6

Zrobiłem rodzinną imprezę i nikt nie chciał przestać grać w Super Mario Party

Gram na Nintendo Switch naprawdę dużo, jednak brakowało mi typowo imprezowej produkcji, gdzie do wspólnej zabawy mógłbym zachęcić rodzinę i znajomych. 1-2 Switch świetnie wykorzystuje możliwości Joy-Conów, ale jako gra rozczarowuje. Dlatego mocno czekałem na Super Mario Party i choć tytuł nie jest idealny, to bawimy się przy nim świetnie.

Seria Mario Party zadebiutowała 20 lat temu i można ją zgrabnie podsumować jako zestaw imprezowych mini-gier dla wielu graczy siedzących na jednej kanapie. Nie licząc odprysków, doczekała się już łącznie 11 odsłon i choć nie każda była tak samo udana, to jestem więcej niż rad, że Nintendo z niej nie rezygnuje. Szkoda tylko, że na wersję dla Switcha trzeba było czekać tak długo.

Jeśli dumacie nad tym czy kupić Super Mario Party, ale nie ma szans na to, że odwiedzą Was znajomi lub rodzina – odpuśćcie. Gra kosztuje tyle co każda inna duża produkcja (czyli około 250 złotych), a kompletnie nie nadaje się do samotnej rozgrywki. Próbowałem, poddałem się – jasne, zapoznałem się z częścią gier, ich mechaniką, sposobem poruszania się po wesołym miasteczku. I tyle. Zabawa z konsolą to trochę jak samotne odbijanie piłki tenisowej od szczytu bloku. Niby spoko, ale szybko się nudzi. Jest tryb online, dziwnie ograniczony tylko do niektórych minigier – ale mimo systemu dobierającego graczy przynajmniej szczątkowo pod względem doświadczenia, jest więcej niż pewne, że traficie na wyjadaczy i wkurzeni wyłączycie konsolę. O ile oczywiście macie opłaconą sieciową usługę i nie zdenerwują Was sporadyczne problemy z łącznością. Jeśli jednak lokalnie dołączy do Was przynajmniej jedna osoba, nagle wszystko nabiera sensu.

Super Mario Party testowałem w trzech wariantach wieloosobowej zabawy na kanapie. W dwie osoby z synem, we trójkę i w czwórkę. Przy czterech osobach przed ekranem nawet najgorsza produkcja dostaje +10 do fajności, jednak tu nie ma po co sztucznie pomagać Super Mario Party. Pierwsza zasada jest więc prosta – im Was przed Switchem więcej, tym lepiej. Musicie jednak pamiętać, że zagracie w parach na jednej konsoli, do czwórki potrzebny jest już drugi zestaw Joy-Conów. SMP nie robi bowiem użytku z Pro Controllera, co oczywiście ma sens, bo gra mocno stawia na żyroskopy w padach. I powiem Wam, że robi to zdecydowanie fajniej i zgrabniej niż 1-2 Switch.

Głównym trybem Super Mario Party jest planszówka, która…z planszówką w klasycznym rozumieniu tego słowa nie ma zbyt wiele wspólnego. Owszem, mamy planszę, mamy pionki w postaci wybranych postaci, poruszamy się po polach, wcześniej rzucamy kostką. Zabawa jest jednak przerywana minigrami, które zasilają nasz portfel wewnętrznej waluty w postaci monet i gwiazdek. Nie jest więc najważniejsze kto dotrze do końca planszy (bo takowego nie ma i chodzimy niejako w kółko), ale kto zbierze najwięcej gwiazdek. I tu tak naprawdę bardzo dużo zależy od szczęścia, a i sam mechanizm nie pomaga w zrozumieniu zasad przyznawania gwiadek. Może się więc okazać, że przez większość rozgrywki idzie Wam świetnie i jesteście na prowadzeniu, a jedna minigra kompletnie zmienia wyniki graczy, dodatkowo na finale przyznawane są bonusowe gwiazdki i tabela jeszcze bardziej się zmienia. Niby fajne, bo gra jest przez to trochę nieprzewidywalna i wszystko może się zdarzyć – z drugiej strony ciężko było wytłumaczyć siedmiolatkowi dlaczego przez 10 ostatnich minut był pierwszy, a na sam koniec, nie wiadomo dlaczego, wylądował na drugim miejscu. Ogólnie jednak gra się przyjemnie, choć nie ukrywam, że my postanowiliśmy jednak postawić na same minigry.

