrastają tablety, które to coraz częściej występują u szarego Kowalskiego pod strzechą. Są jednak osoby, którym tablet nie wystarcza, dlatego też wybierają laptopa. Jakie jest więc moje stanowisko co do komputerów hybrydowych?

Korzystam z komputera dość często. Głównie służy mi do tworzenia wpisów, tworzenia grafik komputerowych, przeglądania Internetu oraz przechodzenie coraz to nowszych produkcji z mojego konta Steam. Odczuwam więc potrzebę posiadania komputera PC, lub laptopa 15' z rozdzielczością FullHD - co jest niezmiernie rzadko spotykane w dobrych granicach cenowych.

Jestem grafikiem z zamiłowania, więc praca GIMP uruchamiam głównie do stworzenia, edytowania lub przycinania grafik do wpisów. Nie jestem zapalonym graczem, dlatego też poszukując komputera przenośnego nie patrzę na specyfikację komputera pod względem gier. Poszukuje dobrego narzędzia do pracy za niewielkie pieniądze, jednak pojawia się spory problem – kupić Notebooka (w tym również Ultrabook), Notebooka z dotykowym ekranem czy hybrydę?

Notebook jest przereklamowany

Notebooki są komputerami, które w ostatnim czasie przeszły sporą metamorfozę. W tej chwili mam na oku jednak te klasyczne, spore i potężne laptopy, kojarzące się z HP Pavilion czy Lenovo/IBM Thinkpad.

Są to prawdziwe potwory, których celem jest zastąpienie komputera PC, oraz zapewnienie mobilności nawet zagorzałym graczom. W moim domu spoczywa nawet jeden z nich – HP Pavilion G7 i musze przyznać, że jako komputer sprawuje się doskonale, jednak gdy przyjdzie go gdzieś przetransportować, robi się ciężko. Komputery te do lekkich nie należą, przez co korzystanie z nich w trasie jest dość trudne. Maszynki te leżąc na kolanach szybko się grzeją, a utrzymanie ich jedną ręką, aby drugą coś zrobić? Chyba, że chcesz wyrobić sobie „łapy”.

Jak dla mnie, komputery te mimo swojej praktycznej funkcjonalności nie nadają się do codziennego użytku, ponieważ posiadam swojego blaszaka, a potrzebuje tylko narzędzia do pisania, ewentualnie do przeglądania Internetu czy pisania z ludźmi za pomocą IM+ czy Pidgina (zależnie, czy korzystam z Windows 8.1 czy Ubuntu 13.10). Nie potrzebuje więc takiego kombajnu do przetwarzania informacji, bo i tak nawet 1/4 jego faktycznych osiągów nie byłoby wykorzystywanych.

Tablet jest taki nieporęczny...

Tablety nigdy nie były dla mnie czymś nadzwyczajnym. Od zawsze oceniałem je jako takie większe smartfony, które nie pozwalają na wygodne pisanie jedną, a czasami nawet dwiema dłoniami. Ileż ja się męczyłem, próbując odpisując na ćwierki na testowych urządzeniach. Ile razy irytowałem się poszerzonymi aplikacjami z telefonów, skalowanymi do ekranu urządzenia, którego rozdzielczość przekracza 7 cali.

Jak dla mnie, tablety o przekątnej ekranu 7 cali są totalnie niepraktyczne, ponieważ lepiej korzysta mi się z telefonów 4,3’-5’, jak z dodatkowego urządzenia jakim jest tablet. Z tego też powodu, akceptuje jedynie maszyny o przekątnej minimalnie 10’ciu cali, co powoduje, że konstrukcje te są strasznie ciężkie i nijak nadają się do wieczornego przeglądania Internetu w pozycji leżącej.

Skoro mam wykorzystywać tablet jako urządzenie zastępujące laptopa, muszę na nim pisać wpisy, co naturalnie przy ekranie dotykowym jest beznadziejnym rozwiązaniem. Oczywiście, zawsze mogę zakupić stację dokującą z dodatkową baterią oraz z pełną klawiaturą QWERTY, z tym, że tablety z systemem Google nie za bardzo nadają się do korzystania z nich za pomocą gładzika i kursora, co jest naturalnie wygodniejsze po przyczepieniu takiej klawiatury.

Pozostaje więc Windows 8 lub Ubuntu. Naturalnie w obydwu przypadkach mamy do czynienia z tabletem posiadającym procesor Intela, czego następstwem jest też to, że nie jest to już do końca taki tablet, o jaki mi chodzi przy tym podpunkcie. Niestety, tabletu z Windows RT w Polsce nie kupię, a tablet klasy PC z podłączoną klawiaturą to już hybryda!

Hybryda jest fajna, ale zbyt słaba do ciężkiej pracy

W mojej historii testowałem nie jedną hybrydę z systemem Windows 8, dzięki czemu mogę powiedzieć, że takowe komputery są fajne, ale zbyt słabe. Ich serce – Intel Atom, jest po prostu zbyt słabe do obsługi paru kart w Internet Explorer 11, jednocześnie uruchamiając w tle IM+, GIMP oraz Office 13. Plusem takich konstrukcji jest to, że jako urządzenia czysto tabletowe, są to jedne z najszybszych tabletów na rynków. Prócz tego, jeżeli potrzebujemy skorzystać ze standardowego touchpada, lub z fizycznej klawiatury QWERTY, wystarczy wpiąć urządzenie do stacji dokującej i kabum! Wszystko działa.

Zalety zaletami, są też wady. Największa to samo poczucie kruchości złączonego zestawu. Użytkownik boi się targać maszynkę ze sobą, gdyż ma nieodparte uczucie (albo jestem jakimś pesymistą), że nasz tablet zaraz spadnie, lub po prostu się odłączy i rozpadnie się na kawałki w najmniej odpowiednim momencie.

Moim zdaniem hybrydy mają sens, jednak przy potężniejszych konfiguracjach, takich jak Intel i3 Haswell czy chociaż Intel Atom Bay Trail, gdzie nasz „składaczek” bardziej przypomina w użytkowaniu słabego Ultrabooka z ekranem dotykowym, jak tablet.

Ultrabook to jest to, tylko, że są strasznie drogie...

Ultrabooki szczególnie mi się spodobały. To takie lekkie komputery klasy Notebook, będące potężnymi, oszczędnymi i ładnymi maszynami wykonanymi z dobrej jakości materiałów (zwykle). Są idealne do pracy w pakietach biurowych, do szybkiej obróbki graficznej w terenie czy po prostu do normalnego korzystania z laptopa w podróży przez długi czas.

Rekordzista którego używałem, to komputer Fujitsu, który na Ubuntu „wykręcał” 6 godzin pracy na baterii, co jest niesamowitym wynikiem, patrząc na klasyczne Notebooki.

Dużą wadą tych komputerów jest ich cena, która często jest bardzo wysoka, ale plusem jest tu wykorzystanie wydajnych układów Intel Haswell, które w połączeniu ze zintegrowanymi układami graficznymi Intel Iris pozwalają nam nawet na grę w bardziej skomplikowane gry, takie jak Left 4 Dead 2. Idealnym przykładem Ultrabooka do pracy jest również Apple Macbook Air, który pozwala nam pracować nawet 12 godzin (przy maszynach z 2012 i 2013 roku) pracy na jednym ładowaniu.

Pozostają jeszcze Chromebooki

Idealnym połączeniem internetowości i lekkości tabletu z obudową notebooka jest Chromebook. Są to komputery korzystające z systemu operacyjnego Chrome OS, który pozwala nam na błyskawiczną i energooszczędną pracę na jednym cyklu ładowania, ograniczając nas niestety jedynie do aplikacji natywnych systemu Chrome OS, oraz do samej przeglądarki z jej wszystkimi możliwościami. Dobrze się wam zdaje, na tych komputerach niestety nie obrobicie grafiki przez GIMP/PhotoShop, ani też nie skorzystacie z Microsoft Office, jednak są mocne alternatywy w postaci całego pakietów Google Drive.

Niestety, komputery te, mimo moich krytycznie niskich wymagań, są po prostu zbyt ułomne do codziennej pracy poza domem, to troszkę jak z tabletami - jest gdy sobie odpoczywasz w spokoju, jednak gdy zaczynasz pracować, po prostu zostaje w tyle urządzeń z komputerowym systemem operacyjnym.

Wybór jest trudny

Wybór jest trudny. Ultrabooki są najbliżej mojego serca, jednak nadal pozostają bardzo drogimi maszynami. Tablety nie są tym, na co czekam, a o Hybrydy po prostu się boję. Notebooki i Netbooki są dla mnie zbyt toporne w swojej budowie, a Chromebooki pozwalają mi prawie na wszystko - prawie, bo nie pozwalają na uruchomienie dobrego, natywnego edytora grafiki.

Jeżeli chcecie, polećcie mi w komentarzach co byście sami wybrali, będąc w mojej sytuacji, jednocześnie skupiając się na argumentach za i przeciw. Niech głosowanie się zacznie!

Grafika: [1] [2] [3] [4] [5] [6] 

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu