Felietony

Spędzamy mnóstwo czasu w Internecie, a gdy go opuścimy rozmawiamy o... Internecie

MS
Maciej Sikorski

Fan nowych technologii, ale nie gadżeciarz. Zainte...

15

Ile czasu spędzacie w Sieci? Odpowiedzi będą pewnie zróżnicowane, ale spora część z Was przebywa w wirtualnej przestrzeni naprawdę długo. W moim przypadku dochodzi do nawet kilkunastu godzin w ciągu doby - oczywiście spora w tym "zasługa" pracy. Liczna grupa znajomych też siedzi godzinami w cyfrowej...

Ile czasu spędzacie w Sieci? Odpowiedzi będą pewnie zróżnicowane, ale spora część z Was przebywa w wirtualnej przestrzeni naprawdę długo. W moim przypadku dochodzi do nawet kilkunastu godzin w ciągu doby - oczywiście spora w tym "zasługa" pracy. Liczna grupa znajomych też siedzi godzinami w cyfrowej rzeczywistości, w większości przypadków wynika to z wykonywanej pracy. A gdy już odchodzimy od komputerów, opuszczamy Internet i trafiamy do "reala" rozmawiamy o... Internecie.

Widzieliście ten filmik z kichającą pandą?

To, o czym za chwilę napiszę, zna pewnie każde z Was: imprezy pod sztandarem YouTube'a. Gdy serwis stał się popularny, zmienił się obraz spotkań towarzyskich, ich przebieg i pakiet rozrywek. Jeszcze w połowie poprzedniej dekady ludzie jedli, rozmawiali, tańczyli, pili i chyba niewielu osobom przychodziło do głowy, by w to wszystko pakować komputer. Chyba, że to on zapewniał muzykę. Potem przyszedł YT i zaczęło się: ej, pokażę wam mega filmik! A za chwilę: o, to ja też coś mam! A to widzieliście? Jak to zobaczycie, to padniecie. I z dwuminutowego pokazu robi się dwugodzinny. Niektórzy spędzali przy komputerze całą noc. Wychodzili z imprezy bogatsi o bagaż internetowej rozrywki.

Zdania na temat tej formy spędzania czasu, imprezowego czasu, są podzielone. Jednym sprawia to wielką przyjemność, inni przeklinają dzień, w którym powstał YT. Znam kilka osób powtarzających, że teraz nie można się już w spokoju wódki napić i pogadać ze znajomymi, bo uwagę przyciągają te nieszczęsne pandy i szopy plądrujące lodówki. Wszystko zeszło na dalszy plan, bo ludzie zaczęli się licytować: kto pokaże coś bardziej niszowego, ale śmiesznego czy mocnego, kto wywoła filmikiem większe wow u pozostałych, czyj filmik będzie potem częściej wyciągany. Ot, takie zawody na znajomość Internetu.

Filmiki, memy, statusy, insty, hejty

Piszę o tych filmikach, imprezach z YT, bo utożsamiam je z wejściem Internetu w przestrzeń imprez, spotkań znajomych czy rodziny. Potem było już z górki. Kolejne obszary internetowej przestrzeni były wyciągane w rozmowach. Ludzie nie chwalili się już tylko znalezionymi filmami, ale też np. memami. Galeriami memów - kto widział śmieszniejszy. Albo kto stworzył śmieszniejszy. Każdy temat prowadził do jakiegoś zestawu memów. Koniec z tym wątkiem? No to kolejny: widzieliście, co Piotrek na fejsa wrzucił? Albo: ej, patrzcie co Monika zamieściła na inście. I w ruch idą telefony. No i hejt musi się pojawić - rozmowa na jego temat zawsze wywołuje emocje.

Jeżeli ktoś czegoś nie widział, to za chwilę może nadrobić. Po minucie wszyscy siedzą z telefonami i komentują, przeglądają, udostępniają, lajkują... A gdy już skończą, to ktoś zaczyna opowiadać o artykule przeczytanym w Sieci, zmianach w jakimś serwisie (nowa odsłona portalu X - nie podoba mi się/jest super), zawsze można też omówić nową aplikację, usługę, która ułatwia życie tak, że... No bardzo ułatwia. Co kto kupił w Sieci, jakie i gdzie promocje można wyczaić w Internecie, o jakiej aferze napisano, jaką teorię spiskową ktoś wynalazł na niszowej stronie. Sieć daje tyle tematów, że zwyczajna rzeczywistość, ta, w której znajdują się rozmawiające osoby, przestaje interesować.

Temat dobry na każdą okazję, dla każdej grupy

Czy to zjawisko dotyczy tylko ludzi pracujących w Sieci? Nie wydaje mi się - spotykam się też z osobami spędzającymi niewiele czasu w Internecie, ale i one często poruszają tematy związane z tym medium. Gdy siedzę w barze, kinie, parku, restauracji i słyszę o czym rozmawiają ludzie siedzący obok, to też często okazuje się, że tematem wiodącym jest Internet. Wszystko, co wyszczególniłem powyżej omawiane jest przy stolikach, na ławkach i podczas puszczania trailerów oraz reklam przed seansami. Ludzie nie opowiadają o pracy, rodzinie czy szkole, wolą "dysputę o fejsie".

Nie napiszę oczywiście, że siedzielibyśmy cicho, gdyby Internet nagle przestał działać, bo wrócilibyśmy do rozmów prowadzonych przed jego supremacją. Przynajmniej tak zakładam. Ciekawe jest jednak zjawisko zagarniania kolejnych sfer naszego życia przez Sieć. Bez niej ani rusz. Całe szczęście w Internecie rozmawiamy o codziennym życiu, tym w realu. To tutaj ludzie chwalą się dziećmi, awansami i nowymi nabytkami. Ot, taki paradoks współczesności.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

YouTubeInternet