Tych jest aż 80 i pomysłowość twórców robi wrażenie. Każdy na każdego, trzech na jednego – fajnie jest je mieszać. Jeździliśmy na dziecięcych rowerkach pedałując Joy-Conem, przewracaliśmy mięso na patelni, gdzie pad zamienił się w jej rączkę. Podlewaliśmy kwiatki, spychaliśmy się z planszy, graliśmy w piłkę nożną, baseball, układaliśmy puzzle czy na szybko zajmowaliśmy największe objętościowo pola. Jest tego naprawdę sporo i znajdziecie tu zarówno proste gry logiczne, jak i zręcznościowe. Są krótkie, ale treściwe i dające masę frajdy, szczególnie gdy wszyscy siedzą na brzegu kanapy starając się wypaść jak najlepiej.

Kapitalnie bawiłem się przy prostych grach rytmicznych, do których jak się okazuje nie jest potrzebna kamera z PlayStation czy Xboksa i Joy-Cony, które przecież w żaden sposób nie odczytują ruchów ciała, sprawdzają się tu świetnie. Tańce przed ekranem gwarantowane, podobnie jak uśmiech na twarzy.

Ogromnym plusem jest bardzo czytelna i pokazana przed każdą minigrą rozpiska sterowania, dodatkowo po lewej stronie planszy jest zmniejszone okno treningowe – wszyscy więc mogą zapoznać się z zasadami i poćwiczyć zanim staną do prawdziwej rywalizacji.

Świetną odmianą są też tryby kooperacyjne, jak na przykład wspólne spływanie pontonem po rzece. I tu faktycznie każdy z graczy jest istotny, podobnie jak wspólne dążenie do jednego celu. Jest też oddzielny zestaw mini-gier, zatytułowany Toad’s Rec Room, choć tu już ewidentnie jeden gracz nie ma czego szukać.

Wielki brawa dla twórców za to, że mając 10 odsłon Mario Party nie poszli na łatwiznę i nie sięgali po znane już zabawy, tylko wymyślili wszystko na nowo – zarówno jeśli chodzi o mechanikę rozgrywki, zasady, jak również plansze. To naprawdę duże przedsięwzięcie, którego ogarnięcie nie było łatwe. Wyszło bardzo dobrze i jeśli ktoś czekał na ten zestaw, będzie się przy nim świetnie bawił.

Trzeba jednak pamiętać, że to nie jest gra dla wszystkich – dodatkowo na Switchu jest wiele lepszych, bardziej wciągających i lepiej dopracowanych produkcji. Super Mario Party nie będzie więc w top 3 czy top 5 gier na NS, jednak idealnie trafi do osób, które poszukują produkcji na wspólne posiadówy ze znajomymi. Proste zasady, satysfakcjonująca rozgrywka, dodatkowo możliwość zagrania w kilka minigier na dwie połączone konsole to naprawdę udany produkt. Szkoda tylko, że kosztuje tyle ile każda duża gprodukcja, co na pewno ograniczy krąg odbiorców. Z drugiej strony włożono w to tyle pracy, że traktowanie Super Mario Party jako prostego zestawu małych gierek jest dla tej produkcji krzywdzące, podobnie jak obniżona cena.

To solidna produkcja, szczególnie w obliczu gorszej odsłony na Wii U. Daję więc mocne 8/10, a w związku z tym, że jest weekend, bierzemy z synem i żoną pady, siadamy do konsoli i zamierzamy ponownie świetnie się bawić.