3

Ponad 40 milionów Mario na świecie – a tę kopię sprzedano za ponad 442 tys. złotych. Dlaczego?

To najwyższa dotychczas cena, jaką ktokolwiek zapłacił za grę wideo.

O tym że stare gry są drogie wiedzą wszyscy, którzy budują (albo przynajmniej próbowali) zbudować kolekcję retro tytułów. W ostatnich latach ceny puchną w oczach — i nic nie wskazuje na to, by ceny miały w najbliższym czasie spaść… czy w jakikolwiek sposób się unormować. Szczęście mają ci, co obkupili się wcześniej. Ale są różne typy kolekcjonerstwa: jedni idą na ilość, drudzy na jakość, a jeszcze inni stawiają na rzeczy niemalże niedostępne. A te potrafią kosztować fortunę. Nie wierzycie? To pewnie nie uwierzycie też w to, za ile udało się sprzedać rzadką wersję klasyka: Super Mario Bros. na konsolę Nintendo Entertainment System.

Rzadka wersja Super Mario Bros. sprzedana za ponad sto tysięcy dolarów

Ponad sto tysięcy dolarów — a dokładniej, 114 tysięcy dolarów — tyle anonimowy kupiec zapłacił za kartridż z kultowym Super Mario Bros. Co tak niezwykłego było akurat w tej kopii gry, że skuszono się zapłacić za to tak ogromną sumę? Opakowanie.

Tak, wzrok Was nie myli. Ktoś zapłacił 114 tysięcy dolarów za grę tylko dlatego, że jest zapakowana. I to w sposób, w jaki sprzedawano ją bardzo krótko na rynku. To rekordowa cena, jaką ktokolwiek zapłacił za grę wideo, a poprzedni rekord należał także do… Super Mario Bros.

Sentyment smakuje lepiej czy… to zwykłe szaleństwo?

Nie da się ukryć, że suma ta robi ogromne wrażenie. To suma, za którą można… no naprawdę dużo. Ale kolekcjonerzy mają się doskonale — wielu w ten sposób odkupuje swoje marzenia z dzieciństwa (tak, jestem jednym z nich ;), inni traktują to jako inwestycję z nadzieją, że za kilka lat / dekad, przedmioty te będą warte jeszcze więcej, niż za nie właśnie płacą. Dla mnie zakup rzeczy „by leżały i może kiedyś były coś warte” jest czystym szaleństwem, ale nie tyczy się to tylko gier, ale też innych tego typu inwestycji. No i w gruncie rzeczy dużo mniej szalone wydają mi się zakupy współczesne, tj. — inwestycja w edycje kolekcjonerskie potrafiące kosztować nawet kilka tysięcy złotych i odstawianie ich na strych z nadzieją, że za kilka lat pomnożą swoją wartość, niż w tak ekstremalnie drogie wydania jak wspomniane Super Mario Bros. za 113 tys. dolarów. Bo może moja wyobraźnia jest za mała, może nie znam się na biznesie, ale… no na ten moment bardzo trudno uwierzyć mi w to, że ktokolwiek będzie w stanie w ciągu najbliższych kilkunastu lat zapłacić jeszcze więcej za tę konkretną kopię gry. No chyba że tajemniczy kupiec kupił ją, by poczuć się jak w latach 80. Po tym jak kurier ją dostarczy: zerwać (już nie taką znowu) świeżą folię i grać. Wtedy mogę tylko pogratulować szaleństwa, zajawki i możliwości.

Źródło