Świat

Syryjczycy walczą w Internecie. Jak Polska mogłaby się bronić przed atakami hakerów al-Asada?

KK
Karol Kopańko
14

Dziś żaden kraj nie mógłby funkcjonować bez Internetu. Raz, że to właśnie za jego pośrednictwem odbywa się ogromna większość komunikacji, a dwa, że to właśnie za pomocą systemów informatycznych koordynuje się życie całego społeczeństwa – vide sygnalizacja świetlna, pociągi, wodociągi, itp. Czyżby Sy...

Dziś żaden kraj nie mógłby funkcjonować bez Internetu. Raz, że to właśnie za jego pośrednictwem odbywa się ogromna większość komunikacji, a dwa, że to właśnie za pomocą systemów informatycznych koordynuje się życie całego społeczeństwa – vide sygnalizacja świetlna, pociągi, wodociągi, itp. Czyżby Syryjczycy wykazywali większe zrozumienie dla wagi tej sytuacji niż polski rząd?

Wystarczy włączyć telewizor i ustawić go na pierwszy, lepszy serwis informacyjny, aby usłyszeć najnowsze doniesienia o napiętej sytuacji na Bliskim Wschodzie. Baszszar al-Asad w dalszym ciągu nie robi sobie jednak nic z gróźb Zachodu i stosuje najlepszą, powszechnie znaną technikę oporu. Atak.

Tym razem nic nie stało się uciskanej przez niego ludności, gdyż dyktator wziął na celownik amerykańskie media. Syryjska Armia Elektroniczna uporała się z zabezpieczeniami jednego z największych na świecie serwisów informacyjnych „The New York Timesa” i wprowadziła przekierowanie z jego strony do własnego portalu.

Choć przełamanie zabezpieczeń, to może nie jest najodpowiedniejsze słowo na określenie tego co się stało. Syryjczycy po prostu wykradli dane dostępowe firmy hostującej stronę NYT – Melbourne IT. To samo stało się zresztą z Twitterem i brytyjską edycją „Huffington Post”. Jednak te serwisy nie zniknęły zupełnie z sieci, a jak same informowały:

Odnotowały przejściowe problemy w działaniu (…), które nie wpłynęły na bezpieczeństwo danych użytkowników.

Tak się jednak zastanawiam, co by się stało gdyby syryjscy hakerzy zechcieli zająć się w swoim stylu polskimi witrynami. Już podczas protestów anty-ACTA, okazało się, że strony naszej administracji nie są należycie chronione i możliwe jest ich zhakowanie.

Ale co tam strony... można przecież poważniej zaszkodzić obywatelom i zaatakować takie systemy jak np. te wymienione na wstępie. Mimo, że jest raczej mało prawdopodobne, to zakładam, że polska administracja musi się z tym liczyć – jesteśmy przecież sojusznikiem Stanów Zjednoczonych.

I jeszcze na koniec, nie wiem jak Wy, ale ja słyszałem tylko o pojedynczych grupach administracyjnych, które zajmują się bezpieczeństwem naszej wewnątrz-krajowej sieci. Może pora wziąć przykład z krajów Trzeciego (jakoby) Świata i zainwestować w armię z prawdziwego zdarzenia?

Foto 1, 2

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu