7

Spider-Man Uniwersum to najlepszy film o człowieku pająku od lat. Jest genialny i zdecydowanie dla każdego!

Za nami aż 6 filmowych adaptacji komiksów ze Spider-Manem i każda z nich ma swoich fanów oraz przeciwników. W przypadku najnowszego, animowanego Spider-Man Uniwersum będzie naprawdę trudno znaleźć kogokolwiek, komu ten film się nie spodoba. Jestem o tym przekonany.

Pierwszy klip z nadchodzącego filmu widziałem pod koniec seansu Venoma – jako dodatkowa scena po (ostatnich) napisach. Już wtedy byłem zauroczony oprawą wizualną i muzyką, a także humorem. O postaciach też mogłem od razu powiedzieć wiele dobrego, bo Spider-Man Uniwersum to świetny most pomiędzy starym Spider-Manem i nowym Spider-Manem. Tym nowym jest oczywiście młodziutki Miles Morales, a starszym wszystkim znany Peter Parker, który dorósł i (w zależności od tego, który wymiar weźmiemy pod uwagę) stał się życiowym nieudacznikiem lub człowiekiem sukcesu. Ale od początku.

Cała historia rozpoczyna się od poznania wspomnianego Milesa Moralesa. Spotykamy go jeszcze przed pamiętnym ukąszeniem przez pająka, a taka wycieczka do Nowego Jorku w trakcie pierwszych kilkunastu minut filmu, to moja ulubiona część tej produkcji. Rysunki są po prostu rewelacyjne, a zastosowanie efektu przewracania kart komiksów (mniejsza liczba klatek) oraz komentarze w dymkach sprawiają, że to perfekcyjne połączenie nieruchomych obrazków z filmem. Jest wszystko, czego oczekujemy od miasta, które nigdy nie śpi – gdy Miles kroczy jego ulicami ze słuchawkami na uszach przypominają nam się inne filmy o Człowieku Pająku, co jest oczywiście w 100% zamierzone. Film jest świadomy istnienia innych produkcji i nawet z niektórych żartuje – (anty)fani 3. części Spider-Mana z Tobey’m Maguirem będą mieli spory ubaw. Zagrały tu podobne mechanizmy, z których skorzystano w Deadpoolu – samokrytyka jest najwyraźniej w cenie, ale w przypadku Spider-Man Uniwersum jest to nieco subtelniejsze i rzadsze, przez co efekt bywa nawet jeszcze lepszy.

Młodzieniec mierzy się z problemami typowymi dla tego okresu w życiu – wymagająca nowa szkoła, próby odnalezienia miejsca dla siebie, szansa na pierwsze solidne zauroczenie i nieporozumienia z rodzicami. Jego odskocznią są graffiti oraz spotkania z wujaszkiem, który ma znacznie bardziej luzackie podejście do życia, niż wymagający ojciec policjant.Po kilku incydentach Miles spotka nie może natknąć się na kogokolwiek innego, niż Peter Parker. Ale to nie będzie ten Parker, którego niedawno pożegnał cały Nowy Jork po śmierci Spider-Mana. Ten pochodzi z innego wymiaru i jak się później okaże, to jedynie początek całej przygody, bo w świecie Milesa znajdzie się wielu innych, naprawdę zbzikowanych odpowiedników Człowieka Pająka z różnych okresów i wymiarów. Wszystko za sprawą maszyny skonstruowanej przez Kingpina, który będzie starał się zrealizować osobistą zachciankę, nawet kosztem reszty miasta czy całego wymiaru.

Niejednokrotnie zastanawialiśmy się, co by było gdyby Spider-Man mógł mieć mentora – kogoś, kto wie przez co przechodzi ugryziony właśnie przez zmutowanego pająka nastolatek – a tutaj otrzymujemy dokładnie to. To niezwykle odświeżające, a relacja Moralesa z Parkerem jest idealna. Ten pierwszy szuka wszelkich wskazówek i odpowiedzi na swoje pytanie, natomiast strudzony życiem Parker wcale nie ma ochoty nikogo szkolić, a robi to nawet czasem mimo woli. Dialogi pomiędzy nimi, a właściwie nie tylko pomiędzy nimi, to jeden z największych atutów filmu, który ma blisko 2 godziny, a przelatuje nam przed oczami niczym krótki metraż trwający może z 20 minut. Drugim z filarów Spider-Man Uniwersum jest humor, który czasami nawet z zaskoczenia otrzymamy świetną ripostę bądź komentarz. W życiu nie spodziewałem się tak zgrabnie rozłożonego humoru na cały film, a to przecież nie jest komedia. W produkcji świetnie wyważono każdy aspekt historii – ten humorystyczny oraz ten zupełnie na poważnie, gdy musimy pożegnać się z niektórymi bohaterami. Żarty nie przykryły głębi historii i bohaterów, których rozumiemy i z którymi wspólnie możemy się wzruszyć. Coś niesamowitego.

Nie mógłbym nie wspomnieć wyśmienitej oprawie muzycznej, za którą odpowiada Daniel Pemberton (kompozytor ścieżki dźwiękowej) oraz Post Malone (producent kawałków użytych w filmie). Obydwa albumy świetnie się uzupełniają, nadają rytm i tempo filmowi, a co więcej, powiedziałbym nawet, że charakter Spider-Man Uniwersum definiuje właśnie muzyka, która jest udanym połączeniem klasycznego brzmienia, które nieco schowano pod płaszczykiem nowoczesnych rytmów.

Podobnie jest z filmem – otrzymujemy dość standardową historię, ale sposób w jaki ją podano sprawia, że Spider-Man Uniwersum zrobił na mnie potężne wrażenie. Po seansie mam ochotę na zdecydowanie więcej Spider-Mana – komiksy i animacje już czekają. Za rogiem czai się nowa produkcja Spider-Man: Daleko od domu, która będzie częścią uniwersum Marvela i może być równie udana, co Homecoming, ale wydaje mi się, że na dłużej zapamiętamy produkcję wyreżyserowaną przez Boba Persichetti oraz Petera Ramsey’a. Za scenariuszem stał twórca filmu Lego – Phil Lord – który ponownie pokazał, że zna się na rzeczy.

Na sam koniec mała dygresja: obsada filmu, czyli aktorzy podkładający głosy pod postacie, to nie lada niespodzianki. Nie psujcie sobie frajdy i spróbujcie zgadnąć, kto w kogo się wcielił – po powrocie do domu na pewno będziecie zaskoczeni niektórymi nazwiskami.

Ocena filmu Spider-Man Uniwersum – 9/10

Premiera w kinach 25 grudnia, ale Cinema City organizuje pokazy przedpremierowe, na który udało mi się wybrać.