Polska

Ślub blogerów - czyli co się może sprzedać, to się sprzeda

JS
Jakub Szczęsny

Człowiek, bloger, maszyna do pisania. Społeczny as...

65

Ślub to taki dzień, w którym młodzi sobie przyrzekają, goście się cieszą, potem piją i dnia następnego poprawiają. Wesela - rzecz ciekawa. Podróże poślubne, o ile są - to również całkiem przyjemna rzecz. Jednak sam akt ślubu, tego co się dzieje potem ograniczone jest do rodziny, znajomych pary - w w...

Ślub to taki dzień, w którym młodzi sobie przyrzekają, goście się cieszą, potem piją i dnia następnego poprawiają. Wesela - rzecz ciekawa. Podróże poślubne, o ile są - to również całkiem przyjemna rzecz. Jednak sam akt ślubu, tego co się dzieje potem ograniczone jest do rodziny, znajomych pary - w wypadku blogerów granica intymności nieco się przesuwa - w stronę akcji marketingowej. Źle? Dobrze? Nie mnie oceniać.

Pan Jakub Prószyński i Pani Dorota Nowacka niedługo staną na ślubnym kobiercu. Nic dziwnego nie byłoby w tym, gdyby ceremonia nie została opakowana w otoczkę akcji reklamowej. Ślub staje się obszarem reklamowym - i to mierzić może. No, bo jak to - poważna ceremonia z poważną przysięgą i nie mniej poważnym znaczeniem w sensie religijnym (tutaj mamy do czynienia ze ślubem cywilnym). Mnie to nie dziwi. Od pewnego czasu żyję w przeświadczeniu, że prawdziwie dziwne rzeczy dopiero są przede mną. To zaś było całkiem do przewidzenia.

Ślub to taki dzień, w którym młodzi sobie przyrzekają, goście się cieszą, potem piją i dnia następnego poprawiają. Wesela - rzecz ciekawa. Podróże poślubne, o ile są - to również całkiem przyjemna rzecz. Jednak sam akt ślubu, tego co się dzieje potem ograniczone jest do rodziny, znajomych pary - w wypadku blogerów granica intymności nieco się przesuwa - w stronę akcji marketingowej. Źle? Dobrze? Nie mnie oceniać.

Pan Jakub Prószyński i Pani Dorota Nowacka niedługo staną na ślubnym kobiercu. Nic dziwnego nie byłoby w tym, gdyby ceremonia nie została opakowana w otoczkę akcji reklamowej. Ślub staje się obszarem reklamowym - i to mierzić może. No, bo jak to - poważna ceremonia z poważną przysięgą i nie mniej poważnym znaczeniem w sensie religijnym (tutaj mamy do czynienia ze ślubem cywilnym). Mnie to nie dziwi. Od pewnego czasu żyję w przeświadczeniu, że prawdziwie dziwne rzeczy dopiero są przede mną. To zaś było całkiem do przewidzenia.

Widząc to, co dzieje się w nowych mediach, mam wrażenie, że sprzedać można dosłownie wszystko. Miałem okazję zapoznać się z twórczością młodego chłopaka z Korei, który swoją aktywność w Internecie opiera na jedzeniu kolacji. I na tym zarabia - pozwala ludziom oglądać to, jak konsumuje posiłek. Tysiące osób o konkretnej godzinie włącza transmisję i konsumuje kawałek prywatności człowieka, który na to pozwala. O. Dochodzimy do ważnego punktu wspólnego dla chłopca z Korei oraz blogujących narzeczonych.

Przyzwolenie, chęć poświęcenia kawałka prywatności. Oceniając Pana Jakuba oraz Panią Dorotę należy wyzbyć się wpierw naszego postrzegania kwestii tejże. Człowiek ma tendencję do przypisywania innym cech, które zna i które wyznaje. Uważa, że wszyscy powinni robić tak, jak on - swoje poglądy, przekonania uważa za całkowicie słuszne i lepszych nie widzi. Z innymi polemizuje. Mało kto odważyłby się na skomercjalizowanie tak prywatnej sprawy jak ślub - jak widać, inni nie mają w tym żadnych oporów. Czy to czyni tych ludzi gorszymi? Zdecydowanie nie.

Biorąc pod uwagę popularność tych blogerów, wcale nie jestem zdziwiony. Do tego musiało dojść prędzej, czy później - dziwię się właściwie, że to nastało tak późno. Albo ktoś nie miał odwagi na to, by w taki sposób rozegrać ceremonię ślubu, albo nikt na taki pomysł nie wpadł. Chociaż... stawiam na to drugie.

Skoro doświadczeni blogerzy na taki pomysł wpadli i dążą do jego realizacji, to nie wierzę, by na takie akcje nie było popytu. Popyt jest, owszem. Człowiek z natury jest ciekawy, a zaglądanie do prywatności innych kusi nas, choć niektórzy do tego się nie przyznają. Gdyby nie ten fakt, w Internecie nie pojawiłyby się serwisy plotkarskie, nie byłoby ani jednego paparazzo. Media społecznościowe zareagowały co najmniej ostro - na pomyśle blogerów wiesza się psy. Że tak nie można, że co będzie następne. Że równie dobrze można skomercjalizować podróż poślubną i do współpracy zaprosić producenta kondomów. Owszem, można. Jak znajdzie się chętny, a producent środka antykoncepcyjnego to "klepnie" - taka akcja się odbędzie.

I nawet mimo słabego odbioru pomysłu w środowisku social media, akcja chwyci. I podobnych będzie coraz więcej. Wykształcają się nowe formy reklamy, a obszary reklamowe wkraczają tam, gdzie wcześniej nawet byśmy nie pomyśleli, że mogą się tam znaleźć. I wiecie co, Drodzy Czytelnicy? Powinniśmy zacząć się przyzwyczajać.

Grafika: 1, 2

Widząc to, co dzieje się w nowych mediach, mam wrażenie, że sprzedać można dosłownie wszystko. Miałem okazję zapoznać się z twórczością młodego chłopaka z Korei, który swoją aktywność w Internecie opiera na jedzeniu kolacji. I na tym zarabia - pozwala ludziom oglądać to, jak konsumuje posiłek. Tysiące osób o konkretnej godzinie włącza transmisję i konsumuje kawałek prywatności człowieka, który na to pozwala. O. Dochodzimy do ważnego punktu wspólnego dla chłopca z Korei oraz blogujących narzeczonych.

Przyzwolenie, chęć poświęcenia kawałka prywatności. Oceniając Pana Jakuba oraz Panią Dorotę należy wyzbyć się wpierw naszego postrzegania kwestii tejże. Człowiek ma tendencję do przypisywania innym cech, które zna i które wyznaje. Uważa, że wszyscy powinni robić tak, jak on - swoje poglądy, przekonania uważa za całkowicie słuszne i lepszych nie widzi. Z innymi polemizuje. Mało kto odważyłby się na skomercjalizowanie tak prywatnej sprawy jak ślub - jak widać, inni nie mają w tym żadnych oporów. Czy to czyni tych ludzi gorszymi? Zdecydowanie nie.

Biorąc pod uwagę popularność tych blogerów, wcale nie jestem zdziwiony. Do tego musiało dojść prędzej, czy później - dziwię się właściwie, że to nastało tak późno. Albo ktoś nie miał odwagi na to, by w taki sposób rozegrać ceremonię ślubu, albo nikt na taki pomysł nie wpadł. Chociaż... stawiam na to drugie.

Skoro doświadczeni blogerzy na taki pomysł wpadli i dążą do jego realizacji, to nie wierzę, by na takie akcje nie było popytu. Popyt jest, owszem. Człowiek z natury jest ciekawy, a zaglądanie do prywatności innych kusi nas, choć niektórzy do tego się nie przyznają. Gdyby nie ten fakt, w Internecie nie pojawiłyby się serwisy plotkarskie, nie byłoby ani jednego paparazzo. Media społecznościowe zareagowały co najmniej ostro - na pomyśle blogerów wiesza się psy. Że tak nie można, że co będzie następne. Że równie dobrze można skomercjalizować podróż poślubną i do współpracy zaprosić producenta kondomów. Owszem, można. Jak znajdzie się chętny, a producent środka antykoncepcyjnego to "klepnie" - taka akcja się odbędzie.

I nawet mimo słabego odbioru pomysłu w środowisku social media, akcja chwyci. I podobnych będzie coraz więcej. Wykształcają się nowe formy reklamy, a obszary reklamowe wkraczają tam, gdzie wcześniej nawet byśmy nie pomyśleli, że mogą się tam znaleźć. I wiecie co, Drodzy Czytelnicy? Powinniśmy zacząć się przyzwyczajać.

Grafika: 1, 2

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

hot