Felietony

Społeczna znieczulica to jedyny sposób, żeby przeżyć w social mediach

Krzysztof Rojek
14

Codziennie stykamy się z dziesiątkami czyichś smutnych historii, wypadków i tragedii, które puszczamy mimo uszu. Social media wymusiły na nas stworzenie filtru, który nie pozwala nam się nimi przejąć.

Social media to dziś coś, od czego nie da się uciec. Owszem, można nie mieć Facebooka, Twittera, Instagrama czy Tik-Toka i nawet powiem więcej - zapewne takie życie jest dużo spokojniejsze. Jednak żeby uniknąć wszystkiego, co związane z social mediami trzeba by chyba zamknąć się w chatce pośród lasu i odciąć od jakichkolwiek informacji ze świata zewnętrznego. Social media tak bowiem przeniknęły nasz świat, że gdzie się nie obejrzeć, można zauważyć nawiązania do wpisów popełnionych w tychże mediach. Większość z nas korzysta jednak z jakiejś społecznościówki. Popularność Facebooka czy Tik Toka nie wzięła się przecież z powietrza. I niestety, ale aby przeżyć na tym nieprzyjaznym terenie trzeba wykształcić pewne mechanizmy obronne.

Nie przejmuj się. Jak zaczniesz, to już po tobie

Jeżeli wejdziemy na naszą tablicę na Facebooku, widzimy tam nie tylko to, co wrzucają nasi znajomi czy strony, które obserwujemy, ale także całą masę rzeczy, które podają oni/one dalej. Taka współczesna poczta pantoflowa używana jest oczywiście do promocji jakichś akcji czy wydarzeń, ale też - w celu zwrócenia uwagi na pewne problemy, czy to osobiste czy to społeczne. Wśród tych pojawiły się niezwykle popularne ostatnio zbiórki. O ile te są świetnym sposobem na zdobycie pieniędzy na wybrany cel, o tyle najczęściej dotyczą jakiejś osobistej tragedii. Czy to zakatowany szczeniak czy kocię, starsza osoba która nie ma środków nie tylko na leczenie, co wręcz na dach nad głową, czyjś biznes w który włożył całe życie sypie się przez nowe przepisy czy też ktoś potrzebuje olbrzymiej sumy na ekstremalnie drogą operację.

Oprócz tego social media to też miejsce w którym widzimy ogłoszenia o zaginionych zwierzętach, członkach rodziny, historie opisujące przegraną walkę człowieka z systemami - opieki zdrowotnej, urzędami skarbowymi czy ubezpieczycielami. Historie w których komuś spalił się cały dobytek, czy też gdzie komuś skradziono najcenniejszą rzecz w jego życiu. Historie "z wewnątrz" opowiadające o tym, jak pracuje się ratownikom, pielęgniarkom, policjantom i jak oni również są bezradni wobec systemu.

Kiedy jedziecie i przed wami zdarzy się wypadek samochodowy, zazwyczaj w takiej sytuacji zatrzymujecie się, podochodzicie, pomagacie, robicie to co możecie by pomóc osobom które zostały poszkodowane na waszych oczach. Jeżeli czytacie o czyimś wypadku w poście na Facebooku, jego historia jest nie mniej realna niż osoby, której wypadek widzielibyście na własne oczy. Dlaczego więc często przewijamy codziennie dziesiątki, jeżeli nie setki takich historii bez mrugnięcia okiem i bez żadnej reakcji?

Odpowiedź jest prosta - żeby nie zwariować

Nie da się pomóc całemu światu. Chociaż byśmy najgłębiej w serduszku chcieli, nie zaadoptujemy i nie wyleczymy każdego chorego kotka, nie przekażemy wszystkich pieniędzy na operację starszej osoby czy nie odnajdziemy zaginionych. Jeżeli traktowalibyśmy każde takie ogłoszenie poważnie, prawdopodobnie sami dosyć szybko potrzebowalibyśmy farmakologicznego leczenia ostrej depresji. Dlatego wykształciliśmy swego rodzaju mechanizm obronny i w większym bądź mniejszym stopniu ma go każdy z nas. To on pozwala przewinąć i zapomnieć o danej historii tak szybko, jak znika ona przewinięta kciukiem bądź kółkiem myszy. Oczywiście - filtr nie zawsze działa tak samo. Niektórzy zatrzymują się by przelać choć trochę na potrzebującego kociaka, inni angażują się na przykład gdy słyszą o chorobie na którą zmarł ktoś im bliski.

Jednak filtr działa. Pomimo lajków i komentarzy psy i koty często przez lata nie znajdują domu, umierając w schroniskach. Kwot niezbędnych na operację nie udaje się uzbierać, a poruszające historie o czyjejś tragedii pozostają tylko tym - historiami. Oczywiście, słyszymy też że dzięki Facebookowi udało się pomóc i takie przykłady motywują do tego, by wykorzystywać social media by szukać pomocy. Jednak niestety, duża część wołania o pomoc zostaje bez odpowiedzi.

Czy to czyni nas złymi ludźmi? Mówi się, że social media lubią ładne historie, dlatego częściej wrzuca się zdjęcia ze ślubów a już mniej z rozwodów. Nie do końca jednak uważam, że posiadanie takiego filtra to coś złego, choć to oczywiście pozostaje w moralnej gestii każdej osoby. Każdy zna swoje możliwości i wie, czy może i chce pomóc. Sam co jakiś czas faktycznie uczestniczę w zbiórkach, najczęściej na koty, jednak wiem, że gdybym przejmował się każdym porzuconym kocięciem, na którego ktoś zbiera pieniądze, prawdopodobnie moja wypłata rozeszłaby szybciej niż karp w Lidlu na promocji.

Nie znaczy to, że nie trzeba pomagać. Ale nie łudźmy się - przeglądając social media musieliśmy się uniewrażliwić na krzywdę innych, ponieważ bez tego nie moglibyśmy ich przeglądać w ogóle.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu