7

Szef projektu Internet Explorer odchodzi z Microsoftu

Odejście Deana Hachamovitcha jest dla mnie małym zaskoczeniem – głównie dlatego, że Internet Explorer mimo błędów ekipy pracującej nad przeglądarką Microsoftu zaczął być postrzegany nieco inaczej (niestety, głównie w środowisku tech). 24 lata po dołączeniu do szeregów w Redmond opuszcza on firmę i jak to określił na blogu – „jest gotów na nowe doświadczenia zarówno […]

Odejście Deana Hachamovitcha jest dla mnie małym zaskoczeniem – głównie dlatego, że Internet Explorer mimo błędów ekipy pracującej nad przeglądarką Microsoftu zaczął być postrzegany nieco inaczej (niestety, głównie w środowisku tech). 24 lata po dołączeniu do szeregów w Redmond opuszcza on firmę i jak to określił na blogu – „jest gotów na nowe doświadczenia zarówno w technologiach, jak i prywatnym życiu”. Przy okazji, w wywiadzie dla GeekWire przyznał on, że Microsoft w ostatnim czasie bardzo się zmienił.

W latach, gdy Hachamovitch rozwijał swoją karierę jako nadzorca projektu Internet Explorer właśnie grzebano Netscape. Jednak brak większych zmian w przeglądarce i jej niedopasowanie do bardzo intensywnie zmieniającego się Internetu spowodowało, że kilka lat później przeglądarka Microsoftu zaczęła tracić udziały na rzecz nowych graczy na rynku podobnych aplikacji. Po latach posuchy oraz słabnącego zaufania do produktu giganta, to właśnie Hachamovitch przyznał się do błędu i powiedział publicznie: „Schrzaniliśmy”. Jego oświadczenie jednak nie zmieniło sytuacji w 2006 roku, przeglądarka nadal mocno traciła na rzecz alternatywnych rozwiązań i mimo usilnych prób uczynienia jej lepszą oddała sporo udziałów Mozilli, a potem Google.

142763-microsoft-corp-vice-president-of-internet-explorer-dean-hachamovitch

Po przetasowaniach w ekipie pracującej nad Windows, Hachamovitch podjął dużo agresywniejsze kroki ku ulepszeniu przeglądarki. Przede wszystkim, poprawiono bezpieczeństwo tego produktu i dużo lepiej zgrano Internet Explorera z HTML5. Mimo faktu, iż obecne wersje IE są naprawdę dobre – zarówno dla urządzeń mobilnych, jak i dla komputerów (tryb desktopowy i immersywny). To nie jest już ta sama przeglądarka – obecnie o niej mówi się jako szybkiej, bezpiecznej i wygodnej aplikacji do przeglądania zasobów Internetu. Ponadto, w opinii wielu osób nie ma sobie równych w scenariuszu użytkowania nastawionym na dotyk.

Także i dzięki niemu nowe wydanie Internet Explorera będzie obsługiwać rozszerzenia, podobnie jak to ma miejsce w w konkurencyjnym produkcie Google – Chrome.

W odejściu Hachamovitcha nie należy doszukiwać się nieprawdopodobnych scenariuszy i snuć domysłów. Możliwe, że jego koncepcja po prostu przestała się sprawdzać i postanowił on odejść z firmy, by zająć się czymś innym zupełnie gdzie indziej. O losy przeglądarki Microsoftu możemy być jednak spokojni. Nie wierzę, by w Redmond podejmowano jakiekolwiek radykalne kroki w kierunku bądź co bądź strategicznego produktu będącego niemal integralną częścią Windows.

Grafika: 1, 2

Źródło: GeekWire