76

Sprawa imigrantów może wpłynąć na wolność wypowiedzi w Internecie – oto co szykuje Facebook

Sprawa imigrantów to temat poruszany już tak często, że zaczyna wydawać się po prostu nudny. Mamy konflikt dwóch grup bazujących na odmiennych wartościach, w których znajdują się i bardziej umiarkowani członkowie oraz ci, którzy stanowią pewne ekstremum. Spór staje się jednak tak poważny, że może zacząć on wpływać na wolność wypowiedzi w Internecie – a […]

Sprawa imigrantów to temat poruszany już tak często, że zaczyna wydawać się po prostu nudny. Mamy konflikt dwóch grup bazujących na odmiennych wartościach, w których znajdują się i bardziej umiarkowani członkowie oraz ci, którzy stanowią pewne ekstremum. Spór staje się jednak tak poważny, że może zacząć on wpływać na wolność wypowiedzi w Internecie – a to nie jest dobry znak.

Polityka i Internet? Związek nierozerwalny

Jeszcze dekadę temu trudno było sobie wyobrazić, że Internet będzie tak przesiąknięty politycznymi wpływami. Niegdyś jeszcze to medium uchodziło za wzór niezależności od bagna, którym zwykłem politykę nazywać. Nie oglądam publicystyki politycznej, czytam wybrane treści od dobrych, niezwiązanych z jedną lub drugą stroną osób. Staram się mieć swoje i tylko swoje zdanie. Nie inaczej jest w „debacie” na temat imigrantów.

Pewnym odbiciem nastrojów w społeczeństwie jest Internet, gdzie zwykli ludzie wygłaszają swoje opinie na temat uchodźców/imigrantów. Tam przewijają się najróżniejsze stanowiska – od tych skrajnie przeciwnych aż po te, w których sympatycy unijnej polityki powołują się na człowieczeństwo i oczywiście nie przyjmują nawet racjonalnych argumentów drugiej strony. Zresztą podobnie jest w przypadku przeciwników imigrantów, ci również za nic mają pewne dosyć dobrze uargumentowane racje konkurentów. Konflikt w tym momencie jest trudny do rozwiązania, z jednej i drugiej strony nie ma nawet chęci porozumienia, a i trudno wskazać jakiekolwiek przesłanki za tym, by konflikt się zwyczajnie skrócił.

sun-66955_1280

Na Facebooku, Twitterze, czy w komentarzach pod artykułami o imigrantach pojawiają się wpisy i takie i takie – niektóre rzeczywiście nie powinny się tam znaleźć, są zwyczajnie niesmaczne. Nawoływanie do strzelania do imigrantów raczej nie leży w dobrym smaku, prawda? Stąd powinno płynąć uzasadnienie działania Facebooka oraz niemieckiego rządu, które chcą walczyć z takimi działaniami internautów.

Rząd i usługodawca biorą się za „cenzurę”. Co z tego wyniknie?

Minister Sprawiedliwości Niemiec, Heiko Mass oznajmił po spotkaniu z przedstawicielami Facebooka, że serwis zgodził się na projekt identyfikowania hejterskich wpisów dotyczących imigrantów i usuwania ich. Z powodu rosnącej fali ksenofobii oraz rasizmu Kanclerz Niemiec, Angela Merkel prosiła Facebooka o „zrobienie czegoś więcej” w sprawie lawiny nienawistnych komentarzy w stosunku do imigrantów.

Facebook opiera się głównie na zgłoszeniach użytkowników – z tego powodu zawiązano partnerstwo z wolontariuszami z Niemiec, którzy będą monitorować media społecznościowe w poszukiwaniu wpisów, które wpisują się w definicję mowy nienawiści.

I tutaj dochodzimy do punktu, w którym temat aż prosi się o rozważenie możliwości nadużyć ze strony wolontariuszy. Trudno również zdefiniować „mowę nienawiści” w sytuacjach konfliktowych. Zauważmy, że ta druga strona, sprzyjająca imigrantom będzie stać na straży „odpowiedniego tonu wypowiedzi” w tym medium. Nie można jednak zapominać o postulatach drugiej strony, która oprócz mowy nienawiści stosuje jeszcze przecież argumenty racjonalne. Niepokoje społeczne związane z imigrantami nie są uzasadnione – wśród nich mogą się przedrzeć do Europy zwolennicy Państwa Islamskiego, organizacji, która jawnie mówi o kolonizacji Europy i obaleniu dotychczasowych, uformowanych przez naszą kulturę rządów na rzecz kalifatu.

facebook-919230_1280

Może się okazać, że organizacje walczące w tym sporze, nie posuwające się do nadużyć w kwestii mowy nienawiści mogą mieć problem z „przepchaniem” przez cenzurę swojej retoryki. To już może stanowić wstęp do ograniczenia wolności słowa. Pamiętajmy, posiadanie własnego zdania nawet w tak drażliwej kwestii (o ile nie jest owe zdanie obraźliwe, nienawistne) to również prawo i tego prawa odmawiać nikomu nie można. Chociaż Internet jest tak potężnym narzędziem, że zwyczajnie kusi, by kolektywem zamknąć usta przeciwnikom sprowadzania do Europy imigrantów.

Przeniesienie konfliktu do Internetu rodzi zatem kilka ważnych pytań o neutralność nowoczesnych środków masowego przekazu. Wpływ polityki na social media był nieunikniony i każdy, kto jeszcze wierzy w niezależność Internetu powinien zweryfikować swoje stanowisko. Idea jest słuszna – nienawistne komentarze powinny zniknąć, a ich autorów powinno się karać. Z drugiej strony nie wolno prawa regulacyjnego nadużywać. A w tym wypadku – bardziej niż kiedykolwiek wydaje mi się, że do tego może dojść.

Grafika: 1, 2, 3