8

Sterowanie głosowe magnesem ZTE. Mnie nie przyciągną

ZTE to firma, która trochę rozczarowała w tym roku. Oczywiście jest to mój punkt widzenia i dotyczy jedynie rynku konsumenckiego – nie będę teraz wnikał w to, jak poczynali sobie w segmencie biznesowym. Rozczarowali mnie tym, że z zapowiedzi ostrej ekspansji, jakie składano w przeszłości, niewiele na razie wynika. Korporacja znalazła się w cieniu Lenovo […]

ZTE to firma, która trochę rozczarowała w tym roku. Oczywiście jest to mój punkt widzenia i dotyczy jedynie rynku konsumenckiego – nie będę teraz wnikał w to, jak poczynali sobie w segmencie biznesowym. Rozczarowali mnie tym, że z zapowiedzi ostrej ekspansji, jakie składano w przeszłości, niewiele na razie wynika. Korporacja znalazła się w cieniu Lenovo czy Huawei, przyćmili ją także mniejsi, a właściwie młodsi gracze z Państwa Środka. W ostatnich dniach o ZTE zrobiło się głośniej za sprawą smartfonu Star 2. Mocne i udane zakończenie roku?

Zacznę od specyfikacji smartfonu, by potem przejść do jego najważniejszego elementu, swoistego bonusu, czyli sterowania głosowego. Najpierw wypada jednak wspomnieć o czterordzeniowym procesorze Qualcomm Snapdragon 801 o taktowaniu 2,3 GHz. Wspiera go 2 GB pamięci operacyjnej, do tego 16 GB pamięci wbudowanej (możliwość rozszerzenia z pomocą kart microSD), 5-calowy wyświetlacz o rozdzielczości Full HD i akumulator o pojemności 2300 mAh. Na pokładzie smartfonu znalazł się także aparat 13 Mpix (doświetlanie podwójną diodą LED, z przodu aparat 5 Mpix), moduł LTE, wszystko to zamknięto w aluminiowej obudowie (grubość poniżej 7 mm).

Model kosztuje w przeliczeniu na amerykańską walutę około 400 dolarów, na rynek ma trafić z platformą Android 4.4. Sprzęt pojawi się w sprzedaży poza Chinami? Tego na razie nie wiadomo, póki co pojawiła się informacja, z której wynika, że model zostanie przywieziony przez ZTE do Las Vegas na targi CES 2015. Jest dobrze? Patrząc na specyfikację smartfonu, można napisać, że to mocne urządzenie – wyższa półka, ewentualnie wyższa średnia. Cena odpowiednia, z wyglądem też nie jest źle. Problem polega na tym, że dzisiaj to nie wystarczy, by przebić się na rynku. Konkurencja robi równie mocne smartfony i czasem w podobnej lub niższej cenie. To trochę za mało, by dotrzeć do klientów.

ZTE star 2

Chińska firma znalazła sposób, by jakoś wyróżnić się na tle innych? Tak. Przynajmniej można odnieść takie wrażenie. Ich wunderwaffe ma być sterowanie głosem. Telefon obsługiwany bezdotykowo brzmi nieźle. Zwłaszcza, że nie mówimy tu o jakiejś poważnie ograniczonej aplikacji, nie jest też wymagane połączenie z Internetem. Smartfon reaguje poprawnie na komendy użytkownika w 9 przypadkach na 10, czas reakcji wynosi niewiele ponad 1 sekundę. Z pomocą tego rozwiązania można zmieniać aplikacje (włączać i wyłączać programy również), inicjować połączenia, robić zdjęcia, sterować odtwarzaczem multimedialnym itd. Pomocne?

Brzmi ciekawie. Pewnie też atrakcyjnie wygląda, jeśli działa tak, jak zapewnia producent. Znalazłyby się osoby, które stwierdzą: chcę to! Zastanawiam się jednak, ile będzie takich klientów? Rzesze użytkowników można przyciągnąć opcją sterowania głosowego? To wydaje się mało prawdopodobne, ale załóżmy, że tak się stanie – początek rewolucji? Nie sądzę. Ludzie prawdopodobnie szybko daliby sobie spokój w mówieniem do telefonu. Wróciłby stary dobry dotyk. Ten mechanizm chyba dobrze było ostatnio widać na przykładzie Inboxa od Google. Przyznam, że nawet nie zapoznawałem się z tą usługą głębiej, bo wiedziałem po lekturze kilku tekstów, że nie będę z tego korzystał – odpuściłem sobie zaproszenia. Ze sterowaniem głosowym miałbym pewnie podobnie. Nie tylko ja.

Ktoś może oczywisćie powiedzieć, że kiedyś ludzie tak reagowali na ekrany dotykowe: najpierw pojawiały się pytania, po co to i kto będzie z tego korzystał, a potem ludzie masowo przeszli na dotyk. Dlaczego z komendami głosowymi nie miałoby być podobnie? Wydaje mi się, że ta zmiana byłaby znacznie większa i trudno ją sobie wyobrazić funkcjonującą na masową skalę. A raz na jakiś czas ludziom po prostu nie będzie się chciało bawić. Pokażą znajomym, pogadają z telefonem przez jeden weekend i koniec. Dobrze się jednak dzieje, że ktoś nad tym pracuje – mogą skorzystać np. osoby chore czy pozbawione kończyn albo czucia w nich. Dla nich taki smartfon powinien być świetnym wsparciem. Nie widzę tego jednak jako magnesu przyciągającego rzesze klientów.