Nauka

Naukowcy ostrzegają przed Starlink. Musk obiecał, że problemów nie będzie

Jakub Szczęsny
6

Elon Musk, kiedy naukowcy ostrzegali przed szkodliwością Starlinków dla nauki, twierdził że problemów nie będzie. Okazuje się jednak, że badacze biją na alarm: wystrzeliwane przez zespół biznesmena satelity powodują zanieczyszczenie światłem, przez co znacznie utrudniają jakiekolwiek badania astronomiczne.

Były nawet deklaracje Elona, że on i jego zespół pracują nad nowocześniejszymi satelitami, które będą mniej uciążliwe dla naukowców. Miało się to odbyć poprzez pokrycie dielektrycznej folii lustrzanej oraz wprowadzenie zmian w matrycy słonecznej, aby zminimalizować efekt odbicia światła. Jednak mimo wszystko, w Starlinkach tego typu rozwiązania wcale się nie znalazły: a przecież Elon Musk obiecał to lata temu. Czyli w skrócie: problemów miało nie być, ale występują.

Space X i Starlink SpaceX zawarło umowę koordynacyjną z amerykańską Narodową Fundacją Nauki (NSF): w jej ramach firma miała zminimalizować wyżej wymienione skutki: naziemne stacje astronomiczne przez satelity Muska mają znacznie utrudnione zadanie. Zanieczyszczenie nieba zmniejsza efektywność prowadzonych przez nie badań. Federalna Komisja Komunikacji (FCC) nie dałaby zgody na wystrzelenie szykowanych przez Muska 30 tys. satelitów: natomiast okazuje się, że urząd pozwolił na wyniesienie na orbitę 7500 Starlinków. Mimo wszystko, trzeba zaznaczyć, że zawarcie powyższych umów z NSF było zupełnie dobrowolne i nie przewiduje jakichś istotnych sankcji. To tak naprawdę niczego nie zmienia.

Regulatorzy obawiali się zarzutów o szkodzenie innowacjom

Dlatego też nie wprowadzono ostrzejszych przepisów w tej sprawie. Urzędnicy nie chcieli być uznani za hamulec dla wszelkich innowacyjnych działań nie tylko Muska, ale również i innych startupowców. Jednak skala działania Elona Muska, jego możliwości są zwyczajnie uciążliwe dla naukowców. Obiecał, ale nie zadziało się nic, aby Starlinki nie powodowały zanieczyszczenia światłem na niebie. Zawarto umowy, ale nie przestrzega się ich zapisów.

A dlaczego regulatorzy nie chcą powstrzymywać Elona? Chociażby dlatego, że Stany Zjednoczone mają problem z dostępem do Internetu na prowincjach (ale nie tylko). Cena za dostęp do szerokopasmowego Internetu, o ile jest on tam dostępny - może być ogromna. Samo przyłącze może kosztować krocie. Co więcej, nie każdy może sobie na taki luksus pozwolić. Starlink jest o wiele lepszym rozwiązaniem niż doprowadzanie potrzebnej infrastruktury na - nierzadko - cywilizacyjne pustkowia. Ale, żeby można było zaspokoić zapotrzebowanie na szerokopasmowy internet satelitarny, trzeba mieć odpowiednią ilość satelitów. Właśnie dlatego urzędnicy nie próbują jakoś szczególnie wstrzymywać Elona.

Naukowcy natomiast z tego powodu w istotny sposób cierpią: konieczne było opracowanie systemów, które uwzględniają ruch satelitów na niebie i wyłączenie urządzeń obserwacyjnych na czas istotnego zanieczyszczenia światłem. Problem jest jednak taki, że tego typu przypadki zanadto angażują naukowców: podczas, gdy system "stoi", mogliby robić coś innego, znacznie istotniejszego dla nauk.

Badacze biją więc na alarm: jest coraz więcej niskoorbitowych satelitów - nie tylko od SpaceX, ale również od Amazona. Brakuje regulacji prawnych, które nakładałyby na te przedsiębiorstwa bezwzględny obowiązek dbania o to, aby naukowcy mogli w spokoju badać niebo. Na razie jest to utrudnione: a przecież plany Muska są naprawdę rozległe i można spodziewać się jeszcze więcej Starlinków na niskiej orbicie...

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu