huawei
28

Sprzedaż Samsunga i Apple w dół, Huawei rośnie w siłę, a ja boję się, że kilka firm wycofa się z rynku smartfonów

Według najnowszego raportu Gartnera, Samsung i Apple sprzedali w ostatnich miesiącach 2018 roku mniej smartfonów, niż w poprzednim okresie przedświątecznym. Najbardziej skorzystały na tym Huawei i Oppo.

Gartner opublikował raport dotyczący rynku smartfonów w czwartym kwartale 2018. Moim zdaniem, to właśnie ostatnie miesiące każdego roku są najbardziej interesujące – dowiadujemy się, kto „wygrał” sezon gwiazdkowy i zaserwował klientom najgorętsze kąski w Czarny Piątek. Tym razem nietrudno wyłonić zwycięzcę – to Huawei. Firma wysłała do sklepów aż 60 milionów egzemplarzy telefonów, w porównaniu do niespełna 44 milionów w analogicznym okresie w 2017. Taki wynik nie wystarczył wprawdzie do wyprzedzenia Samsunga i Apple, ale Chińczycy niebezpiecznie zbliżyli się do dominującej od lat dwójki.

Szczególnie, że ani w Korei Południowej, ani w Cupertino, nie było czego świętować. Samsung dostarczył partnerom o 3 miliony mniej smartfonów niż w zeszłym roku, Apple zaś zanotowało rezultat skromniejszy niemal o 10 milionów sztuk. Pełny ranking Gartnera prezentuje się tak:

  1. Samsung (71 milionów egzemplarzy, 17,3% udziałów w rynku, 74 miliony egzemplarzy w zeszłym roku)
  2. Apple (64 miliony, 15,8%, 73 miliony)
  3. Huawei (60 milionów, 14,8%, 44 miliony)
  4. Oppo (31 milionów, 7,7%, 25 milionów)
  5. Xiaomi (28 milionów, 6,8%, 28 milionów)
  6. Pozostali (153 miliony, 35,5%, 163 miliony)

Chińczycy w górę, stagnacja u gigantów

Co z tego wynika? Po pierwsze, Huawei może zmagać się z glue-gate’ami, mieć problemy w Stanach Zjednoczonych, czyli na jednym z największych rynków, czy odpierać kolejne oskarżenia o szpiegostwo, ale na ogólne zainteresowanie klientów nie ma to większego wpływu. Chińczykom na pewno pomogły udane flagowce – P2o i P20 Pro trafiły do 10 milionów osób tylko do końca sierpnia. Dobra, może i połowę tej liczby stanowiły egzemplarze testowe dla dziennikarzy ;), ale i tak większość producentów może tylko pomarzyć o podobnych wynikach. Jeżeli utrzymają się obecne trendy, Chińczycy zostaną liderem rynku do końca 2020 roku.

Mimo skoku w „bezramkowość” we wszystkich nowych modelach, co stanowiło de facto największą zmianę w iPhone’ach od premiery pierwszej generacji, Apple nie udało się z kolei podtrzymać wysokiego zainteresowania swoimi produktami. Spadek z 73 milionów do 64 to już coś, co trudno ignorować. Z rozczarowującej sprzedaży tłumaczył się nawet Tim Cook. Prezes dopatrywał się winy nie w absurdalnie wysokich cenach smartfonów, tylko w programie tanich wymian baterii w iPhone’ach. No tak, głupi klienci – zamiast kupić nowy telefon, wolą przywrócić do pełni sprawności stary. Koncern z Cupertino i tak wychodzi jednak na swoje – wyższe ceny zapewniają wyższe zyski, a coraz więcej pieniędzy przynosi mu też sprzedaż usług.

Samsung zaliczył komercyjnie przeciętny kwartał i cały rok, ale nie ma się co dziwić – Galaxy S9, w gruncie rzeczy, niewiele różnią się przecież od poprzedniej generacji, a średnia półka robi się coraz bardziej ciasna. Myślę, że Galaxy S10 może okazać się receptą, która pomoże w odbudowaniu szczytowej formy.

Czołówkę zestawienia uzupełniają Oppo, któremu debiuty na nowych rynkach, w tym w Polsce, wychodzą najwyraźniej na dobre, oraz Xiaomi. Rozwój tych ostatnich nieco wyhamował, ale przypuszczam, że w najbliższym czasie sprzedaż raczej nie spadnie.

Coraz większa dominacja wybranych

W raporcie zaciekawiło mnie jeszcze jedno. Sumaryczna sprzedaż smartfonów utrzymuje się od zeszłego roku na takim samym poziomie, ale producenci znajdujący się poza pierwszą piątką mają do podziału coraz mniejszy kawałek tortu – zaledwie 35,5% rynku. W tych 35,5% znajdziecie wszystkie LG, Nokie, Sony, Motorole, Vivo, Meizu, dziesiątki egzotycznych producentów z Azji i wiele innych marek. Często cenionych – takich, o których jest czasem naprawdę głośno. Rynek mobilny jest rentowny tylko dla wybranych, a lwią część całości zysków zgarnia Apple. Boję się, że kilka dużych koncernów prędzej czy później wycofa się z gry – byłoby szkoda, bo przecież dobrze mieć wybór.