Technologie

Starship się sypie... ale spokojnie, na razie nie warto panikować

KK
Krzysztof Kurdyła
18

Fani kosmosu z niecierpliwością czekają na pierwszy orbitalny lot Starshipa, który rozpoczął właśnie cykl naziemnych testów kwalifikacyjnych dla swoich prototypów. Jednym z kluczowych elementów do sprawdzenia będzie stabilność i trwałość nowatorskiej osłony termicznej.

 

Osłonę termiczną Starshipa tworzy około 25000, głównie sześciokątnych płytek ze stopu glinu i litu odseparowanych od stali nierdzewnej (z której zrobiono poszycie Starshipa) przy pomocy maty z włókien węglowych. Całość w założeniu ma być prosta do montażu i ewentualnej wymiany (stworzono specjalnego robota), płytki są wpinane w wystające z „karoserii” Starshipa bolce. Jedynie w miejscach wymagających nietypowego ich kształtu specjalnie wyprofilowane elementy są klejone.

Pomiędzy płytkami są niewielkie przerwy, dzięki którym nawet po zmianach wywołanych rozszerzalnością temperaturową elementów Starshipa nie dojdzie do obijania się paneli o siebie nawzajem. Jednocześnie ich minimalna wysokość zapobiega zjawisku, w którym plazma „koncentruje” ciepło w szczelinach i tworzy niebezpieczne dla struktury całego statku „hot spoty”. Osłona montowana jest tylko na jednej połowie Starshipa (górnego członu), Super Heavy osłon nie potrzebuje w ogóle.

Problemy, problemy...

Od jakiegoś czasu widać jednak, że przynajmniej na dziś ich obsługi nie opanowano dostatecznie. SpaceX spory okres czasu pracowało nad ich montażem, w czasie którego wiele płytek uległo zniszczeniu, uszkodzeniu lub odpadało. Gdy w końcu udało się te puzzle ukończyć, przyszła pora weryfikację, jak te elementy zareagują na różne obciążenia, jakim poddawany będzie Spaceship.

Już wiemy, że przy opróżnianiu górnego zbiornika statku w czasie jednego z testó, część płytek w otoczeniu dysz oderwała się. Żadne inne płytki naruszone co prawda nie zostały, ale trochę to musi niepokoić każdego, kto zdaje sobie sprawę, jakie siły działają na rakietę na przykład w czasie przechodzenia przez MaxQ. Przeprojektowanie czy przyklejenie kilkunastu płytek otaczających dyszę nie powinno być problemem, ale całość trochę niepokoi w kontekście kolejnych testów.

Dla SpaceX i ich systemu osłony termicznej nadchodzą najważniejsze sprawdziany: testy kriogeniczne, próby statyczne i wreszcie start orbitalny. Jeśli założenie SpaceX się sprawdzą, cały program przeskoczy do kolejnego etapu, jeśli jednak płytki okażą się podatne na uszkodzenia, może się okazać, że sprawę trzeba będzie przemyśleć od nowa.

Panele śmierci

O tym, że w tej kwestii nie da się iść na żadne kompromisy, przekonało się NASA przy programie wahadłowców. To właśnie ten element sprawiał najwięcej groźnych problemów, doprowadził do katastrofy promu Columbia, a w kilku innych misjach taka katastrofa tym pojazdom groziła. SpaceX jest na etapie, w którym teoretycznie rozwiązała większość problemów, z którymi borykały się kosmiczne „samoloty”, uproszczono cały system, a teraz musi sprawdzić, jakie choroby wieku dziecięcego ma ich koncepcja.

W przypadku innych firm, taka sytuacja groziłaby dużymi opóźnieniami, Musk jak podejrzewam będzie wysyłał prototyp za prototypem, weryfikując po prostu kolejne rozwiązania. Jeśli mam obstawiać, nawet jeżeli kolejne testy naziemne całkowicie zdyskwalifikowałyby obecną wersję osłony, do lotu SN20 w najbliższym czasie i tak dojdzie. Firma nie będzie chciała czekać z testowaniem tak ważnych elementów jak Super Heavy,  tylko z tego powodu, że Starship SN20 napewno, a nie tylko prawdopodobnie spłonie w atmosferze. A najbliższe dni pokażą, czy w ogóle było się czym przejmować.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: